![]() |
| A tak będzie wyglądać tatuś mojej córeczki, która stoi o tam, za nim. |
Rozdział V.
„To jednak nie sen, czar pryska i 'ostro, ale krótko' "
„Ale bardzo dobrze ten niewysoki rozgrywający
obsłużył jedna ręką środkowego.”
obsłużył jedna ręką środkowego.”
- Włodzimierz Szaranowicz (Polska-Francja)
~*~ PONIEDZIAŁEK
Obudził mnie zapach herbaty. Otworzyłam jedno oko, potem drugie. Coś trzymało kubek ze świeżo zaparzonym napojem bogów. Dla uściślenia - jestem pewna że herbata była biała, a tym czymś od kubka był Bartek Kurek. Nie jedna hotka na moim miejscu piszczałaby z zachwytu, rzuciła mu się na szyję, oblewając tym samym siebie i jego gorącą herbatą, którą później scałowywałaby z jego oblicza. Nie jestem hotką. Nakryłam się szczelnie kołdrą aż do czubeczka mojej nieskażonej mądrością głowy. Wiedziałam, że cały czas jeszcze śnię, a w śnie przecież to ja rządzę jak i co się dzieję, więc zacisnęłam mocno powieki i w momencie kiedy zaklinałam pech, życząc sobie, żeby w pokoju oprócz białej herbaty na stoliku, wszystko było tak jak poprzedniego ranka, kiedy to obudziło mnie nie jakieś wielkie monstrum z twarzą Kurka, tylko cholerne słońce walące po gałach, ktoś szarpnął za moją kołdrę, czym odkrył moje blade oblicze.
- Hej, księżniczko, obudź się,
otwórz te oczy no... - musnął mnie po poliku. - Jak się spało? - zapytał jakby
nigdy nic, jak zwykle susząc uzębienie.
Kurwa, a jednak jest ten cholerny
poniedziałek. Serio bym wolała cholerną niedzielę, kiedy to obudziło mnie
wcześnie rano cholerne słońce walące po gałach.
Skojarzyłam fakty. Bartek u mnie
rano z kubkiem BIAŁEJ HERBATY w ręku, no dajcież mi się już napić! Wyrwałam mu
boski napój z jego wielkich łap i bez słowa wypiłam do dna. W samych
bokserkach. Dyskretnie spojrzałam pod kołdrę. Miałam na sobie jego koszulkę. Co
do jasnej choinki?! Nigdy nie byłam genialna w kojarzeniu w środku
nocy...
- Co ja u ciebie robię? Wróć! To
moja syp... - wetknął mi kromkę chleba do buzi, dokończyłam, że to moja
sypialnia i co on tutaj robi, ale zignorowała mnie cham i prostak. Mógł mnie w
sumie nie zrozumieć ale i tak jest chamem i prostakiem w jednym. I w osobnym w
sumie też! Śpi u mnie, robi mi śniadanie do łóżka a potem mnie bezczelnie
ignoruje. O! Śniadanie... jajka, tosty, herbata i... Nutella? (Skąd on u mnie
wytrzasnął te rzeczy?), szklanka wody i Alka-prim. Tyle, że ja nie mam kaca...
- Ciii... Kobieto! Łeb mi
rozsadza...
- Ojoj. - uspokoiłam się i
przełknęłam kawałek który wcisnął mi do ust. - Może zrobię ci śniadanko do
łóżka?
- Ahahahahahahhha... Aśtyzabawna.
- rzeczywiście marnie wyglądał, ale to go nie usprawiedliwiało.
- Kurek, czy my wczoraj...?
- Co? - dobrze wiedział co mam na
myśli palant jeden.
- No TO...
- No nie, ty nic nie pamiętasz? -
zapytał zmartwiony.
- Co ja niby mam pamiętać? O
Boże. Nie! Nie moglibyśmy tego zrobić. Pff. To niedorzeczne. Nawet gdybym była
nie wiem jak pijana w życiu bym się na to nie zgodziła. - moje ręce przecinały
powietrze, silnie gestykuluję gdy jestem wkurzona, na chwilę zawisły w
powietrzu a jego usta przerwały moją paplaninę. I znowu to poczułam - przyjemny
dreszcz rozchodzący się po całym cielę. Muszę się opamiętać! Odepchnęłam go
rękoma tak, że prawie upadł na łóżko.
- A jednak na trzeźwo prawie się
zgodziłaś. - dostał ataku śmiechu czym zasłużył na cios poduszką.
- Idiota! - iskry wystrzelały
prosto z moich gałek ocznych, ale jak to mówią "głupi ma zawsze
szczęście" i w dziwny sposób omijały Kurka. Był może miałam po prostu
takiego zeza, że w niego nie trafiałam... Zdecydowanie wolę tę wersję z głupim
Bartkiem.
- Hej no... Żartowałem. Zanim
zdążyłem położyć cię na łóżku, ty już spałaś, myszko. - próbował mnie pogłaskać
po poliku, idiota.
Nastała krępująca cisza.
- Przyjaciele? - zapytałam po
czasie.
- Ta... - złączyliśmy małe palce.
- To co? Ja zmiatam do roboty -
westchnęłam.
- Już to załatwiłem. - wypiął
dumnie pierś.
- Jak to?
- Użyłem uroku osobistego.
- Żebyś ty go jeszcze miał. -
wszystko wracało do normy, żadnych niemądrych posunięć.
- Bardzo-kurde-zabawne
- Siuraku no, wiesz że bez niego
cię kocham.
- I dlatego właśnie nie chcesz ze
mną...
- Ej, przecież to nie chodzi o
to. Bartek, jesteś dla mnie jak brat, do jasnej cholery. Wyobrażasz sobie spać
siostrą?
- No czemu by nie, jeśli to
byłabyś ty? - pacnęłam go z otwartej w czoło.
- Serio? Chcesz wszystko
zniszczyć?
- Nie można zamiast niszczyć -
ulepszyć?
- Lepsze zawsze było dobrego
wrogiem, mój drogi- bawiłam się rogiem kołdry, nie chciałam patrzeć w jego
oczy.
- Weź się już kobieto zamknij! -
i w tym miejscu po raz drugi dzisiaj, perfidnie wpił się w moje usta.
~*~
No jak to co zrobiłam? Zarobił z
całej siły w szczękę. A tak serio, to na początku znowu oddałam pocałunek.
Kręciły mnie te jego idealne wargi. A gdybyśmy byli przyjaciółmi i po prostu od
czasu do czasu się bzykali? Kurde, jestem genialna.
Jednak po chwili zrozumiałam, że to zniszczyłoby całe moje wcześniejsze przemówienie i próbowałam się od niego uwolnić. Odwalił się dopiero gdy niechcący (naprawdę niechcący) ugryzłam go w język.
- Auu! To bolało!
- Jak się nie słucha to musi boleć - masował sobie język, co wyglądało dość komicznie. Zaczęłam się śmiać, czym zarobiłam sobie na lekkie walnięcie poduszką w ramię i ostrym spojrzeniem Bartosza. - To się robi delikatniej, a nie jakbyś się przyssał do odkurzacza... - mówiłam już, że całuje bosko? nie? to mówię, że wczoraj...
- Wczoraj ci to nie przeszkadzało - czyta w myślach?
- Bo... Bo wtedy byłeś inny, a ja nie do końca wiedziałam co robię.
- Dlatego zgodziłaś się zostać moją żoną? - gdybym teraz coś piła (ale już niestety skończyłam)oplułabym pewnie jego, siebie i pół mojej cudownej sypialni. Że co, że co, że co, że co?
- Słucham? Jakie zostać żona? - wytrzeszczyłam na niego oczy, co było powodem jego ataku śmiechu.
- No nic nie pamiętasz? Mam to nagrane nawet. - po raz setny, że co? Coś mi ucieka z pamięci.
- Jaja sobie ze mnie robisz? A poza ty, po pijaku to nie ważne.
- O tak, jasne ... Od razu nieważne. Dla mnie ważne, bo w stanie nietrzeźwości działa podświadomość, a ona wie dużo lepiej, mówisz rzeczy które myślisz, a które na trzeźwo wydają ci się dziwne, albo próbujesz to ukryć, chociaż właśnie tak czujesz... Kochasz mnie, ale teraz nie chcesz tego przyznać.
- Odbiło ci już kompletnie od nadmiaru tej sławy? Wiesz co ty wgl... Słyszysz sam siebie? Nawet gdyby tak... Nie, bo widzisz ja...
- Tylko winny się tłumaczy, pamiętaj - uśmiechnął się triumfalnie i zataczał dziwne kręgi na mojej prawej ręce.
- Nawet gdyby tak było - błysk w jego oczach - ale nie jest - dodałam pospiesznie - to ty i tak kochasz Jolkę P.
- Co??
- No sam to powiedziałeś. Jak to było? "w stanie nietrzeźwości działa podświadomość, a ona wie dużo lepiej, mówisz rzeczy które myślisz, a które na trzeźwo wydają ci się dziwne, albo próbujesz to ukryć, chociaż właśnie tak czujesz... "
- Od każdej reguły są wyjątki i to jest właśnie taki wyjątek. Wcale mi się nie podoba.
- Tak jak ty mi
- Tak jak ty mi. - przedrzeźniał mnie - bardzo inteligentne.
- Papugowanie jest jeszcze inteligentniejsze...
- Kurnia, Mania, czemu ty tak na mnie działasz?
- Ale, że niby, że jak? - minka niewiniątka.
- Tak, że cię nienawidzę i bardzo lubię jednocześnie?
- Hm... Zapytaj swojego psychiatry.
- Aśuśmiaem. Pójdziesz za nękanie niewinnych dusz do piekła.
- To gites, bo tam są ciekawsi ludzie. Ty idziesz do nieba, nieprawdaż?
- Pf... Zjesz wreszcie co? - złapał ze zniecierpliwieniem tacę z szafki nocnej i podsunął mi ją pod nos.
- Eeej, myślałam, że nie mam już jajek... - spojrzałam na niego wzrokiem Sherlocka Holmesa. - tym bardziej Nutelli, i w ogóle niczego oprócz światełka, bo za prąd jeszcze płacę, więc światło mam.
- Oj tam, oj tam. Wcinaj. - szeroko się uśmiechnął. - A może ci pomóc? Nakarmić cię? - wziął bułkę do ręki a ja posłusznie otworzyłam pyszczek.
- Tato, a czemu nie ma dżemu? –
minka zbitego, zostawionego na pastwę losu i burzę z piorunami szczeniaczka.
- No tak, ale debil, zapomniałem
o dżemie. Czekaj córciu, zaraz znowu skoczę do sklepu…
- Nie! - Objęłam go nogami i
rękami – Już się stąd nigdzie nie ruszysz!- zawyłam
- Ale tatusie chodzą do pracy, a
córeczki są grzeczne, siedzą w domku i czekają aż tatusie wrócą z pracy, żeby
ich na powitanie wyściskać i wycałować. Ja przynajmniej tak miałem.
- Sam powiedziałeś, że ja pójdę
do piekła – zamrugałam łoczyskami, zatrzepotałam rzęsami, już go miałam.
- Nie pyskuj tatusiowi – oho!
Brakuje mu argumentów. Obie się śmialiśmy.
- To co dzisiaj robimy tatusiu?
- Mania… Ja nie mogę być twoim
ojcem… - zaskomlił i pochylił się, żeby
wtulić się w mój brzuch.
- A to niby dlaczego?
- Bo wtedy nie mógłbym robić
tego… - cholera! Czy on jest ograniczony totalnie?! Kolejny całus kiedy ja się
przed nim tak bronię. Najpierw swoją siostrę, teraz córkę. To jakieś
kazirodztwo.
A może się nie bronię? Ma takie
ciepłe usta, taki smaczny oddech i tak genialnie sprawne ręce.
Może to po prostu przez to, że od
bardzo dawna nie całowałam żadnego mężczyzny, nie wliczając mojego taty w
policzek na jego urodziny. Kurde, serio jestem samotna. Żeby jedynym facetem od
dłuższego czasu z kim miałam dobre stosunki (bez skojarzeń) był mój tata. I nie
chodzi mi o tego tatę który został moim tatą przed chwilą, ale o tego
prawdziwego.
Nieważne.
I tak Kurek jest… Pociągający,
cholernie pociągający. Woń jego perfum pieściła moje nozdrza a ja zatracałam
się w nim coraz bardziej.
Wpił się w moje wargi ze zdwojoną
siłą. To tylko całus, nie znaczy od razu, że go kocham, nic nie znaczy. Matko,
jego ręce! Całował tak zachłannie jak nigdy, niemal mnie gryzł. Ręce wplótł mi
we włosy, ja swoje trzymałam skrzyżowane na piersiach. Jeszcze nigdy czegoś
takiego nie czułam. Ciepło bijące od Bartka rozchodziło się po całym moim
ciele, od czubka głowy po same koniuszki palców stóp. To nie było obojętne
uczucie, przycisnęłam go do siebie i oddawałam pocałunki z taką samą o ile nie
większą zachłannością. Położył się koło mnie, nadal mnie całując. Nie mogłam,
albo nie chciałam się teraz od niego uwolnić, zaplątał nasze nogi ze sobą,
napierał na mnie całym ciałem. Nagle gwałtownie się ode mnie oderwał, chyba
zapomnieliśmy jak się oddycha, leżeliśmy, głęboko oddychaliśmy i patrzeliśmy głęboko
w swoje tęczówki, Bartek miał w oczach dzikość połączoną z niepewnością jakby
dopiero teraz pytał mnie o pozwolenie, a ja cóż… ja chciałam, żeby powrócił już
do poprzedniej czynności, to on był teraz moim powietrzem a nie jakiś tam tlen.
Przycisnęłam go z powrotem i tym razem to ja go całowałam. Oplotłam go nogami
na wysokości bioder, a on przewrócił się tak, że teraz był nade mną. Muskał
moje usta pocałunkami jednocześnie nadal bacznie obserwując moją reakcję.
Śmiałam się tylko, sama nie wiem czemu… Po prostu śmiałam się. Rozpierała mnie
radość jakiej jeszcze chyba nigdy nie czułam. Chciałam tego co miało się za
chwilę wydarzyć. Chcę się w nim zatracić, zapomnieć na chwile o całym świecie…
Błądził ustami po mojej szyi, obojczykach, ramionach. Zwiedział całe moje
ciało, przygryzał delikatnie płatki moich uszu, a ja odchylałam głowę do tyłu i
delektowałam się dreszczami które pojawiały się w miejscach które muskał, zaraz
pojawiała się tam gęsia skórka, zaznaczała trasę jego ust. Nie pozostawałam
dłużna, chłonęłam dotykiem jego idealną fakturę, idealnie zaokrąglone bicepsy,
idealnie wyrzeźbiony brzuch i silne mięśnie. To był taniec lwa i lwicy. Nawet
nie zauważyłam kiedy zdjął sobie koszulkę, a kiedy mi. Nie! Musiałam to
przerwać. Zrobił to za mnie. Wpatrywał się we mnie a ja nie wiedziałam, czy się
chować, czy pozwolić mu patrzeć na mnie w całej okazałości, czy może dać mu w
twarz jak to miałam w zwyczaju. W zasadzie była mała, dałabym radę się tutaj
zagrzebać… Chłoną mnie wzrokiem. Jeszcze nie widziałam takiej dzikości i
takiego pożądania w jego oczach. To było cudowne.
Gdzieś dzwonił telefon, gwizdał
czajnik, ktoś walił do drzwi. Zero reakcji, świat się zatrzymał w tej jednej
chwili, a ja chciała, żeby trwała wiecznie. Opierał się łokciami przy moich
ramionach i wpatrywał się z czcią w moją twarz, odgarnął mi kosmyk za ucho i
delikatnie pocałował mnie w policzek, odwróciłam głowę i nasze usta się
złączyły, nic już nie było go w stanie zatrzymać. Rzucił się na mnie i całował,
tulił, raz ja byłam nad nim, raz ona nade mną… Był delikatny i jednocześnie
niecierpliwy, chciał zrobić kolejny krok, ale nie chciał mnie wystraszyć.
Gładził moje włosy, policzki, wędrował dłonią do talii, brzucha, z powrotem do
szyi, wpijał się w moje usta, żeby za chwilę pieścić nimi moje piersi.
Myślałam, że nigdy nie zrobi tego co powinien, więc sama zwinnym ruchem
ściągnęłam najpierw jego bokserki a potem swoje figi i… ktoś wpadł do pokoju.
- Mańka?!- histeryczny głos
przypomniał mi jak mam na imię, no dzięki ci, idealny moment…
- Izka?! Co ty tu robisz do
cholery? – pospiesznie zagrzebałam nas w pościeli, a Izka niepewna czy chce na
to patrzeć mówiła do ściany z naprzeciwka naszego łóżka
- Dałaś mi klucz do swojego
mieszkania, a skoro nie otwierałaś, pomyślałam, że coś się stało – tłumaczyła
przepraszającym tonem.
- Skoro nie otwierałam, to
znaczy, że miałam do tego powody – powiedziałam rozhisteryzowanym głosem. To
moja przyjaciółka ale czasem trochę przesadza z opiekuńczością, chociaż to ja o
nią powinnam się bardziej martwić niż ona o mnie, mniejsza z tym. Bartek w
pośpiechu zbierał swoje rzeczy. – Mogłabyś zrobić sobie herbaty? – zapytałam
chyba trochę za ostrym tonem.
- Nie bardzo mam ochotę na
herbatę – odpowiedziała zdegustowanym tonem. A mówią, że to blondynki, a nie brunetki
są mało pojęte…
- No to nie wiem… Kawy, wody,
soku, lemoniady, mleka, miodu…? Obojętnie. – powiedziałam zniecierpliwiona
- Aaaaa. Jasne! – olśniło ją i
poszła do kuchni, a ja zapukałam do drzwi łazienki, Bartek wpuścił mnie do
środka.
Łazienki w blokach nie są duże.
Moja była jeszcze mniejsza niż przeciętna. Niemal przylgnęliśmy do siebie,
chociaż w sumie teraz mi to nawet nie przeszkadzało. Gdybyśmy chcieli się
oddalić Kurek na pewno usiadłby w wannie. Odgarnął mi włosy za ucho i cmoknął
mnie w czubek głowy, bo niżej nie mógł się schylić.
- Przepraszam – czułam się winna
za Izkę, w końcu nie musiałam jej dawać kluczy…
- Nie powinienem – zataczał kółka
kciukiem na moim policzku. Był kompletnie ubrany, czego nie można było
powiedzieć o mnie - sam stanik (nie nowość) i majtki.
- Pójdę już, trzymaj się,
zadzwonię. – stanęłam na palcach dzięki czemu mógł musnąć moje wargi. Wyszedł,
a ja potrzebowałam się odświeżyć…
~*~
Po kilkudziesięciu minutach
stałam przed Izką kompletnie ubrana z kubkiem zielonej herbaty pod nosem.
- No więc?
- Co? – udawałam, że nie wiem o
co chodzi.
- Bartek? Całowanie? Przyjaźń?
Wczorajszy wieczór? – i w tym momencie coś mi się przypomniało.
Pobiegłam do salonu- tylko plama
po winie została, wszystko inne zniknęło - potłuczona butelka, obrus, wszystko
na swoim stałym miejscu, nawet żaluzje odsłonił. Co ja bym bez niego zrobiła…
- Mania no? Co się z tobą dzieje?
– krzyczała z kuchni zniecierpliwiona przyjaciółka. Z grubsza opowiedziałam jej
o wczorajszym wieczorze i o tym, że zupełnie wyleciało mi z głowy że byłyśmy
dzisiaj umówione, żeby wybrać jej kieckę na ślub. Nie jej oczywiście. Misiek
jeszcze nie jest gotowy. Dla niego liczą się jak na razie głównie samochody. A
najlepiej jak mają milion lat i kosztują jeszcze więcej, mimo, że już prawie
nie jeżdżą.
Mam wrażenie, że Misiek bardziej
kocha te samochody niż Izkę. A przecież ona jest śliczną brunetką, ma
czekoladowe oczy, idealną figurę, którą widać nawet jeśli założy te swoje stare
poplamione farbą ogrodniczki. Ma też świra. Tak, nie bójmy się tego stwierdzić
jasno i otwarcie… Ona nie jest normalna. Ma dziwne pomysły, ćwiczy jogę, wierzy
w to swoje feng-shui , medytuje, a cały dom wystraja w dziwne talizmany,
baldachimy i figurki Buddy i inne uduchowione przedmioty. Na ścianach pełno
jest jej „dzieł sztuki”. Bo Izka jest artystką… W sumie jak maluje to od
momentu kiedy pierwszy raz przyłoży do płótna pędzel, aż do ostatniego
maźnięcia jest tylko jedna osoba (nie zawsze, czasami nawet ani jedna), która
wie co to owo „coś” przedstawia – Iza. Za to ją kochamy. Bo ona kocha
wszystkich, a wszyscy kochają ją, taki nie pisany układ. Najbardziej kocha
mnie… No dobra, tak serio to Miśka i to chyba jej jedyna słabość. Cholerny
Misiek.
Izka okazała zrozumienie co do
zmiany stosunku do Bartka. Zaakceptowała to zdecydowanie pozytywnie, a ja im
więcej z nią na ten temat rozmawiałam nabierałam coraz większych wątpliwości co
do słuszności traktowania Kurasia w jakiś szczególny sposób. Jak tak dalej
pójdzie to ja się zakocham, a on sobie wyjedzie grać w siatkę do swojego
Bełchatowa, albo co grosze gdzieś za granicę, a ja przecież mam tutaj życie,
pracę, przyjaciół, więc zostanę bez niego, ze złamanym sercem, oglądając
ukochanego wyłącznie przed ekranem telewizora. Na pewno tego nie przeżyję…
Wysłuchałam Izki radośnie
opowiadającej o swoim najnowszym dziele. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi,
ale chyba właśnie skończyła malować ostatni, bo miała na sobie te poplamione
ogrodniczki a włosy (zawsze ciekawiło mnie jak ona to robi) ułożone miała w
koka którego przytrzymywały tylko dwa skrzyżowane pędzle. Na twarzy widać było
wyraźnie, że używała głównie pomarańczowej i żółtej farby. Zdążyła umyć chyba
tylko ręce. Na szczęście mieszka nade mną, a nasi sąsiedzi przywykli już, że tak
biega po klatce, bo znając życie gdybyśmy mieszkały dalej, biegałaby tak nawet
przez całe miasto.
No a tak właściwie to przyszła,
żeby mi powiedzieć, że:
- Kochanie, ja wiem, że my
byłyśmy umówione za godzine do tej kawiarni, ale dzisiaj nie mogę, bo mój
mysio-pysio – mogę już rzygać? –zaprosił mnie do swoich rodziców na obiad. To
co? Masz jutro czas?
- Tylko po 15, bo wcześniej mam
zajęcia z tą nową grupą. Dziewczyny przed wakacjami chcą schudnąć to zaciągają
chłopaków na kursy tańca latynoskiego.
- Jasne, jasne. Rozejrzę się wcześniej
w razie jakby coś ciekawego wpadło mi w oko.
Oho! Już się boję. Iza ma dziwne
poczucie stylu. Np. chciała założyć krótką kwiecistą sukienkę i do tego żółte
albo zielone trampki przed kostkę.
Później postanowiła, że założy
długą do ziemi suknię i glany. Ten pomysł też wybiłam jej z głowy, bo wydawał
mi się bardzo niebardzo… Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, ale nie
miejsce i czas… w skrócie to trzeba pomóc jej się ubrać seksownie, tak żeby
Misiek chociaż na chwilę oderwał wzrok od tych swoich bryk, którymi i tak nie
pojadą na ślub, bo rozleci się po drodze i zagwizdał z wrażenia.
Iza pobiegła szykować się na
spotkanie ze swoimi „przyszłymi-może-teściami”, a ja zadzwoniłam do Bartka.
Przywitał mnie rozmarzonym głosem
- Hej Żaba, już tęsknisz? – ta
jego pewność siebie mnie dobija.
- Właśnie w tej sprawie dzwonię.
- Okej, to wpadaj do mnie jak
chcesz. – zabiję go za ten radosny ton. Ja tu się katuje i morduje, bo chce z
nim skończyć zanim zacznę, a on mi się tu cieszy jak głupi. Jak ja mam my teraz
nagadać?
- Jasne, będę za 10 minutek.
~*~ PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ. Z punktu
widzenia Bartka.
Dzwonek do drzwi. No nareszcie.
Tylko 20 minut spóźnienia?
- Hej! – do mojego domu wpadło
tornado, nie zdążyłem się odwrócić, ani nawet odpowiedzieć a już słyszę z salonu
– Załatwimy to jak przy odrywaniu plastra, ostro ale krótko. – patrzyła na
mnie, zastygniętego przy drzwiach, czekającego na całusa na powitanie.
- Ostro i krótko? – czerwona
lampeczka nad moją głową zamigotała radośnie – Jak sobie chcesz.
Trzasnąłem drzwiami i momentalnie
doskoczyłem do niej, miałem już składać soczystego buziaka na jej licu kiedy
gwałtownie mnie odepchnęła.
- Ty pacanie no! Ogarnij się! Nie
o to mi chodziło przecież. Czy to co ci wczoraj mówiłam nie miało sensu?
- Że chcesz być moją żoną? –
spytałem z lekkim uśmieszkiem na twarzy, czy zasłużyłem na cios z otwartej?
- Nie! Że jesteśmy PRZYJACIÓŁMI.
Między innymi dlatego właśnie, że mnie nie słuchasz.
- A nie możemy robić tego
wszystkiego czego chcę jako przyjaciele? - masowałem sobie twarz i byłem
wściekły, że porusza ten temat po raz n-ty.
- A z każdą przyjaciółką robisz
te rzeczy? – jej oczy były przepełnione… żalem?
- Oczywiście, że nie! A wiesz
czemu? Bo moją jedyną przyjaciółką jesteś ty!
- No właśnie! I chcesz w razie
czego stracić jedyną przyjaciółkę i dziewczynę w jednym?
- Czemu ty od razu zakładasz, że
nam nie wyjdzie? – serio byłem wkurzony. A jak założylibyśmy szczęśliwą
rodzinę, mieli ślicznego synka, wielki dom, psa, ogród z basenem…
siedzielibyśmy w ogrodzie, patrzyli na rosnącą pociechę, pod ręce właziłby nam
pies, żebyśmy go głaskali i z nim się bawili, a my mielibyśmy go gdzieś
wtulając się w siebie cholernie szczęśliwi… - To po co w ogóle zaczynać
- No właśnie! Tak myślałam.-
wybiegła a ja nawet nie zdążyłem powiedzieć, że w sumie zaczęło się już dużo
wcześniej i nie da się tego odwrócić… Trząsłem się z gniewu. Byłem zły na
siebie, na nią, na ten nasz cholerny dom z ogrodem, psem i synkiem, na to, że w
ogóle przyszła, na to, że chyba ją kocham.
~*~
no dobra no, poniosło mnie. wny dostałam i dodaję w wtym momencie bo nie wiem, czy mi ynternetu nie odłączą ;// kurnia mać, w pomarańczowym mi do twarzy, ja nie chcę pracować na drodze, obojętnie jako kto, droga nie i tyle, o! miłego czytania i KOMENTOWANIA mendy jedne! komentować mi to bo ja nie wiem co się podoba a co nie...
a i zapraszam na twarzksiążkę : http://www.facebook.com/profile.php?id=100004106745050 :D:D:D

"A gdybyśmy byli przyjaciółmi i po prostu od czasu do czasu się bzykali?" rozwaliłaś system tym zdaniem, hahaha! :D a poza tym to coraz bardziej podoba mi się ta historia! :)
OdpowiedzUsuńWszystko się podoba <3 Blog genialny ;*
OdpowiedzUsuńU mnie nowe rozdziały na obu blogach ;) Zapraszam xD
OdpowiedzUsuńU mnie nowy na xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com serdecznie zapraszam ♥!
UsuńZapraszam na kolejny rozdział na http://xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com/ xD
UsuńZapraszam do mnie na 68. rozdział xD http://xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com/2012/08/rozdzia-68.html
Usuńbo w życiu tak bywa, raz pęka serce, raz prezerwatywa.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam Piotrek :D
Piotruś dał głos :D i.don't.belive.it :OOOOOOO
Usuńno a so! :D wiernie kibicujem, rozwijasz się młoda.
UsuńPodoba mi się;) Dzięki za odwiedziny u mnie, proszę o informowanie www.nie-odchodz.blogspot.com;)
OdpowiedzUsuń