poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Rozdział 3.


Rozdział III.

„Najgorszy dzień mojego życia”


Redaktor – "Co pomaga, gdy Pan się złości?"Mariusz Wlazły – "Na przykład używam słów niecenzuralnych.Jak sobie krzyknę, od razu mi lepiej."  
      
Już miałam wychodzić, kiedy nagle zabrzęczał dzwonek mojego telefonu.
Na wyświetlaczu pokazało się zdjęcie, które wywołało u mnie mimowolny uśmiech.
- Halo…?
- Hej, co dzisiaj robisz? Ładna pogoda.
- ????? yy. Zamierzałam iść na zakupy, a bo dlaczemu?
- Tak sobie myślałem, że… A nie potrzebujesz pomoc na tych zakupach? – już widziałam Siuraka, jak głupio szczerzy się do telefonu.
- Pomożesz mi wybrać parę szmatek? – zapytałam podejrzliwie.
- Z wielka chęcią – wyczułam w jego głosie, że mówił szczerze. – Będę za 10 minut.
- Ale…!
- Szykuj się! – i tyle z nim gadałam. Rozłączył się a ja jeszcze chwile stałam z telefonem przy uchu, rozgryzając stan euforii Bartka. Wczoraj przecież był kłębkiem nerwów i depresji w jednym, a dzisiaj ot tak mówi że ładna pogoda i że zabiera mnie na zakupy, czego szczerze nie lubi. Bartek jest dziwny.


{10 minut później}
Prawie ubrana i gotowa do wyjścia poprawiałam końcowy makijaż i spinałam włosy w lekki kucyk, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Podbiegłam do judasza. Jak zawsze punktualnie. Ach ten Bartek. Uwielbiałam go w koszuli. Otworzyłam drzwi, przytulił mnie jak misia i poszliśmy (w sumie pojechaliśmy jego BMW-icą) do Arkadii.
Obeszliśmy całe centrum, kupiliśmy kilka ciuszków, z czego większość wybrał Kuraś, bo np. baaaardzo fikuśna czarna bluzeczka, na którą uparł się z całego serca, albo obcisłe rurki biodrówki, nie zupełnie są w moim stylu i jeszcze do tego mała czarna, sukieneczka, że jak się schylę to mi pół pupy widać. Ale „jako dziewczyna Bartka Kurka muszę się jakoś ubierać!”
Kiedy przyglądała się nam ekspedientka sklepu Bratek objął mnie w talii, miałam na sobie bardzo skąpą sukienkę, szepnął (oczywiście tak, żeby tamta usłyszała), że wyglądam bardzo BARDZO i cmoknął mnie w policzek z taką czułością, że omal sama nie uwierzyłam, ze mnie kocha. To był tylko blef, bo jak później zauważyła Kuraś: „ trzeba zaczynać od najprostszych rzeczy”.
Wybrał też dla mnie parę szpilek. Wysokich! Jestem w nich taka wielka, że prawie sięgam głową do wysokości jago nosa. No i do tego (podobno) „mój tyłek podczas chodzenia sprawia wrażenie jakby był gotowy do schrupania”- to powiedział przy pani ze sklepu obuwniczego, która patrzyła na niego ze zmarszczonym czołem i otwartą buzią.
Jak zawsze nie obyło się bez szurniętych fanek. Po zakupach przyszedł czas na ulubioną Bartka część zakupów. A dokładnie na żarcie. Dopadł do lady tak szybko, że myślałam, że zmiażdży wszystkich po drodze. Zamówił podwójną porcję dużych frytek, podwójnego cheeseburgera z podwójnym serem i colę z podwójnym lodem (nie wiedziałam, że taka porcja wszystkiego jest w ogóle możliwa. I nie ma z tym nic wspólnego maślane oczy Kurka i śliniącą się ekspedientkę). Dla mnie dla porównania zamówił małe frytki, zestaw surówek i truskawkowego shake’a. nie wiem, jak on to robi, że tyle je, a tak wygląda. No i oczywiście nawet się najeść człowiek nie może, bo nagle spod ziemi wyrasta tłum fanek, które w „panu Bartku Kurku” widzą tylko greckiego boga, z super wyrzeźbioną klatą i ślicznym uśmiechem. Nie powiem, sama też to widzę, ale oprócz tego ważniejsze jest dla mnie jego wnętrze.
Kulturalnie pozował, rozdawał autografy i miał anielską cierpliwość, podczas gdy ja już dawno bym eksplodowała ze złości. Na mnie na szczęście nie zwracano dużej uwagi. Od czasu do czasu zazdrosne wielbicielki rzucały mi groźne spojrzenia mówiące „jeszcze zobaczysz!” (nawet jednej to się serio wystraszyłam, chociaż w sumie tylko przysunęłam się do Bartka i objęłam jego ramię).
A więc działa. Plan Bartka jak na razie spisuje się dobrze. Biorą mnie za jego dziewczynę? To chyba dobrze…

~ * ~ * ~* ~ * ~ * ~ * ~

Wczorajszy dzień upłynął mi nad wyraz miło. Umówiłam się z Bartkiem, że dzisiaj przychodzi na kolację. Cholera, tylko co ja mam przygotować? + mój talent kulinarny. Ale zobowiązałam się…
Spojrzałam do książki kucharskiej. Właściwie, to nic interesującego to tutaj nie ma. Wzruszyłam ramionami i odpaliłam laptop. Wbiłam w google: najlepsze potrawy na kolację z przyjacielem. Hm… Przeleciałam wzrokiem po przepisach i zdjęciach potraw. Przepisy też były interesujące, ale na fotkach potrawy wyglądały, że aż ślinka cieknie.
Wybrałam kilka, wydrukowałam i stwierdziłam, ze zabiorę się za to po 3, czyli za 2 godz.

{5 minut później}
Co ja będę robiła tyle czasu?

{2 minuty później}
A no tak. Wybiorę sobie coś do ubrania.

{5 minut później, przy szfie}
Otworzyłam szafę i chaotycznie grzebałam, a to co wygrzebałam rzucałam na łóżko.

{godzinę później}
Zaczęłam wybierać z rzeczy odrzuconych na łóżko. Znów połowę z tego odrzucałam na podłogę.
Nie dość, że nie mam się w co ubrać, to jeszcze szafa mi się nie domyka...

{pół godziny później}
Okay. Można zacząć szukać podstawowego zestawu.

{pół godziny później}
Yea! Prawie skończyłam.
Zostały:
  • 3 pary spodni
  • 1 sukienka (mała czarna)
  • 5 bluzek
  • 2 staniki (zależność od bluzki)

{15 minut później}
Mam!
Skaczę z radości.

{10 minut później}
W sumie TEN zestaw jest lepszy

{7 minut później}
Nie… TEN jest i tak najlepszy. Bluzka moja ulubiona biała ( z nie małym dekoltem, ale co mi tam, zaszaleję) i standardowe jeansy. Trochę schodzono i wytarte, ale moje ulubione. Gdy je wkładałam czułam coś jak magię. Kiedy ostatni raz je miałam nasze chłopaki pokonały Rosję (chociaż byliśmy na straconej pozycji), a wcześniej to one 'zaprowadziły mnie' do szkoły tańca. Zakładałam je zazwyczaj w ważne dla mnie dni jak urodziny, 1 dzień w pracy, 1 randka i w sumie nie wiem czemu akurat dzisiaj też je włożyłam. Co mnie pokusiło? Po prostu tak na mnie patrzyły. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Przez przypadek spojrzałam na zegarek, a moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Była 4. jak ja mogłam siedzieć przy szafie 3 godziny?
Nie zdążę!
Nie przebrałam się powrotem w dres z pośpiechu. Pustak ze mnie. Przygotowałam ciasto. Wstawiłam makaron. Tylko zaczęłam gotować sos i smażyć mięso, opryskałam bluzkę. Tak, TĄ bluzkę. Popędziłam do łazienki i spierałam plamę, która uparcie nie chciała zejść! Myślałam, że się uduszę. Zdjęłam bluzkę i rzuciłam ją do pralki. Wróciłam do pokoju, żeby wybrać inną.

{10 minut później}
Moje nozdrza przeszył okropny zapach.
Kuchnia!
Biegiem!
Sos wykipiał, ściany opryskane od mięsa z którego i tak nic już nie zostało, tylko sam popiół.
Rozpoczęłam akcję ratunkową. „Mięso”do kibla i jak najszybciej spuść wodę. Złapałam rączkę rondla, parzyła. Wydarłam się i wylałam na siebie pół sosu. Byłam cała brudna. Cudem spodnie ocalały. Właściwie to była 6.30, a ja brudna, jedzenie beznadzieja, ciasto w piekarniku wydzielało podobny zapach do mięsa z patelni, a Kurek zawita u mnie za pół godziny. Muszę się ogarnąć, a Bartek chyba wybaczy, jeśli jak zawsze zamówię pizze. Odkręciłam wodę w wannie i poszłam wybrać inną bluzkę.

{5 minut później}
Jest! Oliwkowa, ulubiona Bartka.. Dlaczego ja się właściwie tak staram? Przecież to tylko przyjaciel, przed którym nie muszę udawać, że umiem gotować, jestem zorganizowana i samowystarczalna.
O kurwa! Zapomniałam.
Sprint do łazienki.
Z wanny się wylewa, podłoga zalana. Aaa!
Zakręciłam kurek i wypuściłam wodę z wanny.
Pospiesznie ścierałam wodę i ogarniałam łazienkę i trochę kuchni.

{20 minut później}
No prawie uporałam się z całą wodą. Jeszcze tylko trochę.
Dzwonek do drzwi. O cholera. Już 7? Nieee!
Bardzo kulturalne „Zaraz!”
Westchnęłam i odrzuciłam ścierkę do miski.
Starłam pot z czoła.
Ponowny dzwonek do drzwi.
- No cholera jasna, przecież mówię, że zaraz otworzę no! – odgarnęłam grzywkę i poszłam otworzyć drzwi.
- Mania?
- Nie, Duch Święty. – stanęłam na palcach i cmoknęłam go w policzek, a on stał dalej z szeroko otwartymi oczami i gapił się na moje… - O kurwa! – wyrwało mi się i popędziłam do sypialni. No tak. Pasowałoby jeszcze wybraną dla siebie bluzkę założyć. Widział kto, żeby gości przyjmować w samym staniku? Nie? To zapraszam do mnie.
- Sorry. Najgorszy dzień mojego życia.

8 komentarzy:

  1. Końcówka najlepsza - akcja przy drzwiach :) Ale nie bardzo rozumiem, co ma ten rozdział do poprzedniego? :) Pomiędzy nimi jest przepaść wydarzeń, bo skąd nagle Bartek Kurek?:P A poza tym to rozdział ciekawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no kurek był przecież w tym opowiadaniu od samego początku... :P

      Usuń
    2. Albo słabo już myślę, albo go tam nie widziałam :D ale u mnie z myśleniem zawsze było słabo..:P

      Usuń
    3. bo na początku było tylko jedno opowiadanie, o wojtku, ale potem znalazłam to i chyba doprowadze to do końca i dopiero będę pisać to pierwsze :p szybko się nudzę xd

      Usuń
    4. No właśnie było coś o Wojtku i już się pogubiłam w wydarzeniach! :D to o Kurasiu mi się podoba, bo uuuuuuuuuuwielbiam tego człowieczka! ♥

      Usuń
  2. Zapraszam serdecznie do mnie na nowy rozdział, na xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. http://zwierzenia-sunset-strip.blogspot.com/ zapraszam na epilog :*

    OdpowiedzUsuń
  4. http://moja-mala-milosc.blogspot.co.uk/2012/08/prolog.html zapraszam na mój pierwszy blog o Draganie Travicy ;*;)

    OdpowiedzUsuń