Za błędy językowe, interpunkcyjne, ortograficzne i inne takie z góry przepraszam, ale nie chce czytać tego jeszcze raz, bo się rozmyślę, bo to co tam jest, to zupełnie nie powinno się wydarzyć, napisałam to pod wpływem impulsu i takie tam... ;p miłego czytania i mam nadzieję że nie przestaniecie mnie lubić - jeśli zaczęliście w ogóle :D
btw. długi i nudny wyszedł, no ale co ja poradzę no?
~*~
Mania
Rozdział IX.
"Kałuża, Isia i Misia, nie mam gdzie spać, Kurek to dziecko i 18+, czyli WTF, gdzie jest Mania i co się z nią stało."
-
Na długo się zatrzymujecie? – wreszcie zostaliśmy sami.
Michałowi znudziło się ganianie tych przygłupów i chyba postanowił bliżej
poznać niedoszła dziewczynę, a Kurek wyrwał mnie z chciwych rąk siatkarzy. Mi
tam nie przeszkadzali, ale chyba musiałam pogadać z Bartkiem na poważnie.
-
Właściwie to jutro rano pasowałoby wrócić do domu.
-
Tak szybko? To bez sensu, jutro przecież sobota...
-
Tak, ale o 14 mam dodatkową próbę ze starszakami, wiesz jak
jest...
-
Na pewno sobie bez ciebie poradzą.
-
Musimy przećwiczyć cały układ. – wstałam z ławki i ruszyłam w
nieznanym kierunku. Bartke po chwili zrównał się ze mną.
-
Zostań...
Jak mogłabym przejść obojętnie
wobec tej szczenięcej minki? Zaśmiałam
się, już prawie zapomniałam jak on śmiesznie wtedy wygląda.
-
Zabiją mnie.
-
Umrę razem z tobą – puścił do mnie oczko.
-
Bartek... – westchnęłam – Nie o tym mieliśmy rozmawiać –
szliśmy przez ulice Katowic, przez ulice których nie znałam, z resztą Bartek
chyba też nie. Ale nie o tym teraz powinnam myśleć.
-
Wiem, więc... po tym co się ostatnio stało trochę myślałem i
chyba miałaś rację z tym kombinowaniem. Jest dobrze tak jak jest.
-
Nareszcie – odetchnęłam z ulgą – witam z powrotem braciszku. –
wrócił mój Bartek, zniknęło skrępowanie i napięcie. Kurek śmiał się jak
dawniej, tulił mnie bez żadnych podtekstów, a ja mogłam teraz spokojnie spać. –
już myślałam że nigdy się nie ogarniesz.
-
Ciekawi mnie jedna rzecz. Czemu ty właściwie wyskoczyłeś z...
takim czymś? – napiął mięśnie.
-
Sam nie wiem. Jakoś tak pod wpływem impulsu. Czasami tak się
dzieje, że mówimy i robimy rzeczy których nie chcemy. – mina myśliciela.
-
Ach, no tak. – hamowałam śmiech.
-
Wiesz... Czasami, tak to jest, tak to właśnie jest, że...
takie rzeczy się... zdarzają – mówił to śmiertelnie poważnie. A ja nie mogłam
już się pohamować i wybuchłam śmiechem.
To był mój błąd. Kurek zrobił
minę mordercy i chwycił mnie w pasie. Zarzucił mnie sobie przez ramię i zaczął
drzeć się jak opętany. Biegł w zanym tylko sobie kierunku, a ja kopałam go w
brzuch (pragnę przypomnieć, że stopy moje odziane były w glany), pięściami
natomiast boksowałam plecy. Cóż za szaleniec!
-
Puszczaj mnie ty mała wredna osiko! – darłam się w niebogłosy,
co go jeszcze bardziej rozwścieczyło. Jak tak pomyśleć to jednak potrafił
rozładować atmosferę. Szkoda, że w taki sposób.
Puścił mnie, aczkolwiek upadłam
niefortunnie w kałużę. O nie, tego to już mu nie wybaczę...
-
Ty idioto! Myślisz sobie że jak jesteś tym sobie wielkim
Baroszem hooooooot Kurkiem to ci wszystko wolno? W kałużę? Czy ty właściwie
myślisz? – uderzałam pięścią w powierzchnię wody, jednocześnie go chlapiąc.
Czemu tylko ja miałam być brudna? Apropos, prezentowałam się bardzo BARDZO.
Wylądowałam pupą, cała byłam upryskana błotem, a z włosów na białą koszulkę
skapywała mi brudna woda vel. brudny deszcz.
-
Spokojnie, nie moja wina, samo się jakoś... wiesz jak mnie
brzuch przez ciebie boli? – ruszył z pomocną dłonią, którą pociągnęłam tak, że
wylądował koło mnie. – A to już było nie potrzebne! – rzucił oskarżycielsko,
ale odechciało mu się kiedy spojrzałam na niego spode łba.
Siedzieliśmy ociekając błotem,
może w innych okolicznościach to byłoby nawet śmieszne, ale...
-
No i co my im teraz powiemy, geniuszu?
-
Nie wiem, że się potknęliśmy? – sztuczny uśmiech.
-
No jasne, czasem są mało domyślni, ale bez przesady. Iza
zacznie sobie coś wyobrażać a potem będzie mnie gnębić latami, żebym jej
powiedziała co się tutaj wydarzyło.
-
Oj no weź, przecież nie jest tak źle. Siedzimy sobie sami, w
kałuży... zawsze mógłby padać deszcz – spojrzeliśmy wystraszeni na niebo. No
tak, czerwiec lubi burze... Tak właściwie to ciekawi mnie skąd się tutaj wzięła
tak głęboka kałuża. Dziwne.
-
Obyś nie wykrakał bo wtedy to już chyba na pewno byłbyś
martwy.
-
Nie może być chyba i na pewno w jednym zdaniu obok siebie! –
wymądrzał się.
-
U mnie może!
-
To tak jakbyś powiedziała lubię cię ale mam cię w dupie.
-
No bo może lubię cię ale mam cię w dupie?! I może bym nie była
mega zła ale bym cię zabiła? Ale tylko chyba bo mogłoby mi się nie chcieć bo
mógłbyś być mi obojętny, hę?- wstał i odszedł, powiedziałam coś nie tak?
Przecież to czysto teoretycznie było... ej ale gdzie on poszedł? – Bartek? –
skąd ja mam wiedzieć którędy do tego hotelu? – Bartuś? Bartek?! Kurek! Do jasne
cholery nie rób sobie jaj i wracaj tu! – serio zaczynam się bać. Jest noc tak
właściwie, a ja siedzę sama, w kałuży... – Bartek no błagam! – wstałam i
pobiegłam w kierunku w którym zniknął ale nigdzie go tam nie widziałam.
-
Bu! – ktoś złapał mnie za ramię
-
Idioto! Mogłam zginąć, znowu zachowujesz się
nieodpowiedzialnie.
-
Przepraszam mamusiu – nabijał się ze mnie, w ogóle nie wczuwał
się w sytuacje.
-
Dobra, skąd my przyszliśmy?
-
No to ty nie wiesz? – zrobił zdziwioną minę
-
No chyba gdybym wiedziała to bym się nie darła jak opętana,
tylko bym wróciła, nie? – spojrzałam na niego jak na idiotę, którym chyba był
-
No i co my teraz zrobimy? – zrobił jeszcze większe oczy
-
Nie wydurniaj się tylko prowadź. – spojrzałam na niego
wzrokiem mówiącym, że niue nabiorę się na jego kolejny żarcik.
-
Ale ja naprawdę nie wiem gdzie iść – teraz przybrał poważny
wyraz twarzy, wystraszył mnie troszkę.
-
Serio? – uważałam żeby się nie wkręcić
Pokiwał głową, a ja zaczęłam panikować
-
No i jak my teraz wrócimy? Zostaniemy tu na zawsze! Jutro
znajdą nas twoje fanki i mi cię zjedzą, wydłubią mi oczy, żebym już nigdy w
życiu nie poznała żadnego siatkarza i powieszą mnie na czubku wieży Eiffla
gdzie codziennie miliony szpaków wron i sępów będzie wyjadać a raczej
wydziobywać moje wnętrzności. Kurek, czy ciebie to bawi? – przerwałam słowotok,
bo Bartek wyraźnie powstrzymywał się od śmiechu
-
Właściwie to tak. – wybuchnął – Fanki nie zjedzą mnie tylko
rozedrą, bo każda będzie chciała mieć jakąś część mnie, nie wydłubią ci oczu bo
jak dostaną mnie, nikt nie zwróci uwagi na ciebie, w Paryżu nie ma szpaków wron
ani sępów, a poza tym znam Katowice jak własną kieszeń. – śmiał się w niebogłosy.
-
Bardzo zabawne, no naprawdę, zimno mi! Możemy już iść? –
obraził mnie. Pałka się przegła. Mam go dość. I pomyśleć że tak za nim
tęskniłam. Pfff.
Ciągle się śmiejąc złapał mnie za
rękę, którą od razu mu wyrwałam i prowadził mnie w kierunku hotelu. Mam
nadzieję, że wszyscy poszli już spać i w naszym (czyt. Moim i Izy) nie będzie
już zgrai wielkoludów.
Przez całą
drogę nie odezwałam się do niego ani słowem, bądź wydobyłam z siebie ledwie
zrozumiane „no” i „nie”. Kurek przepraszał kilkakrotnie ale sam już nie
wiedział za co przeprasza i odpuścił sobie te cyrki. Ja nie chcę przeprosin,
być może jestem już zmęczona, być może to przez środek owulacji a być może to z
nadmiernej tęsknoty Kurka. Nie wiem, na razie myślę tylko o tym, żeby się
wykąpać i iść spać.
Wszedł ze
mną do pokoju, chyba tak na wszelki wypadek, w razie gdybym się musiała
tłumaczyć dlaczego tak wyglądam.
Nie
potrzebnie, na przeciwległych łóżkach siedzieli tylko Iza i Misiek W.
Pochłonięci rozmową do tego stopnia, że mnie z początku nie zauważyli.
Chwyciłam z torby kosmetyczkę, drugą ręką chwyciłam Kurka i wyciągnęłam go na
korytarz. Iza zdążyła tylko wydukać: „my tutaj tylko sobie... hę? Co ci się
stało?”. Niestety, zostawiłam ich z setkami niewyjaśnionych pytań.
Kurek też
nie bardzo wiedział o co chodzi.
-
Niech sobie gadają, a ja się umyje u ciebie. – uśmiechnęłam
się serdecznie. Chyba po tamtym obrazku odechciało mi się na niego gniewać.
-
A ja to niby gdzie? – zapytał niepewnie
-
No ty... albo zaczekasz i pójdziesz po mnie albo załatwisz
sobie inną łazienkę.
-
W środku nocy? – nie słuchałam go, tylko zatrzasnęłam mu przed
nosem drzwi do jego łazienki.
Ciepło zawsze dobrze robiła na
moje samopoczucie, mogłabym tak stać pod strumieniem parującej wody do końca
świata. Nie wypłoszyłby mnie nawet atak zombie, ani trzęsienie ziemi. No chyba
że Kurek wali jak oszalały w drzwi, wtedy mogę ewentualnie wyjść.
-
No już idę! – odkrzyknęłam wycierając się ręcznikiem, chyba
Kurka. Ewentualnie Winiara.
Tak, przecież to też pokój
Michała. Biedaki dostali taki przydział tylko dlatego, że jest jakaś nowa pani
organizator, która kompletnie ich nie zna i nie wie, że na przykład Winiar
lepiej by się czuł w pokoju z Gumą, a Kurek z Jaroszem. Mniejsza z tym,
przeżyją przecież.
Ups. Zapomniałam o pidżamie.
-
Siurak – powiedziałam przeciągle i wystawiłam lekko głowę zza
drzwi. Uf, był sam.
-
Jaki Siurak? – nie, tak nie lubi.
-
Bartuś, rzuć mi jakąś swoją koszulkę.
-
Znowu zapomniałaś? – zaśmiał się i rzucił z moją stronę czarną
ze Star Trekiem
-
Dzięki – wysłałam mu buziaka w powietrzu.
Pospiesznie ją naciągnęłam i
wyszłam z łazienki wycierając włosy ręcznikiem. Często ich nie rozczesywałam,
bo to zajmuje dużo czasu. Bartek był już umyty, suchy i uczesany. Jak on to
zrobił tak szybko?! No tak, to facet...
Rozłożył
się na całej długości łóżka a ja w sumie nie wiedziałam co teraz robić. Chyba
musiałam zaczekać, aż Michał wróci, nie chciałam przecież im tam przeszkadzać.
Usiadłam na brzegu michałowego łóżka i przypatrywałam się mojemu przyjacielowi
męczącemu się z ustawieniem odpowiedniej częstotliwości w radiu.
-
Bartek, przecież jest środek nocy, co ty chcesz tam ustawiać?
Nie ma żadnej audycji a w radio puszczają same wolne piosenki, uśniemy za
wcześnie.
Zaśmiał się, ale nie odłożył
radia.
-
Jak myślisz, kiedy skończą gadać? – zastanawiałam się jak
długo tu zostanę.
-
Nie wiem, Michał zazwyczaj nie siedzi w pokoju u lasek i nie
gada z nimi w nocy. – przerwał mu SMS.
Iza: „Śpij u Bartka, Michał jest świetny, nie da się
przestać z nim nawijać. Kocham cie, baw się dobrze”
Odpisałam „nawzajem” i powiedziałam Bartkowi, że zostaje na noc. Na chwilę przerwał majstrowanie przy radiu, ale tylko na moment, żeby spojrzeć na mnie spod uniesionej wysoko prawej brwi i powrócić do wcześniejszej czynności.
Odpisałam „nawzajem” i powiedziałam Bartkowi, że zostaje na noc. Na chwilę przerwał majstrowanie przy radiu, ale tylko na moment, żeby spojrzeć na mnie spod uniesionej wysoko prawej brwi i powrócić do wcześniejszej czynności.
Położyłam się na michałowym łóżku i nuciłam pod nosem
melodię Staiway to heaven. Nie wiem co mnie naszło.
-
Mania... – oho! Coś się będzie działo. Kurek niebezpiecznie
przeciąga moje imię
-
No?
-
Zaśpiewaj mi kołysankę – moje usta same wykrzywiły mi się w
uśmiech.
-
Nie.
-
No ale dlaczemu? Przecież ty ładnie śpiewasz, a skoro śpisz na
łóżku Winiara to musisz mi go zastąpić.
-
Boję się spytać co takiego robi jeszcze Michał przed snem. –
chytrze się zaśmiał
-
Nic takiego - odpowiedział z miną niewiniątka. Boję się go.
-
O mamusiu... może ja do niego zadzwonię i zapytam jakie
kołysanki lubisz, co?
-
Nie! – zerwał się – nie no co ty nie będziemy im przeszkadzać
– ledwo opanował głos.
-
Ok., więc jakie kołysanki lubisz?
-
Obojętnie – przybrał obojętny ton i spuścił głowę bawiąc się
rąbkiem swojego koca.
-
AAAAAaaa, kotki dwa, szarobure obydwa. Może być?
-
No dawaj – zaśmiał się, jego radość mnie coraz bardziej
przeraża, zaraz wyciągnie misia spod łóżka i wsadzi kciuk do buzi.
-
Ale już skończyłam.
-
Tak krótko? – był wyraźnie zawiedziony.
-
Jak jesteś taki mądry to sobie poszukaj jakiejś kołysanki w
tym swoim radiu które trzeszczy mi koło ucha i się nie mogę skupić –
pospiesznie je wyłączył.
Nastała cisza, zamknęłam oczy. Chyba jest usatysfakcjonowany
i pójdzie spać.
-
Mania... – nie! Znowu przeciąga moje imię
-
Śpij! – burknęłam niezrozumiale, a już mi było tak dobrze.
-
Ale ja nie zasnę.
-
Czemu?
-
Bo mi zimno.
-
Mam cię przykryć kołderką? – zakpiłam
-
Nie, to nic nie da. – znów cisza, chyba myśli – Potrzebuję
raczej 36,6 stopni koło siebie.
-
Chyba ci nie pomogę, bo zazwyczaj mam 36,5 stopnia,
zamarzniesz... Śpij!
-
Ej no... chodź tu. – rozchyliłam powieki o 0,01mm. Kurek
podniósł koc i machał do mnie zachęcająco ręką.
-
Ok., ale daj mi człowieku spać. – niechętnie wyszłam spod
swojego koca i położyłam się plecami do niego.
Nareszcie, cisza.
-
A myślisz, że Michał i Iza już śpią?
-
Kurek na litość boską,
na pewno! I ty też powinieneś, bo inaczej mnie Anastazi zabije.
-
Dobrze mamo. – zamruczał mi do ucha.
Znowu cisza, niech on już zaśnie.
-
Bartek! Bierz te łapy z mojego brzucha.
-
Ale jak się do ciebie przytulę to mi będzie ciepło.
-
Jasne, a to, że jak będę uduszona, czyli martwa, będę zimna,
cię nie rusza?
Zwolnił uścisk, ale powoli jego ręką zjechała niżej.
-
Na udach mam łaskotki.
-
Ojć, przepraszam.
Cisza.
Niewygodnie, przekręciłam się na drugi bok. Z ręką na jego
plecach wypuściłam mocniej powietrze, a ten pajac zaczął się śmiać.
-
No czego znowu?! – byłam już lekko mówiąc zirytowana, do tego
stopnia, że otworzyłam oczy zobaczyłam rząd białych ząbków, zarysowanych w
ciemności bardzo blisko mojej twarzy.
-
Łaskoczesz oddechem.
-
Ok., zaraz sobie idę...
-
Nie! Nie zasnę bez ciebie.
-
Ze mną też nie. – zamruczał i przyciągnął mnie mocniej za
plecy.
To chyba znaczyło że damy radę. Ok.
Muskał oddechem mój polik, z czołem przyciśniętym do mojego.
Teraz chyba ja nie zasnę.
Co to ja ostatnio...? A Bartek to mój przyjaciel i w ogóle
mnie nie pociąga. Ani troszeczkę. No bo przecież istnieje jeszcze coś takiego
jak przyjaźń damsko męska... chyba. Nie żadne chyba Mania, tylko na pewno!
Bartek jest dziecinny i upośledzony, jak takie coś mogłoby mnie pociągać. Ale
ma duże dłonie, a ja uwielbiam duże dłonie... Ale ma wielkie uszy a tego już
nie lubie... no dobra, u niego lubię. Jest strasznie wkurzający i nie mogę go
znieść. Poprawił się i wylądował z nosem w moich wilgotnych włosach.
-
To mój szampon?
-
Możliwe...
-
Zapomniałaś swojego? – śmiał się ze mnie.
-
Możliwe...
-
Serio? Wiedziałem, że o czymś musiałaś zapomnieć. Skąd
wiedziałaś że to mój a nie Winiara?
-
No chyba wiem jak pachnie twój szampon, nie? – no chyba skąd?
To wcale nie jest normalne. Po co mi wiedzieć jak pachnie jego szampon?
Zresztą, skąd ja wiem takie rzeczy?!
-
Skąd wiesz? – czyta mi w myślach? Musi mi zadawać takie trudne
pytania tak późno w nocy?
-
Śpij!
-
Zaraz, zaraz. – zniżył się ponownie, był ze mną oko w oko. –
skąd wiesz jak pachnie mój szampon? – uśmiech nie schodził mu z twarzy. Więc
dla niego to nie było chore? To był tylko kolejny powód, żeby się ze mnie
ponabijać?
-
Zgadywałam, ok.? – zadaje mi jakieś niedorzeczne pytania i
jeszcze oczekuje odpowiedzi.
-
Nie ok... Przyznaj się
-
Co? – nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
-
No przyznaj się, że ci się podobam.
-
Co?! Kpisz sobie ze mnie?
-
A jak inaczej wytłumaczysz to, że wiesz jak pachnę?
-
Bartek, jesteś dla mnie jak brat, znam cię i wiem jak
pachniesz, proste. Nie stwarzaj jakichś sztucznych problemów i nie komplikuj.
Pasuje nam ten układ, nie?
-
Nie. – to powiedziawszy wpił się w moje usta, zaniemówiłam,
znieruchomiałam i kompletnie nie wiedziałam co się dzieje.
Koniec tego dobrego, choćby Iza miała mi tego nie wybaczyć
do końca życia, nie będę spała z nim w jednym pokoju! Odepchnęłam go i biegiem
ruszyłam do mojego tymczasowego lokum. Jego ręce zatrzymały mnie przy samych
drzwiach kiedy to już zamachnęłam się, żeby w nie walnąć.
-
Puszczaj mnie, rozumiesz? Nie będę spała z kimś kto nie potrafi
opanować swojego popędu. – tupnęłam nogą niczym mała dziewczynka
-
Mania... posłuchaj, przepraszam. To już się więcej nie
powtórzy, tylko im nie przeszkadzajmy dzisiaj. – jego błagalna mina była
paskudna. Do tego stopnia paskudna, ze nie mogłam się oprzeć.
Wpiłam się z powrotem w jego rozchylone wargi, a rękoma
oplotłam jego szyję. Złapał mnie za pośladki i podciągnął do góry, nogami
oplotłam jego plecy. W takiej pozycji wróciliśmy na bartkowe łóżko, nie
rozłączając ani na moment ust.
Błądził dłońmi pod moją koszulką, pieścił brzuch, plecy,
zjeżdżał na pośladki i uda. Bawił się mną, całował szyję, bawił się włosami, co
rusz przystawał, zaglądał głęboko w oczy, jakby niepewnie. Rozłożyłam ramiona,
żeby mógł zdjąć mi swoją koszulkę, pomogłam uwolnić mu się ze swojej. Rękoma
przytrzymał moje nad głową, sam obsyłał mnie pocałunkami, pieścił językiem
szyję, piersi, zagłębienie między nimi, brzuch, podbrzusze. Delikatnie całował
w okolicach majtek. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa. Kiedy zbliżył się na
niebezpieczną odległość spojrzał głęboko w moje oczy, ale nie zobaczył w nich
nic innego niż pożądanie. Delikatnymi ruchami zsunął je na uda. Kilkakrotnie
pocałował wewnętrzną stronę ud. Zsunęłam z niego bokserki. Nie pozostawałam
dłużna w pieszczotach. Bawił się myszką, gładził ją z początku delikatnie, z
każdą upływającą chwilą mocniej. Czułam jakbym za moment miała eksplodować. Raz
był nade mną, raz pod, bawił się ze mną w kotka i myszkę. To dotykał mnie i
wodził dłonią po całym ciele, to odsuwał się i tonął tylko w pocałunkach. Nagle
przestał. Spojrzał kolejny raz głęboko, czułam napięcie i byłam świadoma tego
co za chwilę się stanie. Rozchyliłam uda, rękoma objęłam jego twarz, tę silną,
stanowczą i pewną swoich możliwości, z drugiej strony delikatną i niepewną
mojej reakcji. Na powrót wpiłam się w jego usta co miało znaczyć że też tego
chcę.
Wszedł we mnie, nie przerwanie mnie całując, poruszał się a
ja czułam radość i rozkosz tak mocną że w innych okolicznościach nie wahałabym
się wykrzyczeć to całemu światu. Tworzyliśmy symfonię. Seks jest jak taniec.
Jeśli partnerzy do siebie pasują tworzy się niezwykłe widowisko, tańczący nie
muszą się ze sobą komunikować, porozumiewają się bez słów i idealnie znają
swoje potrzeby. Tak było i tym razem. Kochałam taniec i kochałam seks z
Bartkiem.
Znowu przez głowę przeleciała mi myśl, żeby nadal być
przyjaciółmi ale dodatkowo kochać się raz na jakiś czas. Zero zobowiązań, zero
zazdrości...
Poruszał się we mnie coraz mocniej a ja posłusznie
wykonywałam ruchy biodrami. Był niemożliwy. Poruszał się zwinnie i niemal się
nie męczył. Sportowiec jednak jest genialnym partnerem... Oddałam się rozkoszy,
błądziłam ustami po jego klatce piersiowej, rękoma ugniatałam jego pośladki a
on swoimi moje piersi. Wszedł we mnie tak głęboko jak nigdy, jakby chciał mnie
przebić na wylot. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, przyjemne ciepło rozeszło się
od czubka głowy, po koniuszki palców, była mokra od potu i szczęśliwa. Radość
rozeszła się po całym moim organizmie. Trwało to może kilka sekund, ale były to
najlepsze sekundy mojego życia. Bartek zsunął się ze mnie i opadł tuż obok.
Doszedł w tym samym momencie. Przez jakiś czas w pokoju słychać było tylko
uspokajające się oddechy, od których miarowo unosiły się nasze klatki
piersiowe.
Położyłam głowę na jego brzuchu, splótł nasze dłonie. Wolną
ręką delikatnie łaskotałam jego klatkę piersiową.
-
Mania...? - usłyszałam jego niepewny głos.
-
Ciiii, wszystko spieprzyłeś.
Poszłam się odświeżyć do łazienk. _|
jaka erotykaa, haha :D spodziewałam się, że wylądują w łóżku :D ale rozdział mi się podoba, czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńPS
Ja Cię lubię :D
jesteś mistrzem! Ja dopóki nie napisałam tego do połowy się nie spodziewałam, właściwie to zupełnie nie miałam tego w planach... :P
Usuńnajlepszy jest spontan ! :D czekam na kolejny rozdział, pisz coś kobieto! :)
UsuńU mnie nowy post, zapraszam :)
OdpowiedzUsuńDziewczyno błagam wróć! Kocham Cie czytać :(
OdpowiedzUsuń