Rozdział I.
"Głupia obietnica."
"Na MŚ nasza drużyna zaczęła tworzyć wielką rodzinę, prawdziwy team, teraz każdy za każdym poszedłby w ciemno."
- Łukasz Kadziewicz
{z punktu widzenia Mańki}
- Chyba sobie ze mnie jaja robisz. – zaśmiałam się do goryla i spojrzałam w niebieskie tęczówki znajdujące się wysoko nad moją głową. Jego wzrok był błagalny… Jemu naprawdę na tym zależało i wierzył w powodzenie tej akcji. Ale jak? Ja?
- Ja nie mogę. – odpowiedziałam mu przepraszającym tonem. – Sorry, ale jak ty to sobie wyobrażasz? Że co? Bartek. Pomyśl logicznie. Mam być z tobą na wszystkich meczach, ściskać cię i pstrykać sobie z tobą fotki. I… I nie wiadomo co jeszcze…- jąkałam się.
- No… No właśnie tak. –uśmiechnął się tak, jak tylko on potrafi. Ale przecież znam to jego baranie spojrzenie i słodki uśmieszek i nie dam rady namówić się na coś tak absurdalnego i bezsensownego.
- Chyba sobie ze mnie robisz jaja– powtórzyłam, a on ponownie zaprzeczył.
- Ale z tego będzie wielka afera…To nie jest taka tam sobie wiadomość, że wielki Bartek Kurek, największe ciacho naszej reprezentacji ma dziewczynę. Nie skończy się na kilku zdjęciach. Już widzę te paparazzi i w ogóle wszystko… To twój świat, te autografy, to wszystko!- tym razem nie wytrzymałam i krzyknęłam mu prosto w twarz.- Bartek, przecież… Co sobie pomyślą znajomi i w ogóle wszyscy. A tak szczerze to znajdź sobie prawdziwą dziewczynę i nie rób scen.- klapnęłam na moje łóżko, a on po chwili namysłu usiadł koło mnie.
- Miśka… Ja nie mam nikogo innego do kogo mógłbym iść z taką propozycją i wiem, że potraktowałby to serio profesjonalnie. Reszta dziewczyn, które znam, dla mojego nieszczęścia jakoś jest we mnie zabujana, albo będzie zabujana po 1 dniu spędzonym ze mną.
- Och, co za skromność.- musiałam wejść mu w słowo. Nie przejął się moją uwagą i mówił dalej.
- No proszę cię! Jesteś moja jedyną nadzieją. – klęknął przede mną na kolana.
- Weź wstań ty debilu.- nie mogłam się oprzeć by nie wpatrywać się w jego słodkie spojrzenie.- I tak muszę to przemyśleć…- nie pozwolił mi dokończyć. Wziął mnie w ramiona a ja mimowolnie nie opierałam się poczuciu przyjemnego ciepła, które przeszyło moje ciało. No jasne, że ja się w nim nie bujam. Przyjaźnię się tylko z nim. Nic dla mnie nie znaczy więcej. Jest tylko przyjacielem.
Wypuścił mnie z objęć.
- Dzięki ci, dzięki ci, dzięki, wielkie dzięki. Naprawdę jesteś wielka…- zatkałam mu usta ręką, bo wiedziałam,że szybko się nie zamknie. O ile go znałam, będę to musiała jeszcze znosić jakiś czas.
- Ale jak się nie zamkniesz to nic z tego nie będzie. A poza tym to ja się jeszcze nie zgodziłam, więc uważaj.- zaśmiałam się złowieszczo.- Dopóki nie złożę ci pisemnej zgody na całe to dziwactwo nie zmusisz mnie do niczego.
Pokiwał głową, ze rozumie. Jego oczy całe się śmiały i już otwierał buzię, z której miała popłynąć kolejna fala słów, ale gdy pogroziłam mu palcem posłusznie zamknął buzię.
- Grzeczny chłopiec- zaśmiała się a on mi zawtórował.
- Mańka, naprawdę się cieszę.
- Ciiiiiiiii…! Przymknij się pacanie. – dzięki temu że nadal siedział na kolanach na ziemi przede mną,dosięgałam jego głowy. Rozczochrałam mu czuprynę, która i tak była w nieładzie.Właśnie chyba dotarło do mnie, że Bartek i tak nie przyjmie już odmowy co do TEJ sprawy, więc można uznać, że oficjalnie jestem jego nową dziewczyną,chociaż tak nieoficjalnie tylko koleżanką służącą mu pomocą. Sami widzicie, że ten jego pomysł był strasznie pokręcony.
- Wiesz, że jeszcze mogę się nie zgodzić?- zrobił minę jakby dostał w twarz, po czym po raz setny tłumaczył.
- Mania no… Przecież wiesz, że ja już dłużej nie mogę. Niby jestem ciachem naszej reprezentacji- tu dumnie wypiął pierś, a ja wywróciłam oczami, chociaż dobrze wiedziałam, że to prawda.- No i to mnie wykończy. Te ciągłe pytania, kiedy wreszcie znajdę wybrankę serca, jaki jest mój ideał, co lubię w dziewczynach i czy ta i tamta nie podoba mi się, bo ja jej bardzo- idealnie naśladował reporterów idiotycznych portali internetowych, w kółko obracających temat WOLNO CHASAJĄCEGO Bartosza Kurka. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.- Miśka. To wcale nie jest śmieszne.- oparł się rękami po moich obu stronach o łóżko- Ja naprawdę mam dość. I jeszcze ta babka ostatnio… Został pan wybrany na ciacho naszej reprezentacji jak się pan z tym czuje? A jak się kurna mam czuć? Bartoszu, wiesz, że gdybyśmy powiedzieli że Kurek ma dziewczynę, zainteresowałoby się tym więcej czytelniczek, niż tym, że w jednym meczu zdobyłeś 70 punktów. Aaaaaaaa! To mnie przeraża. Olewałem to, jak wiesz, ale wszystko ma swoje granice. Od tej pory nie zamierzam, się nikomu zwierzać i nie zamierzam być wolny. Bo taki nie jestem prawda? Jestem szybki? - zrobił taką minę, że znowu nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Jasne, że jesteś szybki. A to słyszałeś? Piotruś Gacek „Piłka jeszcze nikogo nie zabiła,ale nie chciałbym być pierwszy” na co komentarz na Onecie: Kiedy Bartosz Kurek zagrywa, boisz się o swoje zdrowie siedząc na trybunach?- kolejna salwa śmiechu z obu stron. Uwielbiam kiedy jest taki szczęśliwy. Kocham ten jego uśmiech , w ogóle jego śmiech. Jest taki zaraźliwy, że nie można się przy nim nie śmiać.Kocham te jego oczy takie roześmiane. Kocham jego całego. Kocham oczywiście jak brata. Do tego nikt nie powinien mieć wątpliwości.
- Tak ludzi straszę? Ty pewnie w tej sondzie zaznaczyłaś że owszem, boisz się…
- Ja? No co ty… ciebie?- wytknęłam język.- No samym widokiem straszysz a co dopiero jak zaserwujesz…- poprawiłam grzywkę a on usiadł obok mnie.
- Serio? Nie wiedziałem że gustujesz w brzydalach.
- Kurek, ja tobie nie gustuje.- rozczochrał mi grzywkę, którą przed chwilą starannie ułożyłam.
- Hej, myślisz że jak jesteś Wielkoludem, to ci wszystko wolno?- walnęłam go w plecy poduszką, którą miałam pod ręką. Niestety. Oddał mi. Rzuciłam się na niego, chociaż i tak wiedziałam, że z olbrzymem któremu sięgałam do wysokości żeber nie dam rady wygrać. No cóż, starałam się. W tym samym momencie on rzucił się na mnie i powalił na łóżko.
- To może poćwiczymy trochę, przed tym udawaniem pary co?- zmroziłam go spojrzeniem, ale nie przejął się tym zbytnio. Przybliżał się do mnie powoli a ja walczyłam z jego uściskiem. Znowu sobie ze mnie żartował. Trzymał mnie kurczowo za ręce więc nawet nie miałam jak się uwolnić.
- Aaaa! Gwałt!!!- wydzierałam się. Oczywiście… nikt mnie nie słyszał. A jak już słyszał(np. sąsiad) to zbytnio się tym nie przejął. Podobnie jak Siurak, który próbował mi zamknął usta pocałunkiem. Z tego mojego miotania jednak coś wyszło i dałam radę go od siebie odepchnąć, uzbroić się w poduszkę i uciec na drugi koniec pokoju.
- Bartek no…Bła… błagam cię! Proszę… już nie będę cię obrażać. Zrobię co tylko chcesz tylko nie buzi - zaskomliłam, a jemu chyba to się spodobało, bo zrobił diabelską minę i zaśmiał się też jakoś tak diabelsko.
- Co tylko chcę, mówisz?- podchodził do mnie z lekko zgiętymi kolanami, bardzo powoli.-Jesteś tego w stu procentach pewna, kochanie?- uniósł jedną brew.
- Tylko nie 'kochanie'- pogroziłam mu palcem, a on tylko się zaśmiał.
- Okej, jak sobie chcesz.- zrobił jeden duży krok w moją stronę.
- Dobra, dobra już… Mów jak chcesz.- znowu się skuliłam i zrobiłam mały krok w tył. Dużo mi tam do drzwi nie brakowało. W głowie miałam już plan ucieczki. Żadnych gwałtownych ruchów. On jest jak dzikie zwierzę jakieś. Dopóki nie będę za blisko drzwi nie mogę w nim wywołać żadnych podejrzeń.
Obserwował mnie bacznie. Ups! Chyba coś zauważył. Jeden skok i już leżałam pod nim. Na szczęście między nami była poduszka.
- A ty dokąd?- zaśmiał mi się prosto do ucha.
- Bartuś. Bartek. Frajerze. Dusisz mnie! Złaź ze mnie klocu- wydarłam się resztkami sił. Posłusznie zeskoczył ze mnie ale i tak jego ciało krępowało każdy mój ruch.
- Powiedz,że się poddajesz…
- Poddaję się…
- I, że jestem miszczem.
- Chyba sobie kpisz- wysłał mi w powietrzu kilka buziaczków, na co się skrzywiłam i wyszeptałam prawie niedosłyszalnie.
- Jezdeźmiszczem…- przez zaciśnięte zęby.
- Nie usłyszałem… możesz powtórzyć?- zaśmiał się.
- Jesteś mistrzem no. Bartek. Złaź ze mnie!- wydarłam się ile sił miałam w płucach.
- Okej. A teraz powiedz…- nie wytrzymałam. Podniosłam głowę i pocałowałam go ozięble.
- Teraz ze mnie zejdziesz?- wydyszałam. Był w lekkim szoku ale zszedł a ja poszłam na łóżko i usiadłam dokładnie w tym samym miejscu co przedtem masując sobie nadgarstki. Bartek oniemiały dotykał swoich warg, chyba nie dowierzając że coś takiego zrobiłam.- Będziesz tam tak stał?- zapytałam z lekkim politowaniem w głosie. Odwrócił się do mnie.
- Co… co to było?- otworzył szeroko buzię.
- Mleko. Dziecko, domyśl się co…
- A czyli jednak ci się podobam?- wyszczerzył się chytrze.
Podszedł i usiadł koło mnie.
- Nie…-pokiwałam głową ze skwaszoną miną.- Nie głupolu. Po prostu był to jedyny sposób żebyś się zamknął i mnie puścił.
- Jasne,jasne…- podniósł brwi i uśmiechnął się złowieszczo.
- A chcesz wyjść?- rzuciłam wrogo.
- Dobra, bez spiny mała. Złość piękności szkodzi.
- To nie fair- mina pokrzywdzonego dziecka.- Ty się możesz złościć, bo tobie już bardziej nie zaszkodzi.- jego mina była bezcenna. Walnął mnie z całej, chyba, siły z poduszki.
- Ej!- i znowu zaliczył ode mnie poduchą.- Nie pozwalaj sobie. Jestem od ciebie starsza!
- Łał. 3 dni…staruszko.- puścił do mnie oko. Pacnęłam go w czoło.- Ał! Nie trzeba było.- ale zaczął się śmiać.
- 3 dni i o ile mądrajsza.- zaśmiałam się i puściłam się pędem w stronę drzwi.
- Okej, myśl sobie jak chcesz.- powiedział nie robiąc sobie nic z mojej próby wytracenia go z równowagi. Wróciłam na łóżko. To był jednak błąd. Jednak się przejął. Rzucił się na mnie. Uratował mnie dzwonek jego telefonu. Zastygł i ze złości zacisnął powieki. Niechętnie wyciągnął z tylnej kieszeni telefon.
- Halo!-wręcz wydarł się do telefonu.- Jarski… W takim momencie.- usłyszałam perlisty śmiech siatkarza, po drugiej stronie telefonu. Byłam ciekawa co jeszcze powiedział, bo Bartek wywrócił oczami i wkurzył się jeszcze bardziej.- Zamknij się mendo i mówi co chodzi bo jak ci zaraz…- nie dokończył co mu zaraz bo widocznie Kuba już zaczął mówić o co chodzi. Bartek spoważniał, co jakiś czas tylko kiwał głową, jakby go Jarosz widział. W pewnym momencie zamknął oczy, a kiedy je otworzył minę miał tak zmartwioną, że aż bałam się pytać co się stało. Rozłączyli się a Kurek usiadł na łóżku, po chwili wstał i znowu usiadł. Zaklął pod nosem i schował twarz w dłoniach.
- Bartuś... Co się stało?- zapytałam zmartwiona. Jeszcze chyba nigdy nie widziałam go w takim stanie.
~ * ~
No i to by było na tyle, na razie. Potrzymam was w napięciu przez trochę :D
Miłego czytania (i komentowania ;p)
Jesteśmy jak jeden organizm. Cały czas idziemy do przodu, dążymy do zwycięstwa, obojętnie kto jest po drugiej stronie siatki.
~`Bartosz Kurek


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz