Nie wiem, co to mi w ogóle wyszło, ale dodaję, bo obiecałam, że będzie w piątek i ja wiem, że może nie chce wam się tego czytać, rozumiem... Ale szczerze, chyba jednak tu ktoś zagląda, bo ja przeżywam szok kiedy widzę ponad 1700 wyświetleń, bo byłam przekonana, że przeczyta to może góra z dwie osoby. Dziękuję Wam bardzo za te wyświetlenia i aż chce się tworzyć! :D
~*~
Jak obiecałam, pozdrawiam przede wszystkim nasikosik, bo dzielnie czyta, ogarnia i komentuje. Dziękuję :3
Marcy, która też ogarnia i komentuje, dziękuję :3
Lenie, która też ogarnia i komentuje i jej również dziękuję :3
i wszystkim tym, którzy czytanie a nie komentujecie, dziękuję, bo bez was nie ma mojego opowiadania.
~*~
Btw, jak myślicie, kim jest starsza pani? Mania pojedzie do Katowic i czy Misiek wyląduje w szpitalu po spotkaniu z Jaroszem? ;D
~*~
Mania.
![]() |
| taki tam kwejk |
Rozdział VII.
"Tajemnicza babcia, o której nikt właściwie nic nie wie, smoznikające meble i bilety na LŚ"
{Mania}
- Mańka! Idiotko! Ogarnij się i odbierz w końcu.
Po odsłuchaniu miliona wiadomości tego typu z poczty
głosowej postanowiłam odezwać się w końcu do Izki.
- Musimy pogadać. – zaatakowałam ją zaraz po tym jak
nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Mania?! Zmartwychwstałaś wreszcie?
- Ha-ha-ha… Jutro wieczorem jesteś u mnie. Cześć.
~*~
Biegam tak sobie wokół jego bloku i już drugi raz mijam jego
klatkę. Nie mam odwagi zadzwonić domofonem. Ostatnie okrążenie i zmiatam do
domu. Nie będę biegać jak jakaś idiotka, sąsiedzi jeszcze coś sobie pomyślą.
Zbliżyłam się do złowieszczego urządzenia, przycisnęłam guziczek z naklejoną
szósteczką, tak, jestem pewna, że to ten numer…
Długi sygnał, ale nikt nie kwapi się, żeby podnieść tą
cholerną słuchawkę. No tak, zwiałam od niego, nie chce niczego zaczynać, tak po
prostu nie chce mnie znać, po tym jak prawie mnie rozdziewiczył. Tak, mili
państwo, przyznajmy to sobie szczerze, mam 25 lat i nikt mnie jeszcze nie
przeleciał. Chociaż to mogło się stać niespełna tydzień temu. Oh, po on w ogóle
dawał mi nadzieję?
Miałam ochotę zawrócić, walić do drzwi aż otworzy, a potem
dać mu siarczysty cios w policzek. Po co do zielonej choinki dawał mi choć gram
nadziei?!
Zawróciłam. To już naprawdę ostatnia próba, potem dam sobie
spokój. Sobie i jemu. Ponownie wcisnęłam guziczek. I znowu to samo… Nic.
On cię nie chce… Nie widziałaś jak na ciebie spojrzał kiedy
mówił te ostatnie słowa? Z pogardą? Odrzuceniem? Nie chce, żebyście zaczynali.
Zrezygnowana odwróciłam się na pięcie, usłyszałam swoje
imię. Nie, to nie był słodki baryton, raczej piskliwy alcik.
- Tak? Ja panią znam? – właścicielka tego głosiku wyglądała
na staruszkę w podeszłym wieku. Miała siwe włosy, trzymała wałki na głowie
chyba całą noc, pogodny uśmiech i straszne zmarszczki koło oczu i wokół ust,
które dodawały jej czegoś co sprawiało, że miałam ochotę na „awwwww…” i „mogę
pani w czymś pomóc? Nie powinna pani dźwigać tych ciężkich siatek”. Pomyślałam
o swojej babci, która nie żyje od dziesięciu lat..
- Kochanieńko, ty mnie chyba nie znasz, za to ja znam cię
bardzo dobrze… - zaintrygowała mnie.
- Co to znaczy?
- Może wejdziesz do mnie na herbatkę i ciasteczka? Robię
pyszną herbatkę. Ja ci wtedy troszkę opowiem. A znam odpowiedzi na większość
pytań jaki chciałbyś zadać.
Jak zaczarowana wzięłam od niej siatki i weszłam do klatki
Kurka. Otworzyła drzwi z piątką i zaprosiła mnie do przytulnego mieszkanka.
- Słodzisz, kochanie?
Nie mogłam się otrząsnąć, nie wiedziałam co się dzieje i kim
może być tak drobniutka staruszka, intrygowało mnie skąd mnie zna.
- Nie, proszę pani. – mózg nie pracował, odpowiadałam
automatycznie, w głowie kłębiło się z milion myśli. – Przepraszam, kim pani
jest?
- Sąsiadką ważnej dla ciebie osoby.
- Skąd pani wie o…
- Kochana, ja wiem więcej niż ci się może wydawać.
Młodzieniec, który mieszka obok wyjechał kilka dni temu.
- Ale jak… to?
- On cię bardzo kocha. Może nie do końca zdaje sobie z tego
sprawę, ale cię kocha.
- Skąd PANI może o tym wiedzieć, jest pani jego babcią?
Zwierzał się pani? – kolejny milion myśli do kolekcji, zaraz eksploduje i na
nieszczęście ufajdam miętowe ściany Pani Wszechwiedzącej.
- Nie musiał kochanie, zaufaj mi. Ty też bardzo go kochasz.
- Słucham? Jakim prawem pani sobie tak sądzi, pani mnie nie
zna! – w jednej sekundzie cała sympatia do starszej pani wyparowała gdzieś w
przestworza.
- Możesz się z tym zgodzić lub nie, ale z serca nie wyprzesz
go rozumem, słoneczko. Posłuchaj tego – pokazała wskazującym palcem na miejsce
gdzie teoretycznie powinno znajdować się moje serce – a nie tego – jej palec
powędrował w kierunku głowy – Tak będzie lepiej dla was obojga.
- Kim pani jest? – to było chyba największe pytanie jakie
obijało się o moją głowę, do tego świeciło na neonowo pomarańczowo, nie mogłam
go dłużej ignorować.
- Jestem tylko staruszką, a ty w tym momencie myślisz o tym
jak taka staruszka może cokolwiek wiedzieć… - czyta w myślach? – nie, nie
czytam ci w myślach. Bardzo przypominasz mi młodą Emilię, przyjaźniłam się
wtedy z twoją babcią. – zonk! Czyli poznałam ją jako dziecko, przez babcię?!-
nie, nigdy mi ciebie nie pokazywała. Jesteś do niej zabójczo podobna, wyglądasz
identycznie…
- Ale co to ma do Bartka? – nadal nie wszystko chciało mi
się zebrać do kupy.
- Wracając do Bartka – zamoczyła herbatnik w herbacie –
słuchaj co podpowiada ci serce i nie bój się okazywać uczuć, nie okłamuj przede
wszystkim siebie… - przerażało mnie to jej spojrzenie, jakby naprawdę wszystko
wiedział, czuła i słyszała.
- Ale skąd ja mam pewność, że pani naprawdę znała moją
babcię, Bartka i mnie? Skąd mam pewność, że nie obserwuje pani przez cały czas
klatki i po prostu nie widziała pani jak kilka razu u niego byłam?
- Nie musze ci niczego udowadniać, postąpisz jak uważasz. Ja
jestem tutaj tylko, żeby ci coś uświadomić i dać znak.
- Jaki znak? – przeszedł mnie dreszcz. Była dziwna. Serio
chyba zacznę się bać staruszek.
- Chyba czas, żebyś już wracała do domu. – spojrzała
wymownie na zegarek, podniosłam się z miejsca i ostatni raz na nią spojrzałam,
nadal na jej ustach gościł ten pogodny uśmiech, który nie zszedł przez całą
rozmowę. Wyszłam z mieszkania z głową pełną niepewności. Teraz nie wiedziałam
już nic. I nadal nie wiem kim jest ta staruszka, ani skąd wiedziała, że Bartek
i ja… Że…
Wyjaśniła mi tylko dlaczego Bartek nie otwierał drzwi.
Wyjechał, bez pożegnania. Na Ligę? Tydzień przed czasem? Pewnie pojechał do
rodziców… Ale nie zadzwonił? Boże, to przeze mnie wyjechał. Tak nie powinno
być, może starsza pani miała rację, kocham go? O kurcze, co to za dziwne
ukłucie w okolicy żołądka? I mrowienie na całym ciele? Objawy grypy żołądkowej?
~*~
- Miłość – zawyrokowała Izka, kiedy pół godziny później
siedziała przede mną z jabłkiem w ręce, podwiniętymi nogami na czekoladowej
sofie, szerokim uśmiechem na ryjku i błogim spojrzeniem.
- Nie, nie, nie, nie, nie… To na pewno grypa. Dlatego mnie
mdli! Mówię ci! Nie dam się więcej wrobić w żadne schizowane mowy na temat
mojego serca i rozumu. I dlaczego ty masz na sobie różowy sweter?
- Co ty masz do mojego różowego swetra?
- Boję się starszych pań w różowych sweterkach… - poker face
- Rozumiem. A właściwie nie rozumiem? Czy ja jestem starszą
panią?! – wyłupiła na mnie gały.
- Nie, ale za kilkadziesiąt lat będziesz i to mnie przeraża.
- Przeraża cię to, że się starzejemy? – ugryzła jabłko i
wpatrywała się we mnie niezidentyfikowanym wzrokiem
- Nie?
- Przeraża mnie to, że… Starsze babcie są przerażające.
- Ok… - powiedziała powoli – a jaki to ma związek z moim
różowym swetrem?
- No duży….
Opowiedziałam jej całą historię dzisiejszego dnia czyli
starszej pani, miętowej sofy, różowej herbatki i mądro-niemądrej rozmowy.
- No i babcia miała rację! Babcia na prezydenta! Albo nie,
na papieża! – zrobiłam facepalma i spojrzałam na nią z politowaniem.
- Wcale, że nie miała, ale teraz mi nie chodzi o to, czy
miała, czy nie miała, tylko kim ona, do miętowej sofy, jest.
- No to co? Idziemy zrobić jurto wywiad środowiskowy,
wypytamy co i jak i…
- Nie możemy teraz?
- Misiek chce mi coś pokazać i muszę lecieć za kilka chwil.
– błogi uśmiech.
- Hej! Przyjaciółeczko! Tyle masz mi do powiedzenia? Myślałam,
że skoro dzwoniłaś tyle razy to masz mi coś naprawdę ważnego do
zakomunikowania. – byłam oburzona.
- Oj no…
- Poza tym, umówiłyśmy się na dzisiaj w końcu nie?
Chrząknęła znacząco.
- Kto się umówił, ten się umówił… Nie zdążyłam ci
powiedzieć, że wieczór mam zajęty, a poza tym przyszłam bo musiałam sprawdzić,
czy żyjesz…
- Ah, czyli jak żyje to masz mnie już między pośladkami,
tak?
- Mania… - przytuliła mnie – to nie tak. Misiek jak chce mi
coś pokazać to muszę iść, bo inaczej się obrazi a jak on się obraża, to może
siedzieć w tym garażu bardzo długo i z niego nie wychodzi.
- A co on ci w ogóle chce pokazać?
- Nie wiem… - ale ja wiem, na pewno jakiś kolejny durny
stary samochód, który będzie trzymał w garażu… Ja nie wiem, ten ich garaż nie
jest jak damska torebka – wpakowała już tam kilka aut a cały czas ma miejsce na
nowe. A może przez ich garaż przechodzi się do Narni i tam je właśnie trzyma?
Mniejsza z tym… - powiedział, że to niespodzianka.
Iza była taka szczęśliwa… Miłość zaślepia, a ja na razie nie
mam ochoty tracić trzeźwości postrzegania, no może trochę, ale na pewno nie za
sprawą faceta, więc będę trzymała to gówno na dystans.
Wybiegła cała w skowronkach, a ja tak jak każdego wieczoru
od ostatniej rozmowy z Kurasiem włączyłam powtórkę jakiegoś meczu tylko po to,
żeby na niego patrzeć.
Jestem chora!
{Bartek}
- Jarski! Gdzie są moje kanapki, ja się pytam! – wydarłem
się na rudego, który kończył przeżuwanie.
- Ja nie mam rudego pojęcia – i jeszcze bezczelnie beka po
moim cudownym obiedzie.
- W takim razie ja nie mam… blondowego pojęcia gdzie są
twoje piwa z lodówki.
Rozwaliłem się na
jego kanapie z puszką złotego napoju.
- Kpisz sobie, czy o drogę pytasz? – przerwał grzebanie w
zębach – a poza tym, stary dzisiaj wychodzimy na miasto!
- Łoł, uhu, aha… yeah – odwalaliśmy dzikie tańce na środku
salonu. – ale obiecaj, że się łaaaadnie zabawimy! – prawa brew powędrowała mi
do góry, aż czoło się zmarszczyło
- Masz to jak w banku, bracie.
~*~
Na imię miała chyba Marta, tylko tyle zapamiętałem. Czy ja
mam słabość do imiona na „M”?
{Mania}
- Prawie zapomniałam, dostałam dwa bilety na LŚ do Katowic –
powiedziałam od niechcenia, kiedy razem z Izką szłam na ten cholerny „wywiad
środowiskowy”. Nawet ładnie określenie na „zaczerpnięcie jak najwięcej
informacji na temat tajemniczej staruszki od kogokolwiek”.
- CO?! – Izkę dla odmiany taka wiadomość wmurowała w
chodnik. – Od kogo? – zbierała właśnie szczękę, po tym jak prawie została
rozpłaszczona na ulicy przez rozpędzoną ciężarówkę, a ona tak boi się dentysty…
- Głupie pytanie, wiadomo, że od niego, ale… Czyli starsza pani miała rację,
kocha cię.
- Pfffff. – oplułam się – Jasne… Nie przesadzajmy, to tylko
bilety, tak? Możesz sobie wziąć, pojedziesz z Miśkiem.
- Zwariowałaś? – spojrzała na mnie tak jakbym co najmniej
powiedziała jej że zaszłam w ciążę z Kaczorem Donaldem.
- Nie? Zwariowałabym, gdybym chciała tam jechać…
- Nie, nie, nie! ON chce, żebyś tam była.
- A co jeśli JA nie chcę?
- Jesteś walnięta…
- Za to mnie kochasz? – szeroki uśmiech i niepewność w
oczach.
- Jestem twoją prawie siostrą i wspieram cię we wszystkim,
nawet jeśli to jest głupie, no ale nie aż tak! Mania, nie pozwolę, żebyś
siedziała przed telewizorem i oglądała ten mecz, a potem ryczała przez resztę
życia i pluła sobie w twarz, że nie pojechałaś. Znam cię!
- Nie zamierzam go oglądać. – skrzyżowałam ręce na
piersiach.
- Powtarzam, znam cię, ciołku! Zresztą, wrócimy do tego
później. – doszłyśmy do jego bloku
i.. o-oł. Grypa żołądkowa nasiliła swoje objawy. A może ja po prostu jestem
uczulona na coś co unosi się tutaj w powietrzu... Wiem, być może są tutaj
jeszcze jakieś cząsteczki perfum Kurka? Zazwyczaj takie objawy nasilają się
również, kiedy isę do mnie zbliża. Tak, to na pewno to.
- A… Wymyśliłaś już może jak wejdziemy na klatkę? Przecież
drzwi są zamknięte, ciołku. – zmierzyłam ją kpiącym spojrzeniem
- Zadzwonimy do kogoś.
- O, dzień dobry. My chciałybyśmy przeprowadzić wywiad
środowiskowy, bo pewna starsza pani… Ok., nieważne. Chodzi o panią spod numeru
pięć, czy ona nie jest dziwna? Nie nęka państwa? Nie jest zwykłą wizjerową
podglądacką? A może w swojej sypialni ma pełno zdjęć Bartosza Kurka, bo jest
seryjną morderczynią i chce go zabić a przy okazji jego dziewczynę, lub po
prostu jest emerytowaną paparazzi i pisze reportaż do swojej starej gazety o
życiu osobistym B. Kurka? A tak w ogóle, wpuszczą nas państwo na klatkę? –
wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu.
- Ale pod piątką nikt nie mieszka… - poskoczyłyśmy
równocześnie. Za nami stał mężczyzna średniego wzrostu, z wąsem i torbą
listonosza na ramieniu.
- Jak to nikt nie mieszka? – zapytałyśmy znowu równocześnie.
Spojrzałyśmy na siebie przelotnie aby po chwili wlepiać gały w domniemanego
listonosza.
- No po prostu, od dawna już mieszkanie stoi puste, na
drzwiach wisi ogłoszenie, że mieszkanie jest do wynajęcia. – szczerze? Miałam
ciarki na całym ciele. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam.
- Ale to nie możliwe, bo widzi pan… Wczoraj byłam w tym
mieszkaniu, jestem tego pewna! Zaprosiła mnie do środka starsza pani, właściwie
nie wiem nawet jak się nazywała, bo nie powiedziała mi nic o sobie… Jestem
pewna, że to był numer 5. – próbowałam przekonać samą siebie.
- Być może ktoś to mieszkanie wynajął, ale poczty i tak nie
dostaję na ten adres.
- Mówił pan, że na drzwiach wisi kartka z informacją o
wynajmowaniu? – Iza wiecznie oprzytomniała
- Tak… Otworzę drzwi. – szybkim ruchem wpisał kod, a drzwi
się otworzyły.
Iza podbiegła do drzwi z wytłoczoną piątką. Zadzwoniła pod
numer z ogłoszenia. Chwilę czekała, zapytała o wynajęcie i zwróciła się do
mnie:
- Mania, właściciel mówi, że mieszkanie stoi puste, bez
mebli, a oferta wynajmu nadal jest aktualna.
Po moim ciele przeszła kolejna fala dreszczy. Jestem pewna,
że to była piątka.
- Proszę pana! - krzyknęłam za listonoszem – pan orientuje się
kto mniej więcej tutaj mieszka?
- Raczej tak…
- A może mi pan powiedzieć, w których mieszkaniach są jakieś
starsze panie?
- Tutaj raczej nie mieszka żadna starsza pani. To raczej
blok z młodymi osobami, wie pani, bardzo blisko do wszystkich uczelni… Mieszkają
tu głównie studenci.
- Musi tutaj gdzieś mieszkać jakaś starsza pani! – mało
brakowało a rzuciłabym się na niego i wydusiła cholerny numer czy tego chciał
czy nie. Cała się trzęsłam.
- Może pani sprawdzić 9, ale nie jestem pewien, czy jeszcze
tam mieszka. Do widzenia. – wyszedł z klatki jak gdyby nigdy nic. Poprawka,
najpierw rzucił na nas spojrzenie mówiące jednoznacznie „idioci, wszędzie
idioci”.
Bez zastanowienia pobiegłam pod 9 i zaczęłam walić jak
szalona.
Otworzyła mi młoda kobieta i uraczyła mnie pełnym pogardy
spojrzeniem.
- Czego? – rzuciła
- Przepraszam, czy mieszka tu jakaś starsza pani?
- Nie! – zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Usłyszałam jak
drze się do kogoś w środku, że to znowu jacyś jebani muzułmanie (bez obrazy dla tej religii) chcą ich
zaprosić na jakieś zgromadzenie, ale czy ja wyglądam na muzułmankę?!
- Zadzwoń do nich jeszcze raz i powiedz, że chcemy obejrzeć
to mieszkanie. – zwróciłam się do Izy, kiedy zbiegałam powrotem pod piątkę.
Facet od mieszkania powiedział, że sąsiadka z góry ma klucz
i ona nas oprowadzi. Zgadnijcie pod jakim numerem mieszka ta cała sąsiadka od
klucza.
- O nie! Czego znowu?! Mówiłam, że nie mam starszej baby w
domu! – wpatrywała się na nas groźnie zza uchylonych drzwi, tym razem otworzyła
je z łańcuszkiem.
- Nie nie, ja w sprawie mieszkania. – zamknęła drzwi, żeby
za chwile pojawić się w nich z pękiem kluczy w ręce.
- Oto ono... – powiedziała niechętnie. Chyba nie uśmiechała
się do niej myśl, że mogłabym być jej sąsiadką, mi zresztą też. Wolałabym być
połknięta przez Głodzillę. Ale nie o to chodziło, wparowałam do mieszkania jak
tornado i zatrzymałam się na środku salonu.
- To tu! – pokazałam palcem jeden koniec pokoju – tu stała
miętowa sofa – a tu – wskazałam na moje stopy – tu stała ława! – mieszkanie było
puste. O co tu chodzi? Stałam jak wmurowana, za moment obracałam się wokół
własnej osi i znów stałam w osłupieniu. Nie było niczego, podłoga i białe
ściany, nic więcej. A wczoraj wszystko było. Wszyściuteńko znikło w ciągu
jednej doby. Przemalowali nawet ściany! Ale jak?!?! Nic z tego nie rozumiałam…
{Bartek}
- Ło staaaaary, jak dobrze, że do Spały jedziemy dopiero
jutro, bo dzisiaj bym tego nie przeżył…
- Ta. – zgodziłem się z Jarskim i poprawiłem zimny okład na
czole. – Jak twoja miała na imię?
- Chyba Karolina, ale mogę się mylić co do ośmiu literek,
reszta na pewno jest dobrze.
- Ale jej imię składa się z ośmiu liter.
- No właśnie? – spojrzał na mnie jak na tępaka. – czy to
ważne jak miała na imię? Na drugie miała chyba Kocica, albo jakaś Diablica…
Jeszcze w życiu się tak dobrze nie bawiłem… - dalej go już nie słuchałem. Nie
miałem ochoty wysłuchiwać jego preferencji łóżkowych. Na pewno nawet nie
zauważył jaki kolor miała włosów.
- Blondynka…
- Kuba, myślisz, że ona przyjdzie?
- Karolina? Ty dzisiaj znowu chcesz je zapraszać do domu?
- Nie, bałwanie! Majka.
- To twoja miała na imię Majka?
- Ogarnij się wreszcie człowieku! Ja o mojej Mani mówię! Czy
do Katowic przyjedzie!
- A ile jej tych zaproszeń wysłałeś?
- Dwa. – zastanowiłem się. – W sumie to po co jej dwa? Na
pewno dla Izy załatwił Misiek…
- Misiek? Winiarski w sensie, czy Kubiak?
- Winiarski chyba, a z resztą nie wiem… Wiem tylko że chodzi
z Miśkim, a on mi cholera nic nie powiedział.
- A to szmaciarz! Już ja mu pojadę na Igrzyska, ja mu pojadę.
Tak go po Lidze urządzę, że się do emerytury z kontuzji będzie lizał.
Przybiliśmy piątki i nadal leżeliśmy ja w fotelu, z nogami
na stoliku, a Jarosz na kanapie z nogami na oparciu.

Dziękuję za pozdrowienia :D
OdpowiedzUsuń"Kpisz, czy o drogę pytasz?" - jeden z moich ulubionych tekstów, a przy "ciąży z kaczorem donaldem" oraz "mogę się mylić, co do ośmiu literek, reszta na pewno jest dobrze" uśmiałam się, jak głupia! :D rozdział naprawdę fajny, co do staruszki to miałam jakieś nieodparte uczucie już na początku, że ona "zniknie". Nie mam pojęcia kto to, ale czekam na kolejny rozdział! ;*
Fajnee , fajnee .
OdpowiedzUsuńPisz dalejj ♥ Uwielbiam twoje rozdziały .
U mnie znowu nowy x.x http://xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com/2012/08/rozdzia-70.html
OdpowiedzUsuńU mnie kolejny rozdział na http://xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com/ ;)
UsuńDziękuję za pozdrowienia;* Kurcze kim ta starsza panio oprócz sąsiadki Bartka może być? Jasnowidzką czy jak to się tam zwie?;p O będzie sie działo w Katowicach oj będzie ja to czuję;D Wiesz co teraz w hnocy to będę bała się zasnąć przez tą akcję z tym pustym mieszkaniem;p
OdpowiedzUsuńczekam na nowy;)
Fragment o staruszce mnie przeraził! :P Bardzo mi się podoba! Mania jest cudowna! Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały! Pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńzapraszam na nowy rozdział na:http://nie-odchodz.blogspot.com/ :)
OdpowiedzUsuńxxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com/2012/09/rozdzia-73.html a więc u mnie pojawił się nowy rozdział + info. Zapraszam ;)
OdpowiedzUsuńNowy rozdział na http://nie-odchodz.blogspot.com/ Byłoby mi bardzo miło gdybyś pozostawiła po sobie ślad;)
OdpowiedzUsuń