piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 7.

Nie wiem, co to mi w ogóle wyszło, ale dodaję, bo obiecałam, że będzie w piątek i ja wiem, że może nie chce wam się tego czytać, rozumiem... Ale szczerze, chyba jednak tu ktoś zagląda, bo ja przeżywam szok kiedy widzę ponad 1700 wyświetleń, bo byłam przekonana, że przeczyta to może góra z dwie osoby. Dziękuję Wam bardzo za te wyświetlenia i aż chce się tworzyć! :D
~*~
Jak obiecałam, pozdrawiam przede wszystkim nasikosik, bo dzielnie czyta, ogarnia i komentuje. Dziękuję :3
Marcy, która też ogarnia i komentuje, dziękuję :3
Lenie, która też ogarnia i komentuje i jej również dziękuję :3
i wszystkim tym, którzy czytanie a nie komentujecie, dziękuję, bo bez was nie ma mojego opowiadania.
~*~
Btw, jak myślicie, kim jest starsza pani? Mania pojedzie do Katowic i czy Misiek wyląduje w szpitalu po spotkaniu z Jaroszem? ;D
~*~
Mania.

taki tam kwejk

Rozdział VII.

"Tajemnicza babcia, o której nikt właściwie nic nie wie, smoznikające meble i bilety na LŚ" 




{Mania}

- Mańka! Idiotko! Ogarnij się i odbierz w końcu.
Po odsłuchaniu miliona wiadomości tego typu z poczty głosowej postanowiłam odezwać się w końcu do Izki.
- Musimy pogadać. – zaatakowałam ją zaraz po tym jak nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Mania?! Zmartwychwstałaś wreszcie?
- Ha-ha-ha… Jutro wieczorem jesteś u mnie. Cześć.

~*~

Biegam tak sobie wokół jego bloku i już drugi raz mijam jego klatkę. Nie mam odwagi zadzwonić domofonem. Ostatnie okrążenie i zmiatam do domu. Nie będę biegać jak jakaś idiotka, sąsiedzi jeszcze coś sobie pomyślą. Zbliżyłam się do złowieszczego urządzenia, przycisnęłam guziczek z naklejoną szósteczką, tak, jestem pewna, że to ten numer…
Długi sygnał, ale nikt nie kwapi się, żeby podnieść tą cholerną słuchawkę. No tak, zwiałam od niego, nie chce niczego zaczynać, tak po prostu nie chce mnie znać, po tym jak prawie mnie rozdziewiczył. Tak, mili państwo, przyznajmy to sobie szczerze, mam 25 lat i nikt mnie jeszcze nie przeleciał. Chociaż to mogło się stać niespełna tydzień temu. Oh, po on w ogóle dawał mi nadzieję?
Miałam ochotę zawrócić, walić do drzwi aż otworzy, a potem dać mu siarczysty cios w policzek. Po co do zielonej choinki dawał mi choć gram nadziei?!
Zawróciłam. To już naprawdę ostatnia próba, potem dam sobie spokój. Sobie i jemu. Ponownie wcisnęłam guziczek. I znowu to samo… Nic.
On cię nie chce… Nie widziałaś jak na ciebie spojrzał kiedy mówił te ostatnie słowa? Z pogardą? Odrzuceniem? Nie chce, żebyście zaczynali.
Zrezygnowana odwróciłam się na pięcie, usłyszałam swoje imię. Nie, to nie był słodki baryton, raczej piskliwy alcik.
- Tak? Ja panią znam? – właścicielka tego głosiku wyglądała na staruszkę w podeszłym wieku. Miała siwe włosy, trzymała wałki na głowie chyba całą noc, pogodny uśmiech i straszne zmarszczki koło oczu i wokół ust, które dodawały jej czegoś co sprawiało, że miałam ochotę na „awwwww…” i „mogę pani w czymś pomóc? Nie powinna pani dźwigać tych ciężkich siatek”. Pomyślałam o swojej babci, która nie żyje od dziesięciu lat..
- Kochanieńko, ty mnie chyba nie znasz, za to ja znam cię bardzo dobrze… - zaintrygowała mnie.
- Co to znaczy?
- Może wejdziesz do mnie na herbatkę i ciasteczka? Robię pyszną herbatkę. Ja ci wtedy troszkę opowiem. A znam odpowiedzi na większość pytań jaki chciałbyś zadać.
Jak zaczarowana wzięłam od niej siatki i weszłam do klatki Kurka. Otworzyła drzwi z piątką i zaprosiła mnie do przytulnego mieszkanka.
- Słodzisz, kochanie?
Nie mogłam się otrząsnąć, nie wiedziałam co się dzieje i kim może być tak drobniutka staruszka, intrygowało mnie skąd mnie zna.
- Nie, proszę pani. – mózg nie pracował, odpowiadałam automatycznie, w głowie kłębiło się z milion myśli. – Przepraszam, kim pani jest?
- Sąsiadką ważnej dla ciebie osoby.
- Skąd pani wie o…
- Kochana, ja wiem więcej niż ci się może wydawać. Młodzieniec, który mieszka obok wyjechał kilka dni temu.
- Ale jak… to?
- On cię bardzo kocha. Może nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, ale cię kocha.
- Skąd PANI może o tym wiedzieć, jest pani jego babcią? Zwierzał się pani? – kolejny milion myśli do kolekcji, zaraz eksploduje i na nieszczęście ufajdam miętowe ściany Pani Wszechwiedzącej.
- Nie musiał kochanie, zaufaj mi. Ty też bardzo go kochasz.
- Słucham? Jakim prawem pani sobie tak sądzi, pani mnie nie zna! – w jednej sekundzie cała sympatia do starszej pani wyparowała gdzieś w przestworza.
- Możesz się z tym zgodzić lub nie, ale z serca nie wyprzesz go rozumem, słoneczko. Posłuchaj tego – pokazała wskazującym palcem na miejsce gdzie teoretycznie powinno znajdować się moje serce – a nie tego – jej palec powędrował w kierunku głowy – Tak będzie lepiej dla was obojga.
- Kim pani jest? – to było chyba największe pytanie jakie obijało się o moją głowę, do tego świeciło na neonowo pomarańczowo, nie mogłam go dłużej ignorować.
- Jestem tylko staruszką, a ty w tym momencie myślisz o tym jak taka staruszka może cokolwiek wiedzieć… - czyta w myślach? – nie, nie czytam ci w myślach. Bardzo przypominasz mi młodą Emilię, przyjaźniłam się wtedy z twoją babcią. – zonk! Czyli poznałam ją jako dziecko, przez babcię?!- nie, nigdy mi ciebie nie pokazywała. Jesteś do niej zabójczo podobna, wyglądasz identycznie…
- Ale co to ma do Bartka? – nadal nie wszystko chciało mi się zebrać do kupy.
- Wracając do Bartka – zamoczyła herbatnik w herbacie – słuchaj co podpowiada ci serce i nie bój się okazywać uczuć, nie okłamuj przede wszystkim siebie… - przerażało mnie to jej spojrzenie, jakby naprawdę wszystko wiedział, czuła i słyszała.
- Ale skąd ja mam pewność, że pani naprawdę znała moją babcię, Bartka i mnie? Skąd mam pewność, że nie obserwuje pani przez cały czas klatki i po prostu nie widziała pani jak kilka razu u niego byłam?
- Nie musze ci niczego udowadniać, postąpisz jak uważasz. Ja jestem tutaj tylko, żeby ci coś uświadomić i dać znak.
- Jaki znak? – przeszedł mnie dreszcz. Była dziwna. Serio chyba zacznę się bać staruszek.
- Chyba czas, żebyś już wracała do domu. – spojrzała wymownie na zegarek, podniosłam się z miejsca i ostatni raz na nią spojrzałam, nadal na jej ustach gościł ten pogodny uśmiech, który nie zszedł przez całą rozmowę. Wyszłam z mieszkania z głową pełną niepewności. Teraz nie wiedziałam już nic. I nadal nie wiem kim jest ta staruszka, ani skąd wiedziała, że Bartek i ja… Że…
Wyjaśniła mi tylko dlaczego Bartek nie otwierał drzwi. Wyjechał, bez pożegnania. Na Ligę? Tydzień przed czasem? Pewnie pojechał do rodziców… Ale nie zadzwonił? Boże, to przeze mnie wyjechał. Tak nie powinno być, może starsza pani miała rację, kocham go? O kurcze, co to za dziwne ukłucie w okolicy żołądka? I mrowienie na całym ciele? Objawy grypy żołądkowej?

~*~

- Miłość – zawyrokowała Izka, kiedy pół godziny później siedziała przede mną z jabłkiem w ręce, podwiniętymi nogami na czekoladowej sofie, szerokim uśmiechem na ryjku i błogim spojrzeniem.
- Nie, nie, nie, nie, nie… To na pewno grypa. Dlatego mnie mdli! Mówię ci! Nie dam się więcej wrobić w żadne schizowane mowy na temat mojego serca i rozumu. I dlaczego ty masz na sobie różowy sweter?
- Co ty masz do mojego różowego swetra?
- Boję się starszych pań w różowych sweterkach… - poker face
- Rozumiem. A właściwie nie rozumiem? Czy ja jestem starszą panią?! – wyłupiła na mnie gały.
- Nie, ale za kilkadziesiąt lat będziesz i to mnie przeraża.
- Przeraża cię to, że się starzejemy? – ugryzła jabłko i wpatrywała się we mnie niezidentyfikowanym wzrokiem
- Nie?
- Przeraża mnie to, że… Starsze babcie są przerażające.
- Ok… - powiedziała powoli – a jaki to ma związek z moim różowym swetrem?
- No duży….
Opowiedziałam jej całą historię dzisiejszego dnia czyli starszej pani, miętowej sofy, różowej herbatki i mądro-niemądrej rozmowy.
- No i babcia miała rację! Babcia na prezydenta! Albo nie, na papieża! – zrobiłam facepalma i spojrzałam na nią z politowaniem.
- Wcale, że nie miała, ale teraz mi nie chodzi o to, czy miała, czy nie miała, tylko kim ona, do miętowej sofy, jest.
- No to co? Idziemy zrobić jurto wywiad środowiskowy, wypytamy co i jak i…
- Nie możemy teraz?
- Misiek chce mi coś pokazać i muszę lecieć za kilka chwil. – błogi uśmiech.
- Hej! Przyjaciółeczko! Tyle masz mi do powiedzenia? Myślałam, że skoro dzwoniłaś tyle razy to masz mi coś naprawdę ważnego do zakomunikowania. – byłam oburzona.
- Oj no…
- Poza tym, umówiłyśmy się na dzisiaj w końcu nie?
Chrząknęła znacząco.
- Kto się umówił, ten się umówił… Nie zdążyłam ci powiedzieć, że wieczór mam zajęty, a poza tym przyszłam bo musiałam sprawdzić, czy żyjesz…
- Ah, czyli jak żyje to masz mnie już między pośladkami, tak?
- Mania… - przytuliła mnie – to nie tak. Misiek jak chce mi coś pokazać to muszę iść, bo inaczej się obrazi a jak on się obraża, to może siedzieć w tym garażu bardzo długo i z niego nie wychodzi.
- A co on ci w ogóle chce pokazać?
- Nie wiem… - ale ja wiem, na pewno jakiś kolejny durny stary samochód, który będzie trzymał w garażu… Ja nie wiem, ten ich garaż nie jest jak damska torebka – wpakowała już tam kilka aut a cały czas ma miejsce na nowe. A może przez ich garaż przechodzi się do Narni i tam je właśnie trzyma? Mniejsza z tym… - powiedział, że to niespodzianka.
Iza była taka szczęśliwa… Miłość zaślepia, a ja na razie nie mam ochoty tracić trzeźwości postrzegania, no może trochę, ale na pewno nie za sprawą faceta, więc będę trzymała to gówno na dystans.
Wybiegła cała w skowronkach, a ja tak jak każdego wieczoru od ostatniej rozmowy z Kurasiem włączyłam powtórkę jakiegoś meczu tylko po to, żeby na niego patrzeć.
Jestem chora!

{Bartek}

- Jarski! Gdzie są moje kanapki, ja się pytam! – wydarłem się na rudego, który kończył przeżuwanie.
- Ja nie mam rudego pojęcia – i jeszcze bezczelnie beka po moim cudownym obiedzie.
- W takim razie ja nie mam… blondowego pojęcia gdzie są twoje piwa z lodówki.
 Rozwaliłem się na jego kanapie z puszką złotego napoju.
- Kpisz sobie, czy o drogę pytasz? – przerwał grzebanie w zębach – a poza tym, stary dzisiaj wychodzimy na miasto!
- Łoł, uhu, aha… yeah – odwalaliśmy dzikie tańce na środku salonu. – ale obiecaj, że się łaaaadnie zabawimy! – prawa brew powędrowała mi do góry, aż czoło się zmarszczyło
- Masz to jak w banku, bracie.

~*~

Na imię miała chyba Marta, tylko tyle zapamiętałem. Czy ja mam słabość do imiona na „M”?

{Mania}

- Prawie zapomniałam, dostałam dwa bilety na LŚ do Katowic – powiedziałam od niechcenia, kiedy razem z Izką szłam na ten cholerny „wywiad środowiskowy”. Nawet ładnie określenie na „zaczerpnięcie jak najwięcej informacji na temat tajemniczej staruszki od kogokolwiek”.
- CO?! – Izkę dla odmiany taka wiadomość wmurowała w chodnik. – Od kogo? – zbierała właśnie szczękę, po tym jak prawie została rozpłaszczona na ulicy przez rozpędzoną ciężarówkę, a ona tak boi się dentysty… - Głupie pytanie, wiadomo, że od niego, ale… Czyli starsza pani miała rację, kocha cię.
- Pfffff. – oplułam się – Jasne… Nie przesadzajmy, to tylko bilety, tak? Możesz sobie wziąć, pojedziesz z Miśkiem.
- Zwariowałaś? – spojrzała na mnie tak jakbym co najmniej powiedziała jej że zaszłam w ciążę z Kaczorem Donaldem.
- Nie? Zwariowałabym, gdybym chciała tam jechać…
- Nie, nie, nie! ON chce, żebyś tam była.
- A co jeśli JA nie chcę?
- Jesteś walnięta…
- Za to mnie kochasz? – szeroki uśmiech i niepewność w oczach.
- Jestem twoją prawie siostrą i wspieram cię we wszystkim, nawet jeśli to jest głupie, no ale nie aż tak! Mania, nie pozwolę, żebyś siedziała przed telewizorem i oglądała ten mecz, a potem ryczała przez resztę życia i pluła sobie w twarz, że nie pojechałaś. Znam cię!
- Nie zamierzam go oglądać. – skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Powtarzam, znam cię, ciołku! Zresztą, wrócimy do tego później. – doszłyśmy do jego bloku i.. o-oł. Grypa żołądkowa nasiliła swoje objawy. A może ja po prostu jestem uczulona na coś co unosi się tutaj w powietrzu... Wiem, być może są tutaj jeszcze jakieś cząsteczki perfum Kurka? Zazwyczaj takie objawy nasilają się również, kiedy isę do mnie zbliża. Tak, to na pewno to.
- A… Wymyśliłaś już może jak wejdziemy na klatkę? Przecież drzwi są zamknięte, ciołku. – zmierzyłam ją kpiącym spojrzeniem
- Zadzwonimy do kogoś.
- O, dzień dobry. My chciałybyśmy przeprowadzić wywiad środowiskowy, bo pewna starsza pani… Ok., nieważne. Chodzi o panią spod numeru pięć, czy ona nie jest dziwna? Nie nęka państwa? Nie jest zwykłą wizjerową podglądacką? A może w swojej sypialni ma pełno zdjęć Bartosza Kurka, bo jest seryjną morderczynią i chce go zabić a przy okazji jego dziewczynę, lub po prostu jest emerytowaną paparazzi i pisze reportaż do swojej starej gazety o życiu osobistym B. Kurka? A tak w ogóle, wpuszczą nas państwo na klatkę? – wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu.
- Ale pod piątką nikt nie mieszka… - poskoczyłyśmy równocześnie. Za nami stał mężczyzna średniego wzrostu, z wąsem i torbą listonosza na ramieniu.
- Jak to nikt nie mieszka? – zapytałyśmy znowu równocześnie. Spojrzałyśmy na siebie przelotnie aby po chwili wlepiać gały w domniemanego listonosza.
- No po prostu, od dawna już mieszkanie stoi puste, na drzwiach wisi ogłoszenie, że mieszkanie jest do wynajęcia. – szczerze? Miałam ciarki na całym ciele. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam.
- Ale to nie możliwe, bo widzi pan… Wczoraj byłam w tym mieszkaniu, jestem tego pewna! Zaprosiła mnie do środka starsza pani, właściwie nie wiem nawet jak się nazywała, bo nie powiedziała mi nic o sobie… Jestem pewna, że to był numer 5. – próbowałam przekonać samą siebie.
- Być może ktoś to mieszkanie wynajął, ale poczty i tak nie dostaję na ten adres.
- Mówił pan, że na drzwiach wisi kartka z informacją o wynajmowaniu? – Iza wiecznie oprzytomniała
- Tak… Otworzę drzwi. – szybkim ruchem wpisał kod, a drzwi się otworzyły.
Iza podbiegła do drzwi z wytłoczoną piątką. Zadzwoniła pod numer z ogłoszenia. Chwilę czekała, zapytała o wynajęcie i zwróciła się do mnie:
- Mania, właściciel mówi, że mieszkanie stoi puste, bez mebli, a oferta wynajmu nadal jest aktualna.
Po moim ciele przeszła kolejna fala dreszczy. Jestem pewna, że to była piątka.
- Proszę pana! - krzyknęłam za listonoszem – pan orientuje się kto mniej więcej tutaj mieszka?
- Raczej tak…
- A może mi pan powiedzieć, w których mieszkaniach są jakieś starsze panie?
- Tutaj raczej nie mieszka żadna starsza pani. To raczej blok z młodymi osobami, wie pani, bardzo blisko do wszystkich uczelni… Mieszkają tu głównie studenci.
- Musi tutaj gdzieś mieszkać jakaś starsza pani! – mało brakowało a rzuciłabym się na niego i wydusiła cholerny numer czy tego chciał czy nie. Cała się trzęsłam.
- Może pani sprawdzić 9, ale nie jestem pewien, czy jeszcze tam mieszka. Do widzenia. – wyszedł z klatki jak gdyby nigdy nic. Poprawka, najpierw rzucił na nas spojrzenie mówiące jednoznacznie „idioci, wszędzie idioci”.
Bez zastanowienia pobiegłam pod 9 i zaczęłam walić jak szalona.
Otworzyła mi młoda kobieta i uraczyła mnie pełnym pogardy spojrzeniem.
- Czego? – rzuciła
- Przepraszam, czy mieszka tu jakaś starsza pani?
- Nie! – zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Usłyszałam jak drze się do kogoś w środku, że to znowu jacyś jebani muzułmanie (bez obrazy dla tej religii) chcą ich zaprosić na jakieś zgromadzenie, ale czy ja wyglądam na muzułmankę?!
- Zadzwoń do nich jeszcze raz i powiedz, że chcemy obejrzeć to mieszkanie. – zwróciłam się do Izy, kiedy zbiegałam powrotem pod piątkę.
Facet od mieszkania powiedział, że sąsiadka z góry ma klucz i ona nas oprowadzi. Zgadnijcie pod jakim numerem mieszka ta cała sąsiadka od klucza.
- O nie! Czego znowu?! Mówiłam, że nie mam starszej baby w domu! – wpatrywała się na nas groźnie zza uchylonych drzwi, tym razem otworzyła je z łańcuszkiem.
- Nie nie, ja w sprawie mieszkania. – zamknęła drzwi, żeby za chwile pojawić się w nich z pękiem kluczy w ręce.

- Oto ono... – powiedziała niechętnie. Chyba nie uśmiechała się do niej myśl, że mogłabym być jej sąsiadką, mi zresztą też. Wolałabym być połknięta przez Głodzillę. Ale nie o to chodziło, wparowałam do mieszkania jak tornado i zatrzymałam się na środku salonu.
- To tu! – pokazałam palcem jeden koniec pokoju – tu stała miętowa sofa – a tu – wskazałam na moje stopy – tu stała ława! – mieszkanie było puste. O co tu chodzi? Stałam jak wmurowana, za moment obracałam się wokół własnej osi i znów stałam w osłupieniu. Nie było niczego, podłoga i białe ściany, nic więcej. A wczoraj wszystko było. Wszyściuteńko znikło w ciągu jednej doby. Przemalowali nawet ściany! Ale jak?!?! Nic z tego nie rozumiałam…

{Bartek}

- Ło staaaaary, jak dobrze, że do Spały jedziemy dopiero jutro, bo dzisiaj bym tego nie przeżył…
- Ta. – zgodziłem się z Jarskim i poprawiłem zimny okład na czole. – Jak twoja miała na imię?
- Chyba Karolina, ale mogę się mylić co do ośmiu literek, reszta na pewno jest dobrze.
- Ale jej imię składa się z ośmiu liter.
- No właśnie? – spojrzał na mnie jak na tępaka. – czy to ważne jak miała na imię? Na drugie miała chyba Kocica, albo jakaś Diablica… Jeszcze w życiu się tak dobrze nie bawiłem… - dalej go już nie słuchałem. Nie miałem ochoty wysłuchiwać jego preferencji łóżkowych. Na pewno nawet nie zauważył jaki kolor miała włosów.
- Blondynka…
- Kuba, myślisz, że ona przyjdzie?
- Karolina? Ty dzisiaj znowu chcesz je zapraszać do domu?
- Nie, bałwanie! Majka.
- To twoja miała na imię Majka?
- Ogarnij się wreszcie człowieku! Ja o mojej Mani mówię! Czy do Katowic przyjedzie!
- A ile jej tych zaproszeń wysłałeś?
- Dwa. – zastanowiłem się. – W sumie to po co jej dwa? Na pewno dla Izy załatwił Misiek…
- Misiek? Winiarski w sensie, czy Kubiak?
- Winiarski chyba, a z resztą nie wiem… Wiem tylko że chodzi z Miśkim, a on mi cholera nic nie powiedział.
- A to szmaciarz! Już ja mu pojadę na Igrzyska, ja mu pojadę. Tak go po Lidze urządzę, że się do emerytury z kontuzji będzie lizał.
Przybiliśmy piątki i nadal leżeliśmy ja w fotelu, z nogami na stoliku, a Jarosz na kanapie z nogami na oparciu.

9 komentarzy:

  1. Dziękuję za pozdrowienia :D
    "Kpisz, czy o drogę pytasz?" - jeden z moich ulubionych tekstów, a przy "ciąży z kaczorem donaldem" oraz "mogę się mylić, co do ośmiu literek, reszta na pewno jest dobrze" uśmiałam się, jak głupia! :D rozdział naprawdę fajny, co do staruszki to miałam jakieś nieodparte uczucie już na początku, że ona "zniknie". Nie mam pojęcia kto to, ale czekam na kolejny rozdział! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnee , fajnee .

    Pisz dalejj ♥ Uwielbiam twoje rozdziały .

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie znowu nowy x.x http://xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com/2012/08/rozdzia-70.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kolejny rozdział na http://xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com/ ;)

      Usuń
  4. Dziękuję za pozdrowienia;* Kurcze kim ta starsza panio oprócz sąsiadki Bartka może być? Jasnowidzką czy jak to się tam zwie?;p O będzie sie działo w Katowicach oj będzie ja to czuję;D Wiesz co teraz w hnocy to będę bała się zasnąć przez tą akcję z tym pustym mieszkaniem;p

    czekam na nowy;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fragment o staruszce mnie przeraził! :P Bardzo mi się podoba! Mania jest cudowna! Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały! Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. zapraszam na nowy rozdział na:http://nie-odchodz.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  7. xxlittle-xdiffrent-fckn-gnr.blogspot.com/2012/09/rozdzia-73.html a więc u mnie pojawił się nowy rozdział + info. Zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nowy rozdział na http://nie-odchodz.blogspot.com/ Byłoby mi bardzo miło gdybyś pozostawiła po sobie ślad;)

    OdpowiedzUsuń