piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 8.


Ja wiem... Słabo i długo się nie pisało. :C nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. No cóż, zaniedbałam i musiałam odpocząć. Trochę potrwa zanim wrócę do normalności, ale postaram sie jak najszybciej. Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu.

Ferie!

Brazylia w Łodzi! Kocham Łódź w takich momentach :DD si ju in atlas :P
teraz wakacji chce milion razy mocniej :DD

Rozdział VIII.

  "Mecz, fałszywa dziewczyna, biedny Misiek i uśmiechnięty Pit"


Problem staruszki jakoś zszedł na drugi plan. Ważniejsze w tym momencie było ewentualne pojawienie się mnie na meczu z Brazylią. Szczerze nie uśmiechało mi się spotykać się kolejny raz z Kurkiem. Właściwie, to nie mogłam znieść tego, że mój Bartuś, mój starszy brat zachowuje się jak typowy facet! Przecież to takie niedorzeczne. Nie tak go sobie wychowywałam! Jest idiotą! Wszystko schrzanił, a ja czułam to już kiedy przylazł do mnie wtedy z jakimś durnym pomysłem udawania jego dziewczyny. To samo w sobie było dziwne a jak się zastanowić to wykonanie miało być jeszcze dziwniejsze.
A może Kuraś chce w Katowicach ten plan wprowadzić w życie? Zabiję go jeśli coś wywinie. Albo chociaż mu tego nie daruję, no bo przecież nie mogę siedzieć przez takiego debila. Wkurza mnie jeszcze fakt, że nie zadzwonił żeby powiedzieć, że chciałby żebym była na meczu. Nawet nie wiem czy te bilety na pewno były od niego.
No ale od kogo innego?!
Ostry zapach wdarł się w moje nozdrza. Brokuły!

{Kurek}

- Misiek! Ty egocentryczny nielojalny przyjacielu! – atak ze strony Bartka i Kuby na Bogu ducha winnego Winiara.
- Was? – o, i jeszcze kozaczyć próbuje. 2 na 1?
- Kiełba i kwas, ciołku! Umawialiśmy się, że będziemy sobie mówić wszystko! Nie chcesz nam czasem czegoś powiedzieć? – dwójka wielkoludów przyparła trzeciego do ściany, próbując coś z niego wyksztusić. Michał skulony, z miną myśliciela próbował wymyślić o czym to mógł zapomnieć powiedzieć chłopakom, ale nic do tej głowy mu nie przychodziło. Dziwne.
- Chopaki, ale ja serio nie mam pojęcia o co się rozchodzi… - mina zdezorientowanego kota przy dwóch rozwścieczonych psach i ich kapiącą na środek brązowej czupryny ofiary, gęstą śliną.
- Dobra, pogadamy jak zmiękniesz cieniasie! – ryknął Jarski, kto by pomyślał, że rudy jest taki waleczny.
- Może po meczu w Katowicach ci się przypomni… - rzucił na odchodnym Kurek. Winiar został sam na środku pustego korytarza z tysiącem niewyjaśnionych pytań  kłębiących się pod nieuczesaną jeszcze czupryną. Powoli odechciewa mu się tych treningów w Spale przez tych dwóch co to nie mogą powiedzieć od razu o co chodzi tylko wysyłają jakieś zaszyfrowane sygnały i obrażają się o wyimaginowane problemy. Normalnie jak baby…

{Mania}

Apropos bab… Czy ta dyrektorka nie może zrozumieć, że człowiek ma prawo spóźniać się do pół godziny? No czyż ona serca nie ma? I że też zawsze musi wędrować po salach kiedy właśnie się spóźniam… To niedorzeczne.
- Zawadzka! Mówiłam już, że jeszcze jedno ostrzeżenie… No na to pięć minut mogę jeszcze zmrużyć oko – OHO, Głodzilla ma dzisiaj dobry humor - to znak, że można ją zapytać o wolne z okazji pierwszego czerwca.
- Kategorycznie wykluczone. Ty nawet dziecka nie masz, bo rozumiem gdybyś miała i chciała z nim spędzić Dzień Dziecka, ale…
- No a chociaż wyjść chwilkę wcześniej?
- To znaczy?- już szuka przeciw
- No nie wiem, zwolniłabym się godzinkę wcześniej na przykład?
- Porozmawiamy pojutrze, dzisiaj mam za dużo pracy – ta jasne… - Wracaj na zajęcia.

{Bartek}

- Bartek bo to prześcieradło mi spada…
- Cicho bądź, nie marudź, trzeba było coś wymyślić a nie tylko krytykować. I zamknij się bo pana nielojalnego W. obudzisz. – szeptałem w ciemność, gdzie chyba stał Kuba.
- Raz, dwa, trzy… - Jarski zaczął wyć jak szalony, a ja zapaliłem latarkę i przystawiłem ją sobie do twarzy.
Winiar podskoczył na łóżku i darł się jak dziewczynka.
- Jesteśmy twoimi nocnymi marami. – chrząknięcie – znaczy się sumieniem twoim jesteśmy. To wszystko ci się tylko śni – ja nie wiem jak on to wytrzymywał, ale ja już prawie sikałem widząc przerażenie w źrenicach Miśka – kiedy znikniemy, zaśniesz i rano obudzisz się pamiętając tylko to, że masz nam… - szturchnąłem go, frajer zaraz się wygada. Z kim ja musze pracować?! – yyyy. Znaczy się Bartkowi Kurkowi i Jakubie Jaroszowi powiesz wszystko o swojej dziewczynie. Bo dobrze wiemy, znaczy się dobrze wiedząc że to ukrywasz, a przed nimi nic się nie ukryje. – zaczął znów miauczeć, wyć i zawodzić, a Winiar, jako, że była 2 w nocy nie bardzo rozumiał sens tych słów (może to i lepiej, bo w dzień od razu wyczaiłby podstęp), potakiwał tylko twierdząco głową, zaciskając w przerażeniu powieki.
- I codziennie rano będziesz robił mi, znaczy Kubie będziesz robił kanapeczki i przynosił ze stołówki do łóżka – trzepnąłem go w plecy, no bo przecież ten Ciukom na pewno zaraz się domyśli, że to nie sumienie tylko ja- Bartek i on- Kuba. A mówiłem nie przeginać… - no dobra, a teraz my znikniemy, a ty grzecznie pójdziesz spać tak? – Winiar jeszcze mocniej kiwał głową na znak, że zgadza się na wszystko.
Wyszliśmy z pokoju, po drodze potykając się o rozwalone adidasy Miśka, porozrzucane koszulki, hantle i inne pierdoły, które na ziemi stanowiły sieć pułapek, ale my jednak jesteśmy jak Ninja. Albo jakieś Spidermany czy tak Batmany, nie mylić z Bartmany.
- Te prześcieradła to jednak dobra rzecz… W ogóle nie domyślił się że my to my. Myślał przez cały czas że my to nie my. W sensie że my to sumienie, a my śpimy sobie w pokoju obok… - zadowolony z siebie Kuba był nie do ogarnięcia – Naiwniak z niego – skwitował.
Przybiliśmy piątki i zasnęliśmy w prześcieradłach.

~*~

- Misiek! – dopadłem go na stołówce – nie chcesz i czegoś powiedzieć? – zapytałem z nadzieją.
- Owszem. – Tak! – przekaż Jarskiemu, żeby przyszedł jeść, bo nie mam zamiaru zapieprzać do niego z kanapeczkami.
I zostawił mnie oniemiałego z pustą tacą przy bufecie.
Dogoniłem go.
- Gdzie popełniliśmy błąd? – spytałem zupełnie poważnie.
- Następnym razem pilnuj prześcieradła, bo moje sumienie na pewno nie ma rudej czupryny.
Wiedziałem, że spieprzy. Jemu nie można ufać, zawsze coś zchrzani. A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam…

{Mania}

Związałam luźno koczka na czubku głowy, usiadłam przed komputerem i podwinęłam kolana pod brodę. Wpisując w wyszukiwarce jego imię i nazwisko, upiłam łyk białej czekolady. Uderzyły mnie tytuły artykułów „Bartek Kurek na ten czas najlepszym przyjmującym Pucharu Świata”, „Kurek przepisem na sukces Polskiej reprezentacji”, „Polski Orzełek wspina się na szczyty” etc. Otworzyłam pierwszy z brzegu artykuł.
Zaczytana zasnęłam z głową na klawiaturze.

{Bartek}

- Bartosz! – Anastazi przywołał go do siebie – What’s wrong with you? Did something happen?
Kurek dzisiaj nie dawał z siebie wszystkiego. Szczerze to nic mu nie wychodziło. Gdyby nie tak duża pomoc kolegów z drużyny nie wypadał by tak dobrze w statystykach. A one właściwie potrafią kłamać. Jeśli ktoś oglądał każdy mecz widział, że na meczu gra zupełnie mechanicznie, nie wkłada w to serca tylko wychodzi, robi co do niego należy i wraca do szatni gdzie zdejmuje maskę. Chłopaki dobrze wiedzieli, że coś jest nie tak. Że jest baaaardzo nie tak. Wiedział to szczególnie Jarski, ale nie wiedział jak mu pomóc. Nie mógł się już doczekać Katowic i jednocześnie bał się, że Bartek zupełnie załamie się, jeśli Majka jednak nie przyjdzie.
- Oh, I’m ok. – wrócił do odbijania piłki. Siatkówka nie sprawiała mu radości, odkąd doszedł do wniosku, że Mania pewnie nie obejrzała żadnego meczu. Nie wiedział jak bardzo się myli…

{Mania}

- Iza? Ubieraj się, dalej bo się zaraz spóźnimy. – musiałam ją pogonić, bo przecież nie dojedziemy tam na czas. Udało mi się odciągnąć ją od Miśka, co było nie lada wyzwaniem. Nie mam pojęcia co ją tam trzyma.
Energia roznosiła mnie na myśl spotkania Barta. W głębi serca chyba naprawdę się za nim stęskniłam.
- No chyba jaja sobie robisz?! – miłe powitanie Izy.
- Ale, że o co chodzi? – podążyłam za jej niedowierzającym wzrokiem i spojrzałam na moje stopy.
- Idziesz w glanach?
- I…? – nadal jej nie rozumiem.
- Idziesz na najważniejszą randkę, która ma zaważyć o wszystkim w jakichś zielonych glanach?
- Właśnie tak! – wzruszyła tylko ramionami - No chodź! – pociągnęłam ją za rękaw wypłowiałej dżinsowej kurtki.

{Katowice}

Mania siedziała  już na odpowiednim krzesełku pomiędzy jedną połową a drugą boiska. Wpatrywała się w płytę parkietu z zamglonym spojrzeniem. Nie wiedziała już sama czego się spodziewać, tego wieczora wyżuła już wszystkie gumy wiśniowe, jakie Iza miała w torebce, obgryzła wszystkie paznokcie u lewej reki i przeszła przez całą gamę uczuć, od rozpaczy przez radość do obsesyjnego podekscytowania. Teraz nie czuła nic, czekała tylko aż zobaczy te krótko przycięte włosy, niebieskie oczy i zwinne ruchy w trakcie gry. Liczyła na to, że chociaż raz na nią spojrzy, że ją zauważy i po prostu uśmiechnie się na jej widok. Nie chciała miłosnych wyznań, porywania się na wielkie uczucia… Chciała, żeby wrócił jej Bartek sprzed paru miesięcy, jej starszy brat, który kocha ją miłością czystą, psychiczną, nie fizyczną. Aczkolwiek przytulasem to by nie pogardziła. Potrzebuje tego ciepła, które wydziela jego wielkie ciało. Prawie zapomniała o Izie, która trajkotała podekscytowana możliwością zobaczenia Bruno, Vissotto i Murilo na żywo. Ta mała ma świra na punkcie siatkówki prawie tak wielkiego jak Mania.
Bartek odliczał sekundy do wyjścia na rozgrzewkę. Stał przy drzwiach szatni jak mantra powtarzając jedną prośbę: „niech tam będzie…”. Do uszu dochodziły go głosy kolegów. Jedni śpiewali, inni medytowali ze słuchawkami w uszach, jeszcze inni wcinali mentosy albo kanapki z pasztetem.
- Hej, Siurak? – podszedł do niego Igła.
- Jaki Siurak?!
- Tylko spokój może nas teraz uratować, weź kilka głębszych wdechów, wydechów… Rozluźnij ciało, strzepnij sobie kilka razy jak cię to odpręży. Bez spiny. – no tak, Krzysiu zawsze zna najlepsze rozwiązanie problemu…
- Ignaczak, ty to lepiej myśl jak przyjąć Theo i Wallace a nie mi tu jakieś złote myśli wysyłasz dziadku.
- Bardzo zabawne wypominanie wieku – Igła uczulony na tym punkcie odwrócił się plecami do Kurka w tym samym momencie w którym Andrea wszedł z okrzykiem „Come on guys, we have a match to win!” na ustach.

Bartek wręcz wybiegł na boisko rozglądając się nerwowo po trybunach. Te cudowne blond loki rzuciły mu się w oczy od razu. Uśmiech pojawił się na jego obliczu, a jeszcze bardziej rozszerzył się kiedy Mania odwzajemniła gest.
Majka szalała już teraz ze szczęścia kiedy dał je dowód, że jednak tęsknił i cieszy się na jej widok. Już wiedziała czemu się tam znajduje, ba, wręcz była pewna że jest w najodpowiedniejszym miejscu na Ziemi… Wyobrażała sobie właśnie jak do końca kariery Bartka siedzi na trybunach i patrzy na niego a on na nią. A potem podszedł do niego Kuba, poklepał po plecach i kazał zejść na Ziemię królewiczowi i skupić się może na przyjęciu i zagrywce. Nie omieszkał rzucić też pełnego radości spojrzenia w kierunku dziewczyn, nie tylko ze względu na Manię, ale też kolor włosów Izy. W jego głowie momentalnie pojawił się zacny pomysł, który postanowił wprowadzić w życie zaraz po meczu. Teraz jednak on jak i zarówno lub przede wszystkim Bartek musiał skupić się na grze, bo to chyba najważniejszy jaki mieli zagrać w Spodku.
Kiedy trybuny były pełne, Mazurek acapella odśpiewany a siatkarze na swoich pozycjach, pierwsza piłka wzniosła się w przestworza, żeby po kilku sekundach być uderzoną przez zabójczo silną dłoń Możdżona i upaść po drugiej stronie boiska zahaczając o linię końcową.
Tak też zakończył się trzeci set i zarazem cały mecz. Radości nie da się opisać. Kurek przeskoczył przez banery i nie zważając na szalejące tłumy szalonych fanek, rozrywających jego koszulkę, spodenki i łapiących go za wszystko co się da (nie omieszkując również włosów) przedarł się i łapiąc Manię w ramiona, silnie ją zakleszczył i obracał się wokół własnej osi prawie spadając z nią na dół. Szepnął jej do ucha, że bardzo się cieszy że przyjechała, ona odszepnęła, co w tych warunkach równa się odkrzyknęła mu do ucha, że gratuluje wygranej i znalazła się razem z nim i Izą na dole, skacząc z radości z resztą siatkarzy. Zostały zaproszone na świętowanie, na szczęście bez procentów, bo chłopcy jutro wcześnie rano mieli trening i Andrea chyba by ich wszystkich pozabijał, poćwiartował, spalił i prochy rozsypał po całej Europie, gdyby przyszli na kacu.

~*~

- Miiiiiisiek… - zawył Kurek w kierunku Winiara – a czemu ty właściwie w ogóle nie gadasz ze swoją dziewczyną?
Misiek był nie mniej zdziwiony niż reszta reprezentacji i mnie. Jedynymi osobami które wyglądały normalnie był Rudy, właściwie nie wiem czemu i Ruda, która nie wiedziała, że Misiek chyba nie ma dziewczyny.
- Co ty bredzisz Siurak? Przecież odkąd rozstałem się z Dagą nie miałem dziewczyny… - spojrzał na Kurka niepewnie, czyżby umknął mu jakiś szczególik? Wątpliwe.
Siurak nadal pewny swoich informacji, zwrócił się do mnie, co wywołało u mnie jeszcze większą konsternacje
- Mania, przypomnij Winiarowi bo chyba zapomniał… - wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie. W oczach Jarosza i Bartka widać było pewność, w Winiara coś na kształt: „ratuj mnie”, a Iza dalej sączyła oranżadę przez różową słomkę.
- A skąd do jesnej cholery mam wiedzieć kto jest dziewczyną Michała, Bartku? – odbiłam piłeczkę.
- No dobrze, skoro udajesz że nic nie wiesz bo być może chcesz ratować przyjaciółkę i przyjaciela… Szczerze? Wolisz Winiara ode mnie?
- Dalej Bartek, nie owijaj w jelita tylko się streszczaj, albo ja dokończę twoją kwiecistą mowę… - niecierpliwił się Jarski.
- No dobra. Izaaaa? Czemu nie siedzisz koło Winiara, skoro się tak kochacie? – Iza zakrztusiła się oranżadą, Winiarowi oczy wyszły z orbit, cały stolik ryknął śmiechem i zabrzmiały gromkie brawa, ja byłam jeszcze bardziej zaskoczona niż Michał (no bo Iza i dwa fronty? To nie możliwe, powiedziała by mi coś…), a triumfu w oczach Bartka i Jarosza nie da się opisać.
- Nie, nie, nie, nie, nie, nie… Ja że niby? Co? – Iza kojarzy fakty.
- Hej! - Michał oprzytomniał – przecież ja ją pierwszy raz dzisiaj na oczy widziałem.
- Jasne, taki kit kochany to nie przyjaciołom… A z resztą kłamiesz, pokazywałem ci ją kiedyś na zdjęciu z Manią – ja która nadal nie wyszłam z szoku spojrzałam krzywo na Kurka.
- Iza?! Czemu zdradzasz Miśka z Miśkiem? – wydarłam się na nią. – to chore! Nie uważasz? Jak on się teraz będzie czuł? Poza tym ty masz jakąś słabość do Michałów? – i znowu cały stolik oniemiał. Nie wiem czy taka ilość szoków nie jest szkodliwa dla organizmu.
- Jakie zdradzam, co? O czym wy w ogóle do mnie…? Michał? Coś ty tej dwójce… – tu wskazała na Bartka i Jarskiego – …powiedział?
Winiar wstał z wrażenia
- Ale o co tutaj w ogóle chodzi? Ja nie mam żadnej dziewczyny, a Izę znam od pół godziny! To jest niedorzeczne. Wy! – wskazał palcem na Bartka i Jarskiego, a Bartek pisnął tylko moje imię.
- Ja z tym nie miałam nic wspólnego, mnie nie mieszaj, sama zastanawiam się o co chodzi. – broniłam się.
- NO jak to nie? – Bartek przybrał obronną pozę – Przecież mi mówiłaś, że Iza z Miśkiem…
Skojarzyłam.
- Ale nie z tym, bałwany! Miśkiem M. fanem samochodów, a nie siatkówki! – mina plotkarzy bezcenna. Bartek pierwszy raz w życiu zrobił się tak czerwony i powoli razem z Kubą zaczęli się wycofywać, po chwili ruszyli pędem przed siebie, a Winiar za nimi. Reszta reprezentacji chyba jarzyła woniej, a szczególnie wolno ZB9, bo dopiero po dwóch minutach zaczął się śmiać jak opętany.
Kurka, Rudego i Wściekłego nadal nie było, Iza pochłonięta była rozmową z Igłą,  po mojej drugiej stronie siedział wpatrzony w dal Pit. Smutno było mi wyrywać go z otchłani zadumy, ale jeszcze smutniej było mi tak siedzieć nie odzywając się.
- Pit, a ty co tak myślisz?
- A wiesz… O życiu. – zrobił filozoficzną minę
- Ahhhh – pokiwałam z miną znawcy. – Ale uśmiechnij się człowieku, dzisiaj pokonaliście WIELKĄ BRAZYLIĘ! Nie robi to na tobie wrażenia?
- No pewnie że robi, Mania, bo ja się cieszę tak wiesz, wewnętrznie – lekki uśmiech zagościł na jego obliczu, a ja nie mogłam go nie odwzajemnić.
- To weź się uzewnętrznij czasem, to pomaga, czasem – zaśmiał się lekko
- Lepiej?
- Od razu – z racji tego, że siedział, bez problemu zmierzwiłam mu włosy.
- Ej, ej, Mała! – oddał
- Nie jestem mała! To wy jesteście nienaturalnie ogromni, ja jestem normalna. – nie cierpię kiedy któryś z tych gigantów wypomina mi wzrost.
- Okej, bez bulwersuj – wreszcie się zaśmiał. Lubię kiedy się śmieje, lubię kiedy się ‘uzewnętrznia’.

1 komentarz:

  1. Myślałam, że się nie doczekam nowego rozdziału! Czekam na kolejny, z niecierpliwością i nadzieją, że długo nie będziesz mi kazała czekać:D

    OdpowiedzUsuń