Rozdział IV.
„Ciąg dalszy zmagań z wrednym losem"
"To nie łyżwy. Tu nie dają not na styl"
- Paweł "Guma" Zagumny
- Sorry. Najgorszy dzień mojego życia.- westchnęłam, kiedy wróciłam do przedpokoju w kompletnym ubraniu. Bartek stał z jeszcze większymi oczyma i gapiąc się na łazienkę powtórzył
- Mania?
- No?
- Co się tu się stało się?- zapytał oddzielając każde słowo.
- No bo... Ja sie kąpałam i w kuchni i ja... Sypialnia i widzisz chyba nie?- plątałam się, ale on zrozumiał wszystko. Wyjął zza pleców pizzę.
- Tak myślałem.- zaśmiał się i z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął jeszcze butelkę wina, po czym stawiając to na podłodze, po prostu mnie przytuliła, a ja jak idiotka śmiałam się z samej siebie i z tego jaki Siurak jest wspaniały. Uwielbiałam go, ale nie wytrzymałabym z nim dwa cztery przez trzysta sześćdziesiąt pięć. To by mnie wykończyło psychicznie, ale raz na jakiś czas był bardzo, bardzo znośny.
- Chyba muszę posprzątać. I się umyć. Na twarzy miałam resztki sosu.
-Daję ci pół godziny, bo inaczej później wchodzę.- zawadiacko pociągnął mnie za kucyk i puścił do mnie oko.- Tylko wiedz, że pizza na zimno jest nie dobra- krzyknął kiedy zamykałam drzwi łazienki. Bosz, jaki ze mnie pustak.
Jak milion razy powtórzę w myślach, że Kuraś to tylko mój przyjaciel, to może będzie mi lepiej.
Ale ten jego zapach i śmiech. I to, że jest taki opiekuńczy.
To tylko mój przyjaciel!
Jego dołeczki kiedy się uśmiecha, ale tylko wtedy kiedy robi to szczerze i głównie do mnie.
To tylko mój przyjaciel!
Jego uszy. Kocham jego duże uszy. Są jego wadą co , nie do końca umiem wytłumaczyć, ale jednocześnie jest zaletą.
To tylko mój przyjaciel! Zrozumiano?
- Mańka! Co ty tam do cholery tak długo siedzisz? Ila można na ciebie czekać?- ta złość w jego głosie. Wiem, jaką teraz miała minę. Kręciła mnie.
Tfu! Co ja mówię? To tylko mój przyjaciel! Łosz kurfa.
Suszyłam włosy. Wyszłam z jeszcze wilgotnymi. Jego wkurzone spojrzenie było takie pociągające.
- Wiesz co to znaczy mieć gościa? To nie znaczy siedzieć w łazience 40 minut i kazać mu na siebie czekać! Co ty tam właściwie robiłaś?
- ???
- Wiesz co? Dobra, nie mów. Pizza lodowata.- skrzywiła się.
- Trzeba było na niej siedzieć. Kury tak zapewniają jajkom odpowiednio wysoką temperaturę.
- Ciekawe skąd ty takie rzeczy wiesz, mała? A zjadłabyś ją?
- Jasne, że tak.
- Okay! Przekonamy się... - wziął kawałek pizzy i już prawie na niej usiadł, ale w porę na niego skoczyłam.
- Ubrudzisz sobie swoje nieskazitelne, drogie spodnie od jakiegoś tam Armaniego ty pacanie!
Później śmialiśmy się jak głupki. Rozmawialiśmy na poważne tematy , a z lampki na lampkę przechodziliśmy do coraz to poważniejszych problemów istnienia homo sapiens sapiens. Wiecie... Te inteligentne rozmowy na najebaniu.
Bartek właśnie tłumaczył mi dlaczego niebo jest niebieskie, a chmury białe, kiedy okazało się, że wino się skończyło. Niestety z tego poprzedniego (ode mnie z lodówki) została ładna pamiątka w postaci bordowej plamy na beżowym dywanie, "bo to przez te bomby co na nas spadały i chciały nas teleportować do tajnego centrum dowodzenia ET".
Bartek odstawił pustą butelkę na stół i zaczął zdejmować bluzkę, śmiejąc się , że zabawimy się w "Hot or Not". Ja osobiście nie oglądam tego programu, więc Bartek dość szczegółowo tłumaczył mi na czym on polega. Byłam Jacykowem i nieźle mi to wychodziło. Po prostu sikaliśmy ze śmiechu. Usiadłam na fotelu , a Bartek wszedł na stół. Potrząsnął głową i chwiejnym krokiem zszedł z powrotem. Włączył wieżę, leciało coś wolnego. Ponownie wszedł na stół. Rozebrał spodnie i stał w samych bokserkach. Szczerze, gdybym była trzeźwa, chybabym pękła z zachwytu. Zalana, tylko myślałam, że zaraz płuca pękną mi ze śmiechu. Bartek wywijał jakieś dzikie tańce i po zaśpiewaniu (wspólnie, z podziałem na kwestie) "będę brał cię..." , kopnął przez przypadek butelkę, która roztrzaskała się w drugim końcu pokoju. A jednak coś w niej jeszcze było. Teraz nie było co zbierać. Kurek stał na stole z miną niewiniątka, która zmieniła się na minę w stylu "WTF?!?!" a ja turlałam się na ziemi, płacząc ze śmiechu.
- Mańńnia, cośstaneo? Eii. ja ni chsiaem.- zszedł ostrożnie ze stołu, ale zaraz wybuchnął śmiechem.
Pamiętam jeszcze tylko jego ciepłe wargi łapczywie błądzące po moim ciele, jego sprawne ręce, które pomimo, iż był w ostrym stanie nietrzeźwości, zaniosły mnie do mojej sypialni. Jego dzikie spojrzenie. Jego oddech na mojej szyi i jego smak. Tego nie zapomnę do końca życie.
~*~
Dziękuję bardzo za uwagę! Przed państwem kolejny rozdział. Mi sie podoba, chociaż jest krótki i mogą być hejty, to się wie... Nie chce mi się nawet komentować tego co miało miejsce na IO. Albo wiecie co? O tym będzie kolejny rozdzialik. Miłego komentowania, no piszcie coś, błagam! Nie mogę dodawać, wy czytać, nie komentować! Tak się nie da. Przyjmę każdego hejta na klatę, muszę tylko wiedzieć co mam zmienić!!!
Tak... Nad aktywna twórczo Szatanu, pod wpływem nad aktywnej wyobraźni Blood zaczęła tworzyć coś nowego, a prolog znajdziesz u mnie, więc ten... trzymaj się czegośtam, bo to kolejna porcja dziwnego czegoś w moim wykonaniu o.O
OdpowiedzUsuńFaaajnee ♥ Haha . Mania jeste jakaś pokręconaa ♥ Kochaam jąą ; ]
OdpowiedzUsuńKuraś ♥ znaczy więcej, niż tysiąc słów! :D
OdpowiedzUsuńSiatkarzeeee *.* Ej, zejdźcie już z tych Igrzysk, bo zacznę gryźć myszkę, ok?! ;D A tak serio, to tego nie czytam, a rozdział czwarty przeczytałam i mi się podobało, szczególnie siadanie na pizzy ;)
OdpowiedzUsuńNo czeeeść. Bo wiesz, jest taka sprawa, że dodałam nowy rozdział laffstora, a Ty coś chyba mówiłaś, że chcesz być informowana, to wpadam, by poinformować ;)
A tu adres zostawię: http://no-more-plastic.blogspot.com/
Nowe stany Ameryki, miłość Duffa, niecny występek Izzy'ego, nowy menedżer, zero prywatności i nowa dyscyplina sportowa jaką jest "robienie się białym jak kreda" w dziewiątym (maksymalnie krótkim) rozdziale Rock N' Roll Love Story :)
OdpowiedzUsuńIzzy przejmuje panowanie nad opowiadaniem! Jak duże, mokre i słone jest morze? O czym zapomniał Slash? "Czy uważasz, że jestem głupi?" - zapytał Duff retorycznie... Czyli innymi słowy "Rock N' Roll Love Story - Rozdział 10" Zapraszam :)
OdpowiedzUsuńhttp://no-more-plastic.blogspot.com