poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 9.


 Za błędy językowe, interpunkcyjne, ortograficzne i inne takie z góry przepraszam, ale nie chce czytać tego jeszcze raz, bo się rozmyślę, bo to co tam jest, to zupełnie nie powinno się wydarzyć, napisałam to pod wpływem impulsu i takie tam... ;p miłego czytania i mam nadzieję że nie przestaniecie mnie lubić - jeśli zaczęliście w ogóle :D
 

btw. długi i nudny wyszedł, no ale co ja poradzę no?

~*~ 
Mania



Rozdział IX.

  "Kałuża, Isia i Misia, nie mam gdzie spać, Kurek to dziecko i 18+, czyli WTF, gdzie jest Mania i co się z nią stało."


-         Na długo się zatrzymujecie? – wreszcie zostaliśmy sami. Michałowi znudziło się ganianie tych przygłupów i chyba postanowił bliżej poznać niedoszła dziewczynę, a Kurek wyrwał mnie z chciwych rąk siatkarzy. Mi tam nie przeszkadzali, ale chyba musiałam pogadać z Bartkiem na poważnie.
-         Właściwie to jutro rano pasowałoby wrócić do domu.
-         Tak szybko? To bez sensu, jutro przecież sobota...
-         Tak, ale o 14 mam dodatkową próbę ze starszakami, wiesz jak jest...
-         Na pewno sobie bez ciebie poradzą.
-         Musimy przećwiczyć cały układ. – wstałam z ławki i ruszyłam w nieznanym kierunku. Bartke po chwili zrównał się ze mną.
-         Zostań...
Jak mogłabym przejść obojętnie wobec tej szczenięcej  minki? Zaśmiałam się, już prawie zapomniałam jak on śmiesznie wtedy wygląda.
-         Zabiją mnie.
-         Umrę razem z tobą – puścił do mnie oczko.
-         Bartek... – westchnęłam – Nie o tym mieliśmy rozmawiać – szliśmy przez ulice Katowic, przez ulice których nie znałam, z resztą Bartek chyba też nie. Ale nie o tym teraz powinnam myśleć.
-         Wiem, więc... po tym co się ostatnio stało trochę myślałem i chyba miałaś rację z tym kombinowaniem. Jest dobrze tak jak jest.
-         Nareszcie – odetchnęłam z ulgą – witam z powrotem braciszku. – wrócił mój Bartek, zniknęło skrępowanie i napięcie. Kurek śmiał się jak dawniej, tulił mnie bez żadnych podtekstów, a ja mogłam teraz spokojnie spać. – już myślałam że nigdy się nie ogarniesz.
-         Ciekawi mnie jedna rzecz. Czemu ty właściwie wyskoczyłeś z... takim czymś? – napiął mięśnie.
-         Sam nie wiem. Jakoś tak pod wpływem impulsu. Czasami tak się dzieje, że mówimy i robimy rzeczy których nie chcemy. – mina myśliciela.
-         Ach, no tak. – hamowałam śmiech.
-         Wiesz... Czasami, tak to jest, tak to właśnie jest, że... takie rzeczy się... zdarzają – mówił to śmiertelnie poważnie. A ja nie mogłam już się pohamować i wybuchłam śmiechem.
To był mój błąd. Kurek zrobił minę mordercy i chwycił mnie w pasie. Zarzucił mnie sobie przez ramię i zaczął drzeć się jak opętany. Biegł w zanym tylko sobie kierunku, a ja kopałam go w brzuch (pragnę przypomnieć, że stopy moje odziane były w glany), pięściami natomiast boksowałam plecy. Cóż za szaleniec!
-         Puszczaj mnie ty mała wredna osiko! – darłam się w niebogłosy, co go jeszcze bardziej rozwścieczyło. Jak tak pomyśleć to jednak potrafił rozładować atmosferę. Szkoda, że w taki sposób.
Puścił mnie, aczkolwiek upadłam niefortunnie w kałużę. O nie, tego to już mu nie wybaczę...
-         Ty idioto! Myślisz sobie że jak jesteś tym sobie wielkim Baroszem hooooooot Kurkiem to ci wszystko wolno? W kałużę? Czy ty właściwie myślisz? – uderzałam pięścią w powierzchnię wody, jednocześnie go chlapiąc. Czemu tylko ja miałam być brudna? Apropos, prezentowałam się bardzo BARDZO. Wylądowałam pupą, cała byłam upryskana błotem, a z włosów na białą koszulkę skapywała mi brudna woda vel. brudny deszcz.
-         Spokojnie, nie moja wina, samo się jakoś... wiesz jak mnie brzuch przez ciebie boli? – ruszył z pomocną dłonią, którą pociągnęłam tak, że wylądował koło mnie. – A to już było nie potrzebne! – rzucił oskarżycielsko, ale odechciało mu się kiedy spojrzałam na niego spode łba.
Siedzieliśmy ociekając błotem, może w innych okolicznościach to byłoby nawet śmieszne, ale...
-         No i co my im teraz powiemy, geniuszu?
-         Nie wiem, że się potknęliśmy? – sztuczny uśmiech.
-         No jasne, czasem są mało domyślni, ale bez przesady. Iza zacznie sobie coś wyobrażać a potem będzie mnie gnębić latami, żebym jej powiedziała co się tutaj wydarzyło.
-         Oj no weź, przecież nie jest tak źle. Siedzimy sobie sami, w kałuży... zawsze mógłby padać deszcz – spojrzeliśmy wystraszeni na niebo. No tak, czerwiec lubi burze... Tak właściwie to ciekawi mnie skąd się tutaj wzięła tak głęboka kałuża. Dziwne.
-         Obyś nie wykrakał bo wtedy to już chyba na pewno byłbyś martwy.
-         Nie może być chyba i na pewno w jednym zdaniu obok siebie! – wymądrzał się.
-         U mnie może!
-         To tak jakbyś powiedziała lubię cię ale mam cię w dupie.
-         No bo może lubię cię ale mam cię w dupie?! I może bym nie była mega zła ale bym cię zabiła? Ale tylko chyba bo mogłoby mi się nie chcieć bo mógłbyś być mi obojętny, hę?- wstał i odszedł, powiedziałam coś nie tak? Przecież to czysto teoretycznie było... ej ale gdzie on poszedł? – Bartek? – skąd ja mam wiedzieć którędy do tego hotelu? – Bartuś? Bartek?! Kurek! Do jasne cholery nie rób sobie jaj i wracaj tu! – serio zaczynam się bać. Jest noc tak właściwie, a ja siedzę sama, w kałuży... – Bartek no błagam! – wstałam i pobiegłam w kierunku w którym zniknął ale nigdzie go tam nie widziałam.
-         Bu! – ktoś złapał mnie za ramię
-         Idioto! Mogłam zginąć, znowu zachowujesz się nieodpowiedzialnie.
-         Przepraszam mamusiu – nabijał się ze mnie, w ogóle nie wczuwał się w sytuacje.
-         Dobra, skąd my przyszliśmy?
-         No to ty nie wiesz? – zrobił zdziwioną minę
-         No chyba gdybym wiedziała to bym się nie darła jak opętana, tylko bym wróciła, nie? – spojrzałam na niego jak na idiotę, którym chyba był
-         No i co my teraz zrobimy? – zrobił jeszcze większe oczy
-         Nie wydurniaj się tylko prowadź. – spojrzałam na niego wzrokiem mówiącym, że niue nabiorę się na jego kolejny żarcik.
-         Ale ja naprawdę nie wiem gdzie iść – teraz przybrał poważny wyraz twarzy, wystraszył mnie troszkę.
-         Serio? – uważałam żeby się nie wkręcić
Pokiwał głową, a ja zaczęłam panikować
-         No i jak my teraz wrócimy? Zostaniemy tu na zawsze! Jutro znajdą nas twoje fanki i mi cię zjedzą, wydłubią mi oczy, żebym już nigdy w życiu nie poznała żadnego siatkarza i powieszą mnie na czubku wieży Eiffla gdzie codziennie miliony szpaków wron i sępów będzie wyjadać a raczej wydziobywać moje wnętrzności. Kurek, czy ciebie to bawi? – przerwałam słowotok, bo Bartek wyraźnie powstrzymywał się od śmiechu
-         Właściwie to tak. – wybuchnął – Fanki nie zjedzą mnie tylko rozedrą, bo każda będzie chciała mieć jakąś część mnie, nie wydłubią ci oczu bo jak dostaną mnie, nikt nie zwróci uwagi na ciebie, w Paryżu nie ma szpaków wron ani sępów, a poza tym znam Katowice jak własną kieszeń. – śmiał się  w niebogłosy.
-         Bardzo zabawne, no naprawdę, zimno mi! Możemy już iść? – obraził mnie. Pałka się przegła. Mam go dość. I pomyśleć że tak za nim tęskniłam. Pfff.
Ciągle się śmiejąc złapał mnie za rękę, którą od razu mu wyrwałam i prowadził mnie w kierunku hotelu. Mam nadzieję, że wszyscy poszli już spać i w naszym (czyt. Moim i Izy) nie będzie już zgrai wielkoludów.
            Przez całą drogę nie odezwałam się do niego ani słowem, bądź wydobyłam z siebie ledwie zrozumiane „no” i „nie”. Kurek przepraszał kilkakrotnie ale sam już nie wiedział za co przeprasza i odpuścił sobie te cyrki. Ja nie chcę przeprosin, być może jestem już zmęczona, być może to przez środek owulacji a być może to z nadmiernej tęsknoty Kurka. Nie wiem, na razie myślę tylko o tym, żeby się wykąpać i iść spać.
            Wszedł ze mną do pokoju, chyba tak na wszelki wypadek, w razie gdybym się musiała tłumaczyć dlaczego tak wyglądam.
            Nie potrzebnie, na przeciwległych łóżkach siedzieli tylko Iza i Misiek W. Pochłonięci rozmową do tego stopnia, że mnie z początku nie zauważyli. Chwyciłam z torby kosmetyczkę, drugą ręką chwyciłam Kurka i wyciągnęłam go na korytarz. Iza zdążyła tylko wydukać: „my tutaj tylko sobie... hę? Co ci się stało?”. Niestety, zostawiłam ich z setkami niewyjaśnionych pytań.
            Kurek też nie bardzo wiedział o co chodzi.
-         Niech sobie gadają, a ja się umyje u ciebie. – uśmiechnęłam się serdecznie. Chyba po tamtym obrazku odechciało mi się na niego gniewać.
-         A ja to niby gdzie? – zapytał niepewnie
-         No ty... albo zaczekasz i pójdziesz po mnie albo załatwisz sobie inną łazienkę.
-         W środku nocy? – nie słuchałam go, tylko zatrzasnęłam mu przed nosem drzwi do jego łazienki.
Ciepło zawsze dobrze robiła na moje samopoczucie, mogłabym tak stać pod strumieniem parującej wody do końca świata. Nie wypłoszyłby mnie nawet atak zombie, ani trzęsienie ziemi. No chyba że Kurek wali jak oszalały w drzwi, wtedy mogę ewentualnie wyjść.
-         No już idę! – odkrzyknęłam wycierając się ręcznikiem, chyba Kurka. Ewentualnie Winiara.
Tak, przecież to też pokój Michała. Biedaki dostali taki przydział tylko dlatego, że jest jakaś nowa pani organizator, która kompletnie ich nie zna i nie wie, że na przykład Winiar lepiej by się czuł w pokoju z Gumą, a Kurek z Jaroszem. Mniejsza z tym, przeżyją przecież.
Ups. Zapomniałam o pidżamie.
-         Siurak – powiedziałam przeciągle i wystawiłam lekko głowę zza drzwi. Uf, był sam.
-         Jaki Siurak? – nie, tak nie lubi.
-         Bartuś, rzuć mi jakąś swoją koszulkę.
-         Znowu zapomniałaś? – zaśmiał się i rzucił z moją stronę czarną ze Star Trekiem
-         Dzięki – wysłałam mu buziaka w powietrzu.
Pospiesznie ją naciągnęłam i wyszłam z łazienki wycierając włosy ręcznikiem. Często ich nie rozczesywałam, bo to zajmuje dużo czasu. Bartek był już umyty, suchy i uczesany. Jak on to zrobił tak szybko?! No tak, to facet...
            Rozłożył się na całej długości łóżka a ja w sumie nie wiedziałam co teraz robić. Chyba musiałam zaczekać, aż Michał wróci, nie chciałam przecież im tam przeszkadzać. Usiadłam na brzegu michałowego łóżka i przypatrywałam się mojemu przyjacielowi męczącemu się z ustawieniem odpowiedniej częstotliwości w radiu.
-         Bartek, przecież jest środek nocy, co ty chcesz tam ustawiać? Nie ma żadnej audycji a w radio puszczają same wolne piosenki, uśniemy za wcześnie.
Zaśmiał się, ale nie odłożył radia.
-         Jak myślisz, kiedy skończą gadać? – zastanawiałam się jak długo tu zostanę.
-         Nie wiem, Michał zazwyczaj nie siedzi w pokoju u lasek i nie gada z nimi w nocy. – przerwał mu SMS.
Iza: „Śpij u Bartka, Michał jest świetny, nie da się przestać z nim nawijać. Kocham cie, baw się dobrze”
Odpisałam „nawzajem” i powiedziałam Bartkowi, że zostaje na noc. Na chwilę przerwał majstrowanie przy radiu, ale tylko na moment, żeby spojrzeć na mnie spod uniesionej wysoko prawej brwi i powrócić do wcześniejszej czynności.
Położyłam się na michałowym łóżku i nuciłam pod nosem melodię Staiway to heaven. Nie wiem co mnie naszło.
-         Mania... – oho! Coś się będzie działo. Kurek niebezpiecznie przeciąga moje imię
-         No?
-         Zaśpiewaj mi kołysankę – moje usta same wykrzywiły mi się w uśmiech.
-         Nie.
-         No ale dlaczemu? Przecież ty ładnie śpiewasz, a skoro śpisz na łóżku Winiara to musisz mi go zastąpić.
-         Boję się spytać co takiego robi jeszcze Michał przed snem. – chytrze się zaśmiał
-         Nic takiego - odpowiedział z miną niewiniątka. Boję się go.
-         O mamusiu... może ja do niego zadzwonię i zapytam jakie kołysanki lubisz, co?
-         Nie! – zerwał się – nie no co ty nie będziemy im przeszkadzać – ledwo opanował głos.
-         Ok., więc jakie kołysanki lubisz?
-         Obojętnie – przybrał obojętny ton i spuścił głowę bawiąc się rąbkiem swojego koca.
-         AAAAAaaa, kotki dwa, szarobure obydwa. Może być?
-         No dawaj – zaśmiał się, jego radość mnie coraz bardziej przeraża, zaraz wyciągnie misia spod łóżka i wsadzi kciuk do buzi.
-         Ale już skończyłam.
-         Tak krótko? – był wyraźnie zawiedziony.
-         Jak jesteś taki mądry to sobie poszukaj jakiejś kołysanki w tym swoim radiu które trzeszczy mi koło ucha i się nie mogę skupić – pospiesznie je wyłączył.
Nastała cisza, zamknęłam oczy. Chyba jest usatysfakcjonowany i pójdzie spać.
-         Mania... – nie! Znowu przeciąga moje imię
-         Śpij! – burknęłam niezrozumiale, a już mi było tak dobrze.
-         Ale ja nie zasnę.
-         Czemu?
-         Bo mi zimno.
-         Mam cię przykryć kołderką? – zakpiłam
-         Nie, to nic nie da. – znów cisza, chyba myśli – Potrzebuję raczej 36,6 stopni koło siebie.
-         Chyba ci nie pomogę, bo zazwyczaj mam 36,5 stopnia, zamarzniesz... Śpij!
-         Ej no... chodź tu. – rozchyliłam powieki o 0,01mm. Kurek podniósł koc i machał do mnie zachęcająco ręką.
-         Ok., ale daj mi człowieku spać. – niechętnie wyszłam spod swojego koca i położyłam się plecami do niego.
Nareszcie, cisza.
-         A myślisz, że Michał i Iza już śpią?
-         Kurek  na litość boską, na pewno! I ty też powinieneś, bo inaczej mnie Anastazi zabije.
-         Dobrze mamo. – zamruczał mi do ucha.
Znowu cisza, niech on już zaśnie.
-         Bartek! Bierz te łapy z mojego brzucha.
-         Ale jak się do ciebie przytulę to mi będzie ciepło.
-         Jasne, a to, że jak będę uduszona, czyli martwa, będę zimna, cię nie rusza?
Zwolnił uścisk, ale powoli jego ręką zjechała niżej.
-         Na udach mam łaskotki.
-         Ojć, przepraszam.
Cisza.
Niewygodnie, przekręciłam się na drugi bok. Z ręką na jego plecach wypuściłam mocniej powietrze, a ten pajac zaczął się śmiać.
-         No czego znowu?! – byłam już lekko mówiąc zirytowana, do tego stopnia, że otworzyłam oczy zobaczyłam rząd białych ząbków, zarysowanych w ciemności bardzo blisko mojej twarzy.
-         Łaskoczesz oddechem.
-         Ok., zaraz sobie idę...
-         Nie! Nie zasnę bez ciebie.
-         Ze mną też nie. – zamruczał i przyciągnął mnie mocniej za plecy.
To chyba znaczyło że damy radę. Ok.
Muskał oddechem mój polik, z czołem przyciśniętym do mojego. Teraz chyba ja nie zasnę.
Co to ja ostatnio...? A Bartek to mój przyjaciel i w ogóle mnie nie pociąga. Ani troszeczkę. No bo przecież istnieje jeszcze coś takiego jak przyjaźń damsko męska... chyba. Nie żadne chyba Mania, tylko na pewno! Bartek jest dziecinny i upośledzony, jak takie coś mogłoby mnie pociągać. Ale ma duże dłonie, a ja uwielbiam duże dłonie... Ale ma wielkie uszy a tego już nie lubie... no dobra, u niego lubię. Jest strasznie wkurzający i nie mogę go znieść. Poprawił się i wylądował z nosem w moich wilgotnych włosach.
-         To mój szampon?
-         Możliwe...
-         Zapomniałaś swojego? – śmiał się ze mnie.
-         Możliwe...
-         Serio? Wiedziałem, że o czymś musiałaś zapomnieć. Skąd wiedziałaś że to mój a nie Winiara?
-         No chyba wiem jak pachnie twój szampon, nie? – no chyba skąd? To wcale nie jest normalne. Po co mi wiedzieć jak pachnie jego szampon? Zresztą, skąd ja wiem takie rzeczy?!
-         Skąd wiesz? – czyta mi w myślach? Musi mi zadawać takie trudne pytania tak późno w nocy?
-         Śpij!
-         Zaraz, zaraz. – zniżył się ponownie, był ze mną oko w oko. – skąd wiesz jak pachnie mój szampon? – uśmiech nie schodził mu z twarzy. Więc dla niego to nie było chore? To był tylko kolejny powód, żeby się ze mnie ponabijać?
-         Zgadywałam, ok.? – zadaje mi jakieś niedorzeczne pytania i jeszcze oczekuje odpowiedzi.
-         Nie ok... Przyznaj się
-         Co? – nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
-         No przyznaj się, że ci się podobam.
-         Co?! Kpisz sobie ze mnie?
-         A jak inaczej wytłumaczysz to, że wiesz jak pachnę?
-         Bartek, jesteś dla mnie jak brat, znam cię i wiem jak pachniesz, proste. Nie stwarzaj jakichś sztucznych problemów i nie komplikuj. Pasuje nam ten układ, nie?
-         Nie. – to powiedziawszy wpił się w moje usta, zaniemówiłam, znieruchomiałam i kompletnie nie wiedziałam co się dzieje.
Koniec tego dobrego, choćby Iza miała mi tego nie wybaczyć do końca życia, nie będę spała z nim w jednym pokoju! Odepchnęłam go i biegiem ruszyłam do mojego tymczasowego lokum. Jego ręce zatrzymały mnie przy samych drzwiach kiedy to już zamachnęłam się, żeby w nie walnąć.
-         Puszczaj mnie, rozumiesz? Nie będę spała z kimś kto nie potrafi opanować swojego popędu. – tupnęłam nogą niczym mała dziewczynka
-         Mania... posłuchaj, przepraszam. To już się więcej nie powtórzy, tylko im nie przeszkadzajmy dzisiaj. – jego błagalna mina była paskudna. Do tego stopnia paskudna, ze nie mogłam się oprzeć.
Wpiłam się z powrotem w jego rozchylone wargi, a rękoma oplotłam jego szyję. Złapał mnie za pośladki i podciągnął do góry, nogami oplotłam jego plecy. W takiej pozycji wróciliśmy na bartkowe łóżko, nie rozłączając ani na moment ust.
Błądził dłońmi pod moją koszulką, pieścił brzuch, plecy, zjeżdżał na pośladki i uda. Bawił się mną, całował szyję, bawił się włosami, co rusz przystawał, zaglądał głęboko w oczy, jakby niepewnie. Rozłożyłam ramiona, żeby mógł zdjąć mi swoją koszulkę, pomogłam uwolnić mu się ze swojej. Rękoma przytrzymał moje nad głową, sam obsyłał mnie pocałunkami, pieścił językiem szyję, piersi, zagłębienie między nimi, brzuch, podbrzusze. Delikatnie całował w okolicach majtek. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa. Kiedy zbliżył się na niebezpieczną odległość spojrzał głęboko w moje oczy, ale nie zobaczył w nich nic innego niż pożądanie. Delikatnymi ruchami zsunął je na uda. Kilkakrotnie pocałował wewnętrzną stronę ud. Zsunęłam z niego bokserki. Nie pozostawałam dłużna w pieszczotach. Bawił się myszką, gładził ją z początku delikatnie, z każdą upływającą chwilą mocniej. Czułam jakbym za moment miała eksplodować. Raz był nade mną, raz pod, bawił się ze mną w kotka i myszkę. To dotykał mnie i wodził dłonią po całym ciele, to odsuwał się i tonął tylko w pocałunkach. Nagle przestał. Spojrzał kolejny raz głęboko, czułam napięcie i byłam świadoma tego co za chwilę się stanie. Rozchyliłam uda, rękoma objęłam jego twarz, tę silną, stanowczą i pewną swoich możliwości, z drugiej strony delikatną i niepewną mojej reakcji. Na powrót wpiłam się w jego usta co miało znaczyć że też tego chcę.
Wszedł we mnie, nie przerwanie mnie całując, poruszał się a ja czułam radość i rozkosz tak mocną że w innych okolicznościach nie wahałabym się wykrzyczeć to całemu światu. Tworzyliśmy symfonię. Seks jest jak taniec. Jeśli partnerzy do siebie pasują tworzy się niezwykłe widowisko, tańczący nie muszą się ze sobą komunikować, porozumiewają się bez słów i idealnie znają swoje potrzeby. Tak było i tym razem. Kochałam taniec i kochałam seks z Bartkiem.
Znowu przez głowę przeleciała mi myśl, żeby nadal być przyjaciółmi ale dodatkowo kochać się raz na jakiś czas. Zero zobowiązań, zero zazdrości...
Poruszał się we mnie coraz mocniej a ja posłusznie wykonywałam ruchy biodrami. Był niemożliwy. Poruszał się zwinnie i niemal się nie męczył. Sportowiec jednak jest genialnym partnerem... Oddałam się rozkoszy, błądziłam ustami po jego klatce piersiowej, rękoma ugniatałam jego pośladki a on swoimi moje piersi. Wszedł we mnie tak głęboko jak nigdy, jakby chciał mnie przebić na wylot. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, przyjemne ciepło rozeszło się od czubka głowy, po koniuszki palców, była mokra od potu i szczęśliwa. Radość rozeszła się po całym moim organizmie. Trwało to może kilka sekund, ale były to najlepsze sekundy mojego życia. Bartek zsunął się ze mnie i opadł tuż obok. Doszedł w tym samym momencie. Przez jakiś czas w pokoju słychać było tylko uspokajające się oddechy, od których miarowo unosiły się nasze klatki piersiowe.
Położyłam głowę na jego brzuchu, splótł nasze dłonie. Wolną ręką delikatnie łaskotałam jego klatkę piersiową.
-         Mania...? - usłyszałam jego niepewny głos.
-         Ciiii, wszystko spieprzyłeś.
Poszłam się odświeżyć do łazienk. _|

piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 8.


Ja wiem... Słabo i długo się nie pisało. :C nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. No cóż, zaniedbałam i musiałam odpocząć. Trochę potrwa zanim wrócę do normalności, ale postaram sie jak najszybciej. Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu.

Ferie!

Brazylia w Łodzi! Kocham Łódź w takich momentach :DD si ju in atlas :P
teraz wakacji chce milion razy mocniej :DD

Rozdział VIII.

  "Mecz, fałszywa dziewczyna, biedny Misiek i uśmiechnięty Pit"


Problem staruszki jakoś zszedł na drugi plan. Ważniejsze w tym momencie było ewentualne pojawienie się mnie na meczu z Brazylią. Szczerze nie uśmiechało mi się spotykać się kolejny raz z Kurkiem. Właściwie, to nie mogłam znieść tego, że mój Bartuś, mój starszy brat zachowuje się jak typowy facet! Przecież to takie niedorzeczne. Nie tak go sobie wychowywałam! Jest idiotą! Wszystko schrzanił, a ja czułam to już kiedy przylazł do mnie wtedy z jakimś durnym pomysłem udawania jego dziewczyny. To samo w sobie było dziwne a jak się zastanowić to wykonanie miało być jeszcze dziwniejsze.
A może Kuraś chce w Katowicach ten plan wprowadzić w życie? Zabiję go jeśli coś wywinie. Albo chociaż mu tego nie daruję, no bo przecież nie mogę siedzieć przez takiego debila. Wkurza mnie jeszcze fakt, że nie zadzwonił żeby powiedzieć, że chciałby żebym była na meczu. Nawet nie wiem czy te bilety na pewno były od niego.
No ale od kogo innego?!
Ostry zapach wdarł się w moje nozdrza. Brokuły!

{Kurek}

- Misiek! Ty egocentryczny nielojalny przyjacielu! – atak ze strony Bartka i Kuby na Bogu ducha winnego Winiara.
- Was? – o, i jeszcze kozaczyć próbuje. 2 na 1?
- Kiełba i kwas, ciołku! Umawialiśmy się, że będziemy sobie mówić wszystko! Nie chcesz nam czasem czegoś powiedzieć? – dwójka wielkoludów przyparła trzeciego do ściany, próbując coś z niego wyksztusić. Michał skulony, z miną myśliciela próbował wymyślić o czym to mógł zapomnieć powiedzieć chłopakom, ale nic do tej głowy mu nie przychodziło. Dziwne.
- Chopaki, ale ja serio nie mam pojęcia o co się rozchodzi… - mina zdezorientowanego kota przy dwóch rozwścieczonych psach i ich kapiącą na środek brązowej czupryny ofiary, gęstą śliną.
- Dobra, pogadamy jak zmiękniesz cieniasie! – ryknął Jarski, kto by pomyślał, że rudy jest taki waleczny.
- Może po meczu w Katowicach ci się przypomni… - rzucił na odchodnym Kurek. Winiar został sam na środku pustego korytarza z tysiącem niewyjaśnionych pytań  kłębiących się pod nieuczesaną jeszcze czupryną. Powoli odechciewa mu się tych treningów w Spale przez tych dwóch co to nie mogą powiedzieć od razu o co chodzi tylko wysyłają jakieś zaszyfrowane sygnały i obrażają się o wyimaginowane problemy. Normalnie jak baby…

{Mania}

Apropos bab… Czy ta dyrektorka nie może zrozumieć, że człowiek ma prawo spóźniać się do pół godziny? No czyż ona serca nie ma? I że też zawsze musi wędrować po salach kiedy właśnie się spóźniam… To niedorzeczne.
- Zawadzka! Mówiłam już, że jeszcze jedno ostrzeżenie… No na to pięć minut mogę jeszcze zmrużyć oko – OHO, Głodzilla ma dzisiaj dobry humor - to znak, że można ją zapytać o wolne z okazji pierwszego czerwca.
- Kategorycznie wykluczone. Ty nawet dziecka nie masz, bo rozumiem gdybyś miała i chciała z nim spędzić Dzień Dziecka, ale…
- No a chociaż wyjść chwilkę wcześniej?
- To znaczy?- już szuka przeciw
- No nie wiem, zwolniłabym się godzinkę wcześniej na przykład?
- Porozmawiamy pojutrze, dzisiaj mam za dużo pracy – ta jasne… - Wracaj na zajęcia.

{Bartek}

- Bartek bo to prześcieradło mi spada…
- Cicho bądź, nie marudź, trzeba było coś wymyślić a nie tylko krytykować. I zamknij się bo pana nielojalnego W. obudzisz. – szeptałem w ciemność, gdzie chyba stał Kuba.
- Raz, dwa, trzy… - Jarski zaczął wyć jak szalony, a ja zapaliłem latarkę i przystawiłem ją sobie do twarzy.
Winiar podskoczył na łóżku i darł się jak dziewczynka.
- Jesteśmy twoimi nocnymi marami. – chrząknięcie – znaczy się sumieniem twoim jesteśmy. To wszystko ci się tylko śni – ja nie wiem jak on to wytrzymywał, ale ja już prawie sikałem widząc przerażenie w źrenicach Miśka – kiedy znikniemy, zaśniesz i rano obudzisz się pamiętając tylko to, że masz nam… - szturchnąłem go, frajer zaraz się wygada. Z kim ja musze pracować?! – yyyy. Znaczy się Bartkowi Kurkowi i Jakubie Jaroszowi powiesz wszystko o swojej dziewczynie. Bo dobrze wiemy, znaczy się dobrze wiedząc że to ukrywasz, a przed nimi nic się nie ukryje. – zaczął znów miauczeć, wyć i zawodzić, a Winiar, jako, że była 2 w nocy nie bardzo rozumiał sens tych słów (może to i lepiej, bo w dzień od razu wyczaiłby podstęp), potakiwał tylko twierdząco głową, zaciskając w przerażeniu powieki.
- I codziennie rano będziesz robił mi, znaczy Kubie będziesz robił kanapeczki i przynosił ze stołówki do łóżka – trzepnąłem go w plecy, no bo przecież ten Ciukom na pewno zaraz się domyśli, że to nie sumienie tylko ja- Bartek i on- Kuba. A mówiłem nie przeginać… - no dobra, a teraz my znikniemy, a ty grzecznie pójdziesz spać tak? – Winiar jeszcze mocniej kiwał głową na znak, że zgadza się na wszystko.
Wyszliśmy z pokoju, po drodze potykając się o rozwalone adidasy Miśka, porozrzucane koszulki, hantle i inne pierdoły, które na ziemi stanowiły sieć pułapek, ale my jednak jesteśmy jak Ninja. Albo jakieś Spidermany czy tak Batmany, nie mylić z Bartmany.
- Te prześcieradła to jednak dobra rzecz… W ogóle nie domyślił się że my to my. Myślał przez cały czas że my to nie my. W sensie że my to sumienie, a my śpimy sobie w pokoju obok… - zadowolony z siebie Kuba był nie do ogarnięcia – Naiwniak z niego – skwitował.
Przybiliśmy piątki i zasnęliśmy w prześcieradłach.

~*~

- Misiek! – dopadłem go na stołówce – nie chcesz i czegoś powiedzieć? – zapytałem z nadzieją.
- Owszem. – Tak! – przekaż Jarskiemu, żeby przyszedł jeść, bo nie mam zamiaru zapieprzać do niego z kanapeczkami.
I zostawił mnie oniemiałego z pustą tacą przy bufecie.
Dogoniłem go.
- Gdzie popełniliśmy błąd? – spytałem zupełnie poważnie.
- Następnym razem pilnuj prześcieradła, bo moje sumienie na pewno nie ma rudej czupryny.
Wiedziałem, że spieprzy. Jemu nie można ufać, zawsze coś zchrzani. A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam…

{Mania}

Związałam luźno koczka na czubku głowy, usiadłam przed komputerem i podwinęłam kolana pod brodę. Wpisując w wyszukiwarce jego imię i nazwisko, upiłam łyk białej czekolady. Uderzyły mnie tytuły artykułów „Bartek Kurek na ten czas najlepszym przyjmującym Pucharu Świata”, „Kurek przepisem na sukces Polskiej reprezentacji”, „Polski Orzełek wspina się na szczyty” etc. Otworzyłam pierwszy z brzegu artykuł.
Zaczytana zasnęłam z głową na klawiaturze.

{Bartek}

- Bartosz! – Anastazi przywołał go do siebie – What’s wrong with you? Did something happen?
Kurek dzisiaj nie dawał z siebie wszystkiego. Szczerze to nic mu nie wychodziło. Gdyby nie tak duża pomoc kolegów z drużyny nie wypadał by tak dobrze w statystykach. A one właściwie potrafią kłamać. Jeśli ktoś oglądał każdy mecz widział, że na meczu gra zupełnie mechanicznie, nie wkłada w to serca tylko wychodzi, robi co do niego należy i wraca do szatni gdzie zdejmuje maskę. Chłopaki dobrze wiedzieli, że coś jest nie tak. Że jest baaaardzo nie tak. Wiedział to szczególnie Jarski, ale nie wiedział jak mu pomóc. Nie mógł się już doczekać Katowic i jednocześnie bał się, że Bartek zupełnie załamie się, jeśli Majka jednak nie przyjdzie.
- Oh, I’m ok. – wrócił do odbijania piłki. Siatkówka nie sprawiała mu radości, odkąd doszedł do wniosku, że Mania pewnie nie obejrzała żadnego meczu. Nie wiedział jak bardzo się myli…

{Mania}

- Iza? Ubieraj się, dalej bo się zaraz spóźnimy. – musiałam ją pogonić, bo przecież nie dojedziemy tam na czas. Udało mi się odciągnąć ją od Miśka, co było nie lada wyzwaniem. Nie mam pojęcia co ją tam trzyma.
Energia roznosiła mnie na myśl spotkania Barta. W głębi serca chyba naprawdę się za nim stęskniłam.
- No chyba jaja sobie robisz?! – miłe powitanie Izy.
- Ale, że o co chodzi? – podążyłam za jej niedowierzającym wzrokiem i spojrzałam na moje stopy.
- Idziesz w glanach?
- I…? – nadal jej nie rozumiem.
- Idziesz na najważniejszą randkę, która ma zaważyć o wszystkim w jakichś zielonych glanach?
- Właśnie tak! – wzruszyła tylko ramionami - No chodź! – pociągnęłam ją za rękaw wypłowiałej dżinsowej kurtki.

{Katowice}

Mania siedziała  już na odpowiednim krzesełku pomiędzy jedną połową a drugą boiska. Wpatrywała się w płytę parkietu z zamglonym spojrzeniem. Nie wiedziała już sama czego się spodziewać, tego wieczora wyżuła już wszystkie gumy wiśniowe, jakie Iza miała w torebce, obgryzła wszystkie paznokcie u lewej reki i przeszła przez całą gamę uczuć, od rozpaczy przez radość do obsesyjnego podekscytowania. Teraz nie czuła nic, czekała tylko aż zobaczy te krótko przycięte włosy, niebieskie oczy i zwinne ruchy w trakcie gry. Liczyła na to, że chociaż raz na nią spojrzy, że ją zauważy i po prostu uśmiechnie się na jej widok. Nie chciała miłosnych wyznań, porywania się na wielkie uczucia… Chciała, żeby wrócił jej Bartek sprzed paru miesięcy, jej starszy brat, który kocha ją miłością czystą, psychiczną, nie fizyczną. Aczkolwiek przytulasem to by nie pogardziła. Potrzebuje tego ciepła, które wydziela jego wielkie ciało. Prawie zapomniała o Izie, która trajkotała podekscytowana możliwością zobaczenia Bruno, Vissotto i Murilo na żywo. Ta mała ma świra na punkcie siatkówki prawie tak wielkiego jak Mania.
Bartek odliczał sekundy do wyjścia na rozgrzewkę. Stał przy drzwiach szatni jak mantra powtarzając jedną prośbę: „niech tam będzie…”. Do uszu dochodziły go głosy kolegów. Jedni śpiewali, inni medytowali ze słuchawkami w uszach, jeszcze inni wcinali mentosy albo kanapki z pasztetem.
- Hej, Siurak? – podszedł do niego Igła.
- Jaki Siurak?!
- Tylko spokój może nas teraz uratować, weź kilka głębszych wdechów, wydechów… Rozluźnij ciało, strzepnij sobie kilka razy jak cię to odpręży. Bez spiny. – no tak, Krzysiu zawsze zna najlepsze rozwiązanie problemu…
- Ignaczak, ty to lepiej myśl jak przyjąć Theo i Wallace a nie mi tu jakieś złote myśli wysyłasz dziadku.
- Bardzo zabawne wypominanie wieku – Igła uczulony na tym punkcie odwrócił się plecami do Kurka w tym samym momencie w którym Andrea wszedł z okrzykiem „Come on guys, we have a match to win!” na ustach.

Bartek wręcz wybiegł na boisko rozglądając się nerwowo po trybunach. Te cudowne blond loki rzuciły mu się w oczy od razu. Uśmiech pojawił się na jego obliczu, a jeszcze bardziej rozszerzył się kiedy Mania odwzajemniła gest.
Majka szalała już teraz ze szczęścia kiedy dał je dowód, że jednak tęsknił i cieszy się na jej widok. Już wiedziała czemu się tam znajduje, ba, wręcz była pewna że jest w najodpowiedniejszym miejscu na Ziemi… Wyobrażała sobie właśnie jak do końca kariery Bartka siedzi na trybunach i patrzy na niego a on na nią. A potem podszedł do niego Kuba, poklepał po plecach i kazał zejść na Ziemię królewiczowi i skupić się może na przyjęciu i zagrywce. Nie omieszkał rzucić też pełnego radości spojrzenia w kierunku dziewczyn, nie tylko ze względu na Manię, ale też kolor włosów Izy. W jego głowie momentalnie pojawił się zacny pomysł, który postanowił wprowadzić w życie zaraz po meczu. Teraz jednak on jak i zarówno lub przede wszystkim Bartek musiał skupić się na grze, bo to chyba najważniejszy jaki mieli zagrać w Spodku.
Kiedy trybuny były pełne, Mazurek acapella odśpiewany a siatkarze na swoich pozycjach, pierwsza piłka wzniosła się w przestworza, żeby po kilku sekundach być uderzoną przez zabójczo silną dłoń Możdżona i upaść po drugiej stronie boiska zahaczając o linię końcową.
Tak też zakończył się trzeci set i zarazem cały mecz. Radości nie da się opisać. Kurek przeskoczył przez banery i nie zważając na szalejące tłumy szalonych fanek, rozrywających jego koszulkę, spodenki i łapiących go za wszystko co się da (nie omieszkując również włosów) przedarł się i łapiąc Manię w ramiona, silnie ją zakleszczył i obracał się wokół własnej osi prawie spadając z nią na dół. Szepnął jej do ucha, że bardzo się cieszy że przyjechała, ona odszepnęła, co w tych warunkach równa się odkrzyknęła mu do ucha, że gratuluje wygranej i znalazła się razem z nim i Izą na dole, skacząc z radości z resztą siatkarzy. Zostały zaproszone na świętowanie, na szczęście bez procentów, bo chłopcy jutro wcześnie rano mieli trening i Andrea chyba by ich wszystkich pozabijał, poćwiartował, spalił i prochy rozsypał po całej Europie, gdyby przyszli na kacu.

~*~

- Miiiiiisiek… - zawył Kurek w kierunku Winiara – a czemu ty właściwie w ogóle nie gadasz ze swoją dziewczyną?
Misiek był nie mniej zdziwiony niż reszta reprezentacji i mnie. Jedynymi osobami które wyglądały normalnie był Rudy, właściwie nie wiem czemu i Ruda, która nie wiedziała, że Misiek chyba nie ma dziewczyny.
- Co ty bredzisz Siurak? Przecież odkąd rozstałem się z Dagą nie miałem dziewczyny… - spojrzał na Kurka niepewnie, czyżby umknął mu jakiś szczególik? Wątpliwe.
Siurak nadal pewny swoich informacji, zwrócił się do mnie, co wywołało u mnie jeszcze większą konsternacje
- Mania, przypomnij Winiarowi bo chyba zapomniał… - wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie. W oczach Jarosza i Bartka widać było pewność, w Winiara coś na kształt: „ratuj mnie”, a Iza dalej sączyła oranżadę przez różową słomkę.
- A skąd do jesnej cholery mam wiedzieć kto jest dziewczyną Michała, Bartku? – odbiłam piłeczkę.
- No dobrze, skoro udajesz że nic nie wiesz bo być może chcesz ratować przyjaciółkę i przyjaciela… Szczerze? Wolisz Winiara ode mnie?
- Dalej Bartek, nie owijaj w jelita tylko się streszczaj, albo ja dokończę twoją kwiecistą mowę… - niecierpliwił się Jarski.
- No dobra. Izaaaa? Czemu nie siedzisz koło Winiara, skoro się tak kochacie? – Iza zakrztusiła się oranżadą, Winiarowi oczy wyszły z orbit, cały stolik ryknął śmiechem i zabrzmiały gromkie brawa, ja byłam jeszcze bardziej zaskoczona niż Michał (no bo Iza i dwa fronty? To nie możliwe, powiedziała by mi coś…), a triumfu w oczach Bartka i Jarosza nie da się opisać.
- Nie, nie, nie, nie, nie, nie… Ja że niby? Co? – Iza kojarzy fakty.
- Hej! - Michał oprzytomniał – przecież ja ją pierwszy raz dzisiaj na oczy widziałem.
- Jasne, taki kit kochany to nie przyjaciołom… A z resztą kłamiesz, pokazywałem ci ją kiedyś na zdjęciu z Manią – ja która nadal nie wyszłam z szoku spojrzałam krzywo na Kurka.
- Iza?! Czemu zdradzasz Miśka z Miśkiem? – wydarłam się na nią. – to chore! Nie uważasz? Jak on się teraz będzie czuł? Poza tym ty masz jakąś słabość do Michałów? – i znowu cały stolik oniemiał. Nie wiem czy taka ilość szoków nie jest szkodliwa dla organizmu.
- Jakie zdradzam, co? O czym wy w ogóle do mnie…? Michał? Coś ty tej dwójce… – tu wskazała na Bartka i Jarskiego – …powiedział?
Winiar wstał z wrażenia
- Ale o co tutaj w ogóle chodzi? Ja nie mam żadnej dziewczyny, a Izę znam od pół godziny! To jest niedorzeczne. Wy! – wskazał palcem na Bartka i Jarskiego, a Bartek pisnął tylko moje imię.
- Ja z tym nie miałam nic wspólnego, mnie nie mieszaj, sama zastanawiam się o co chodzi. – broniłam się.
- NO jak to nie? – Bartek przybrał obronną pozę – Przecież mi mówiłaś, że Iza z Miśkiem…
Skojarzyłam.
- Ale nie z tym, bałwany! Miśkiem M. fanem samochodów, a nie siatkówki! – mina plotkarzy bezcenna. Bartek pierwszy raz w życiu zrobił się tak czerwony i powoli razem z Kubą zaczęli się wycofywać, po chwili ruszyli pędem przed siebie, a Winiar za nimi. Reszta reprezentacji chyba jarzyła woniej, a szczególnie wolno ZB9, bo dopiero po dwóch minutach zaczął się śmiać jak opętany.
Kurka, Rudego i Wściekłego nadal nie było, Iza pochłonięta była rozmową z Igłą,  po mojej drugiej stronie siedział wpatrzony w dal Pit. Smutno było mi wyrywać go z otchłani zadumy, ale jeszcze smutniej było mi tak siedzieć nie odzywając się.
- Pit, a ty co tak myślisz?
- A wiesz… O życiu. – zrobił filozoficzną minę
- Ahhhh – pokiwałam z miną znawcy. – Ale uśmiechnij się człowieku, dzisiaj pokonaliście WIELKĄ BRAZYLIĘ! Nie robi to na tobie wrażenia?
- No pewnie że robi, Mania, bo ja się cieszę tak wiesz, wewnętrznie – lekki uśmiech zagościł na jego obliczu, a ja nie mogłam go nie odwzajemnić.
- To weź się uzewnętrznij czasem, to pomaga, czasem – zaśmiał się lekko
- Lepiej?
- Od razu – z racji tego, że siedział, bez problemu zmierzwiłam mu włosy.
- Ej, ej, Mała! – oddał
- Nie jestem mała! To wy jesteście nienaturalnie ogromni, ja jestem normalna. – nie cierpię kiedy któryś z tych gigantów wypomina mi wzrost.
- Okej, bez bulwersuj – wreszcie się zaśmiał. Lubię kiedy się śmieje, lubię kiedy się ‘uzewnętrznia’.