poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 9.


 Za błędy językowe, interpunkcyjne, ortograficzne i inne takie z góry przepraszam, ale nie chce czytać tego jeszcze raz, bo się rozmyślę, bo to co tam jest, to zupełnie nie powinno się wydarzyć, napisałam to pod wpływem impulsu i takie tam... ;p miłego czytania i mam nadzieję że nie przestaniecie mnie lubić - jeśli zaczęliście w ogóle :D
 

btw. długi i nudny wyszedł, no ale co ja poradzę no?

~*~ 
Mania



Rozdział IX.

  "Kałuża, Isia i Misia, nie mam gdzie spać, Kurek to dziecko i 18+, czyli WTF, gdzie jest Mania i co się z nią stało."


-         Na długo się zatrzymujecie? – wreszcie zostaliśmy sami. Michałowi znudziło się ganianie tych przygłupów i chyba postanowił bliżej poznać niedoszła dziewczynę, a Kurek wyrwał mnie z chciwych rąk siatkarzy. Mi tam nie przeszkadzali, ale chyba musiałam pogadać z Bartkiem na poważnie.
-         Właściwie to jutro rano pasowałoby wrócić do domu.
-         Tak szybko? To bez sensu, jutro przecież sobota...
-         Tak, ale o 14 mam dodatkową próbę ze starszakami, wiesz jak jest...
-         Na pewno sobie bez ciebie poradzą.
-         Musimy przećwiczyć cały układ. – wstałam z ławki i ruszyłam w nieznanym kierunku. Bartke po chwili zrównał się ze mną.
-         Zostań...
Jak mogłabym przejść obojętnie wobec tej szczenięcej  minki? Zaśmiałam się, już prawie zapomniałam jak on śmiesznie wtedy wygląda.
-         Zabiją mnie.
-         Umrę razem z tobą – puścił do mnie oczko.
-         Bartek... – westchnęłam – Nie o tym mieliśmy rozmawiać – szliśmy przez ulice Katowic, przez ulice których nie znałam, z resztą Bartek chyba też nie. Ale nie o tym teraz powinnam myśleć.
-         Wiem, więc... po tym co się ostatnio stało trochę myślałem i chyba miałaś rację z tym kombinowaniem. Jest dobrze tak jak jest.
-         Nareszcie – odetchnęłam z ulgą – witam z powrotem braciszku. – wrócił mój Bartek, zniknęło skrępowanie i napięcie. Kurek śmiał się jak dawniej, tulił mnie bez żadnych podtekstów, a ja mogłam teraz spokojnie spać. – już myślałam że nigdy się nie ogarniesz.
-         Ciekawi mnie jedna rzecz. Czemu ty właściwie wyskoczyłeś z... takim czymś? – napiął mięśnie.
-         Sam nie wiem. Jakoś tak pod wpływem impulsu. Czasami tak się dzieje, że mówimy i robimy rzeczy których nie chcemy. – mina myśliciela.
-         Ach, no tak. – hamowałam śmiech.
-         Wiesz... Czasami, tak to jest, tak to właśnie jest, że... takie rzeczy się... zdarzają – mówił to śmiertelnie poważnie. A ja nie mogłam już się pohamować i wybuchłam śmiechem.
To był mój błąd. Kurek zrobił minę mordercy i chwycił mnie w pasie. Zarzucił mnie sobie przez ramię i zaczął drzeć się jak opętany. Biegł w zanym tylko sobie kierunku, a ja kopałam go w brzuch (pragnę przypomnieć, że stopy moje odziane były w glany), pięściami natomiast boksowałam plecy. Cóż za szaleniec!
-         Puszczaj mnie ty mała wredna osiko! – darłam się w niebogłosy, co go jeszcze bardziej rozwścieczyło. Jak tak pomyśleć to jednak potrafił rozładować atmosferę. Szkoda, że w taki sposób.
Puścił mnie, aczkolwiek upadłam niefortunnie w kałużę. O nie, tego to już mu nie wybaczę...
-         Ty idioto! Myślisz sobie że jak jesteś tym sobie wielkim Baroszem hooooooot Kurkiem to ci wszystko wolno? W kałużę? Czy ty właściwie myślisz? – uderzałam pięścią w powierzchnię wody, jednocześnie go chlapiąc. Czemu tylko ja miałam być brudna? Apropos, prezentowałam się bardzo BARDZO. Wylądowałam pupą, cała byłam upryskana błotem, a z włosów na białą koszulkę skapywała mi brudna woda vel. brudny deszcz.
-         Spokojnie, nie moja wina, samo się jakoś... wiesz jak mnie brzuch przez ciebie boli? – ruszył z pomocną dłonią, którą pociągnęłam tak, że wylądował koło mnie. – A to już było nie potrzebne! – rzucił oskarżycielsko, ale odechciało mu się kiedy spojrzałam na niego spode łba.
Siedzieliśmy ociekając błotem, może w innych okolicznościach to byłoby nawet śmieszne, ale...
-         No i co my im teraz powiemy, geniuszu?
-         Nie wiem, że się potknęliśmy? – sztuczny uśmiech.
-         No jasne, czasem są mało domyślni, ale bez przesady. Iza zacznie sobie coś wyobrażać a potem będzie mnie gnębić latami, żebym jej powiedziała co się tutaj wydarzyło.
-         Oj no weź, przecież nie jest tak źle. Siedzimy sobie sami, w kałuży... zawsze mógłby padać deszcz – spojrzeliśmy wystraszeni na niebo. No tak, czerwiec lubi burze... Tak właściwie to ciekawi mnie skąd się tutaj wzięła tak głęboka kałuża. Dziwne.
-         Obyś nie wykrakał bo wtedy to już chyba na pewno byłbyś martwy.
-         Nie może być chyba i na pewno w jednym zdaniu obok siebie! – wymądrzał się.
-         U mnie może!
-         To tak jakbyś powiedziała lubię cię ale mam cię w dupie.
-         No bo może lubię cię ale mam cię w dupie?! I może bym nie była mega zła ale bym cię zabiła? Ale tylko chyba bo mogłoby mi się nie chcieć bo mógłbyś być mi obojętny, hę?- wstał i odszedł, powiedziałam coś nie tak? Przecież to czysto teoretycznie było... ej ale gdzie on poszedł? – Bartek? – skąd ja mam wiedzieć którędy do tego hotelu? – Bartuś? Bartek?! Kurek! Do jasne cholery nie rób sobie jaj i wracaj tu! – serio zaczynam się bać. Jest noc tak właściwie, a ja siedzę sama, w kałuży... – Bartek no błagam! – wstałam i pobiegłam w kierunku w którym zniknął ale nigdzie go tam nie widziałam.
-         Bu! – ktoś złapał mnie za ramię
-         Idioto! Mogłam zginąć, znowu zachowujesz się nieodpowiedzialnie.
-         Przepraszam mamusiu – nabijał się ze mnie, w ogóle nie wczuwał się w sytuacje.
-         Dobra, skąd my przyszliśmy?
-         No to ty nie wiesz? – zrobił zdziwioną minę
-         No chyba gdybym wiedziała to bym się nie darła jak opętana, tylko bym wróciła, nie? – spojrzałam na niego jak na idiotę, którym chyba był
-         No i co my teraz zrobimy? – zrobił jeszcze większe oczy
-         Nie wydurniaj się tylko prowadź. – spojrzałam na niego wzrokiem mówiącym, że niue nabiorę się na jego kolejny żarcik.
-         Ale ja naprawdę nie wiem gdzie iść – teraz przybrał poważny wyraz twarzy, wystraszył mnie troszkę.
-         Serio? – uważałam żeby się nie wkręcić
Pokiwał głową, a ja zaczęłam panikować
-         No i jak my teraz wrócimy? Zostaniemy tu na zawsze! Jutro znajdą nas twoje fanki i mi cię zjedzą, wydłubią mi oczy, żebym już nigdy w życiu nie poznała żadnego siatkarza i powieszą mnie na czubku wieży Eiffla gdzie codziennie miliony szpaków wron i sępów będzie wyjadać a raczej wydziobywać moje wnętrzności. Kurek, czy ciebie to bawi? – przerwałam słowotok, bo Bartek wyraźnie powstrzymywał się od śmiechu
-         Właściwie to tak. – wybuchnął – Fanki nie zjedzą mnie tylko rozedrą, bo każda będzie chciała mieć jakąś część mnie, nie wydłubią ci oczu bo jak dostaną mnie, nikt nie zwróci uwagi na ciebie, w Paryżu nie ma szpaków wron ani sępów, a poza tym znam Katowice jak własną kieszeń. – śmiał się  w niebogłosy.
-         Bardzo zabawne, no naprawdę, zimno mi! Możemy już iść? – obraził mnie. Pałka się przegła. Mam go dość. I pomyśleć że tak za nim tęskniłam. Pfff.
Ciągle się śmiejąc złapał mnie za rękę, którą od razu mu wyrwałam i prowadził mnie w kierunku hotelu. Mam nadzieję, że wszyscy poszli już spać i w naszym (czyt. Moim i Izy) nie będzie już zgrai wielkoludów.
            Przez całą drogę nie odezwałam się do niego ani słowem, bądź wydobyłam z siebie ledwie zrozumiane „no” i „nie”. Kurek przepraszał kilkakrotnie ale sam już nie wiedział za co przeprasza i odpuścił sobie te cyrki. Ja nie chcę przeprosin, być może jestem już zmęczona, być może to przez środek owulacji a być może to z nadmiernej tęsknoty Kurka. Nie wiem, na razie myślę tylko o tym, żeby się wykąpać i iść spać.
            Wszedł ze mną do pokoju, chyba tak na wszelki wypadek, w razie gdybym się musiała tłumaczyć dlaczego tak wyglądam.
            Nie potrzebnie, na przeciwległych łóżkach siedzieli tylko Iza i Misiek W. Pochłonięci rozmową do tego stopnia, że mnie z początku nie zauważyli. Chwyciłam z torby kosmetyczkę, drugą ręką chwyciłam Kurka i wyciągnęłam go na korytarz. Iza zdążyła tylko wydukać: „my tutaj tylko sobie... hę? Co ci się stało?”. Niestety, zostawiłam ich z setkami niewyjaśnionych pytań.
            Kurek też nie bardzo wiedział o co chodzi.
-         Niech sobie gadają, a ja się umyje u ciebie. – uśmiechnęłam się serdecznie. Chyba po tamtym obrazku odechciało mi się na niego gniewać.
-         A ja to niby gdzie? – zapytał niepewnie
-         No ty... albo zaczekasz i pójdziesz po mnie albo załatwisz sobie inną łazienkę.
-         W środku nocy? – nie słuchałam go, tylko zatrzasnęłam mu przed nosem drzwi do jego łazienki.
Ciepło zawsze dobrze robiła na moje samopoczucie, mogłabym tak stać pod strumieniem parującej wody do końca świata. Nie wypłoszyłby mnie nawet atak zombie, ani trzęsienie ziemi. No chyba że Kurek wali jak oszalały w drzwi, wtedy mogę ewentualnie wyjść.
-         No już idę! – odkrzyknęłam wycierając się ręcznikiem, chyba Kurka. Ewentualnie Winiara.
Tak, przecież to też pokój Michała. Biedaki dostali taki przydział tylko dlatego, że jest jakaś nowa pani organizator, która kompletnie ich nie zna i nie wie, że na przykład Winiar lepiej by się czuł w pokoju z Gumą, a Kurek z Jaroszem. Mniejsza z tym, przeżyją przecież.
Ups. Zapomniałam o pidżamie.
-         Siurak – powiedziałam przeciągle i wystawiłam lekko głowę zza drzwi. Uf, był sam.
-         Jaki Siurak? – nie, tak nie lubi.
-         Bartuś, rzuć mi jakąś swoją koszulkę.
-         Znowu zapomniałaś? – zaśmiał się i rzucił z moją stronę czarną ze Star Trekiem
-         Dzięki – wysłałam mu buziaka w powietrzu.
Pospiesznie ją naciągnęłam i wyszłam z łazienki wycierając włosy ręcznikiem. Często ich nie rozczesywałam, bo to zajmuje dużo czasu. Bartek był już umyty, suchy i uczesany. Jak on to zrobił tak szybko?! No tak, to facet...
            Rozłożył się na całej długości łóżka a ja w sumie nie wiedziałam co teraz robić. Chyba musiałam zaczekać, aż Michał wróci, nie chciałam przecież im tam przeszkadzać. Usiadłam na brzegu michałowego łóżka i przypatrywałam się mojemu przyjacielowi męczącemu się z ustawieniem odpowiedniej częstotliwości w radiu.
-         Bartek, przecież jest środek nocy, co ty chcesz tam ustawiać? Nie ma żadnej audycji a w radio puszczają same wolne piosenki, uśniemy za wcześnie.
Zaśmiał się, ale nie odłożył radia.
-         Jak myślisz, kiedy skończą gadać? – zastanawiałam się jak długo tu zostanę.
-         Nie wiem, Michał zazwyczaj nie siedzi w pokoju u lasek i nie gada z nimi w nocy. – przerwał mu SMS.
Iza: „Śpij u Bartka, Michał jest świetny, nie da się przestać z nim nawijać. Kocham cie, baw się dobrze”
Odpisałam „nawzajem” i powiedziałam Bartkowi, że zostaje na noc. Na chwilę przerwał majstrowanie przy radiu, ale tylko na moment, żeby spojrzeć na mnie spod uniesionej wysoko prawej brwi i powrócić do wcześniejszej czynności.
Położyłam się na michałowym łóżku i nuciłam pod nosem melodię Staiway to heaven. Nie wiem co mnie naszło.
-         Mania... – oho! Coś się będzie działo. Kurek niebezpiecznie przeciąga moje imię
-         No?
-         Zaśpiewaj mi kołysankę – moje usta same wykrzywiły mi się w uśmiech.
-         Nie.
-         No ale dlaczemu? Przecież ty ładnie śpiewasz, a skoro śpisz na łóżku Winiara to musisz mi go zastąpić.
-         Boję się spytać co takiego robi jeszcze Michał przed snem. – chytrze się zaśmiał
-         Nic takiego - odpowiedział z miną niewiniątka. Boję się go.
-         O mamusiu... może ja do niego zadzwonię i zapytam jakie kołysanki lubisz, co?
-         Nie! – zerwał się – nie no co ty nie będziemy im przeszkadzać – ledwo opanował głos.
-         Ok., więc jakie kołysanki lubisz?
-         Obojętnie – przybrał obojętny ton i spuścił głowę bawiąc się rąbkiem swojego koca.
-         AAAAAaaa, kotki dwa, szarobure obydwa. Może być?
-         No dawaj – zaśmiał się, jego radość mnie coraz bardziej przeraża, zaraz wyciągnie misia spod łóżka i wsadzi kciuk do buzi.
-         Ale już skończyłam.
-         Tak krótko? – był wyraźnie zawiedziony.
-         Jak jesteś taki mądry to sobie poszukaj jakiejś kołysanki w tym swoim radiu które trzeszczy mi koło ucha i się nie mogę skupić – pospiesznie je wyłączył.
Nastała cisza, zamknęłam oczy. Chyba jest usatysfakcjonowany i pójdzie spać.
-         Mania... – nie! Znowu przeciąga moje imię
-         Śpij! – burknęłam niezrozumiale, a już mi było tak dobrze.
-         Ale ja nie zasnę.
-         Czemu?
-         Bo mi zimno.
-         Mam cię przykryć kołderką? – zakpiłam
-         Nie, to nic nie da. – znów cisza, chyba myśli – Potrzebuję raczej 36,6 stopni koło siebie.
-         Chyba ci nie pomogę, bo zazwyczaj mam 36,5 stopnia, zamarzniesz... Śpij!
-         Ej no... chodź tu. – rozchyliłam powieki o 0,01mm. Kurek podniósł koc i machał do mnie zachęcająco ręką.
-         Ok., ale daj mi człowieku spać. – niechętnie wyszłam spod swojego koca i położyłam się plecami do niego.
Nareszcie, cisza.
-         A myślisz, że Michał i Iza już śpią?
-         Kurek  na litość boską, na pewno! I ty też powinieneś, bo inaczej mnie Anastazi zabije.
-         Dobrze mamo. – zamruczał mi do ucha.
Znowu cisza, niech on już zaśnie.
-         Bartek! Bierz te łapy z mojego brzucha.
-         Ale jak się do ciebie przytulę to mi będzie ciepło.
-         Jasne, a to, że jak będę uduszona, czyli martwa, będę zimna, cię nie rusza?
Zwolnił uścisk, ale powoli jego ręką zjechała niżej.
-         Na udach mam łaskotki.
-         Ojć, przepraszam.
Cisza.
Niewygodnie, przekręciłam się na drugi bok. Z ręką na jego plecach wypuściłam mocniej powietrze, a ten pajac zaczął się śmiać.
-         No czego znowu?! – byłam już lekko mówiąc zirytowana, do tego stopnia, że otworzyłam oczy zobaczyłam rząd białych ząbków, zarysowanych w ciemności bardzo blisko mojej twarzy.
-         Łaskoczesz oddechem.
-         Ok., zaraz sobie idę...
-         Nie! Nie zasnę bez ciebie.
-         Ze mną też nie. – zamruczał i przyciągnął mnie mocniej za plecy.
To chyba znaczyło że damy radę. Ok.
Muskał oddechem mój polik, z czołem przyciśniętym do mojego. Teraz chyba ja nie zasnę.
Co to ja ostatnio...? A Bartek to mój przyjaciel i w ogóle mnie nie pociąga. Ani troszeczkę. No bo przecież istnieje jeszcze coś takiego jak przyjaźń damsko męska... chyba. Nie żadne chyba Mania, tylko na pewno! Bartek jest dziecinny i upośledzony, jak takie coś mogłoby mnie pociągać. Ale ma duże dłonie, a ja uwielbiam duże dłonie... Ale ma wielkie uszy a tego już nie lubie... no dobra, u niego lubię. Jest strasznie wkurzający i nie mogę go znieść. Poprawił się i wylądował z nosem w moich wilgotnych włosach.
-         To mój szampon?
-         Możliwe...
-         Zapomniałaś swojego? – śmiał się ze mnie.
-         Możliwe...
-         Serio? Wiedziałem, że o czymś musiałaś zapomnieć. Skąd wiedziałaś że to mój a nie Winiara?
-         No chyba wiem jak pachnie twój szampon, nie? – no chyba skąd? To wcale nie jest normalne. Po co mi wiedzieć jak pachnie jego szampon? Zresztą, skąd ja wiem takie rzeczy?!
-         Skąd wiesz? – czyta mi w myślach? Musi mi zadawać takie trudne pytania tak późno w nocy?
-         Śpij!
-         Zaraz, zaraz. – zniżył się ponownie, był ze mną oko w oko. – skąd wiesz jak pachnie mój szampon? – uśmiech nie schodził mu z twarzy. Więc dla niego to nie było chore? To był tylko kolejny powód, żeby się ze mnie ponabijać?
-         Zgadywałam, ok.? – zadaje mi jakieś niedorzeczne pytania i jeszcze oczekuje odpowiedzi.
-         Nie ok... Przyznaj się
-         Co? – nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
-         No przyznaj się, że ci się podobam.
-         Co?! Kpisz sobie ze mnie?
-         A jak inaczej wytłumaczysz to, że wiesz jak pachnę?
-         Bartek, jesteś dla mnie jak brat, znam cię i wiem jak pachniesz, proste. Nie stwarzaj jakichś sztucznych problemów i nie komplikuj. Pasuje nam ten układ, nie?
-         Nie. – to powiedziawszy wpił się w moje usta, zaniemówiłam, znieruchomiałam i kompletnie nie wiedziałam co się dzieje.
Koniec tego dobrego, choćby Iza miała mi tego nie wybaczyć do końca życia, nie będę spała z nim w jednym pokoju! Odepchnęłam go i biegiem ruszyłam do mojego tymczasowego lokum. Jego ręce zatrzymały mnie przy samych drzwiach kiedy to już zamachnęłam się, żeby w nie walnąć.
-         Puszczaj mnie, rozumiesz? Nie będę spała z kimś kto nie potrafi opanować swojego popędu. – tupnęłam nogą niczym mała dziewczynka
-         Mania... posłuchaj, przepraszam. To już się więcej nie powtórzy, tylko im nie przeszkadzajmy dzisiaj. – jego błagalna mina była paskudna. Do tego stopnia paskudna, ze nie mogłam się oprzeć.
Wpiłam się z powrotem w jego rozchylone wargi, a rękoma oplotłam jego szyję. Złapał mnie za pośladki i podciągnął do góry, nogami oplotłam jego plecy. W takiej pozycji wróciliśmy na bartkowe łóżko, nie rozłączając ani na moment ust.
Błądził dłońmi pod moją koszulką, pieścił brzuch, plecy, zjeżdżał na pośladki i uda. Bawił się mną, całował szyję, bawił się włosami, co rusz przystawał, zaglądał głęboko w oczy, jakby niepewnie. Rozłożyłam ramiona, żeby mógł zdjąć mi swoją koszulkę, pomogłam uwolnić mu się ze swojej. Rękoma przytrzymał moje nad głową, sam obsyłał mnie pocałunkami, pieścił językiem szyję, piersi, zagłębienie między nimi, brzuch, podbrzusze. Delikatnie całował w okolicach majtek. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa. Kiedy zbliżył się na niebezpieczną odległość spojrzał głęboko w moje oczy, ale nie zobaczył w nich nic innego niż pożądanie. Delikatnymi ruchami zsunął je na uda. Kilkakrotnie pocałował wewnętrzną stronę ud. Zsunęłam z niego bokserki. Nie pozostawałam dłużna w pieszczotach. Bawił się myszką, gładził ją z początku delikatnie, z każdą upływającą chwilą mocniej. Czułam jakbym za moment miała eksplodować. Raz był nade mną, raz pod, bawił się ze mną w kotka i myszkę. To dotykał mnie i wodził dłonią po całym ciele, to odsuwał się i tonął tylko w pocałunkach. Nagle przestał. Spojrzał kolejny raz głęboko, czułam napięcie i byłam świadoma tego co za chwilę się stanie. Rozchyliłam uda, rękoma objęłam jego twarz, tę silną, stanowczą i pewną swoich możliwości, z drugiej strony delikatną i niepewną mojej reakcji. Na powrót wpiłam się w jego usta co miało znaczyć że też tego chcę.
Wszedł we mnie, nie przerwanie mnie całując, poruszał się a ja czułam radość i rozkosz tak mocną że w innych okolicznościach nie wahałabym się wykrzyczeć to całemu światu. Tworzyliśmy symfonię. Seks jest jak taniec. Jeśli partnerzy do siebie pasują tworzy się niezwykłe widowisko, tańczący nie muszą się ze sobą komunikować, porozumiewają się bez słów i idealnie znają swoje potrzeby. Tak było i tym razem. Kochałam taniec i kochałam seks z Bartkiem.
Znowu przez głowę przeleciała mi myśl, żeby nadal być przyjaciółmi ale dodatkowo kochać się raz na jakiś czas. Zero zobowiązań, zero zazdrości...
Poruszał się we mnie coraz mocniej a ja posłusznie wykonywałam ruchy biodrami. Był niemożliwy. Poruszał się zwinnie i niemal się nie męczył. Sportowiec jednak jest genialnym partnerem... Oddałam się rozkoszy, błądziłam ustami po jego klatce piersiowej, rękoma ugniatałam jego pośladki a on swoimi moje piersi. Wszedł we mnie tak głęboko jak nigdy, jakby chciał mnie przebić na wylot. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, przyjemne ciepło rozeszło się od czubka głowy, po koniuszki palców, była mokra od potu i szczęśliwa. Radość rozeszła się po całym moim organizmie. Trwało to może kilka sekund, ale były to najlepsze sekundy mojego życia. Bartek zsunął się ze mnie i opadł tuż obok. Doszedł w tym samym momencie. Przez jakiś czas w pokoju słychać było tylko uspokajające się oddechy, od których miarowo unosiły się nasze klatki piersiowe.
Położyłam głowę na jego brzuchu, splótł nasze dłonie. Wolną ręką delikatnie łaskotałam jego klatkę piersiową.
-         Mania...? - usłyszałam jego niepewny głos.
-         Ciiii, wszystko spieprzyłeś.
Poszłam się odświeżyć do łazienk. _|

5 komentarzy:

  1. jaka erotykaa, haha :D spodziewałam się, że wylądują w łóżku :D ale rozdział mi się podoba, czekam na kolejny :)

    PS
    Ja Cię lubię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesteś mistrzem! Ja dopóki nie napisałam tego do połowy się nie spodziewałam, właściwie to zupełnie nie miałam tego w planach... :P

      Usuń
    2. najlepszy jest spontan ! :D czekam na kolejny rozdział, pisz coś kobieto! :)

      Usuń
  2. U mnie nowy post, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyno błagam wróć! Kocham Cie czytać :(

    OdpowiedzUsuń