poniedziałek, 23 lipca 2012

Rozdział 2.

kochani! - klik

Rozdział II.

„Niemiła wiadomość i trochę refleksji.”

Pan Acosta chyba dla mnie wymyślił pozycję libero.
- Krzysztof „Igła” Ignaczak  

{z punktu widzenia Bartka}

Wchodząc po schodach, na górę dojej mieszkania myślałem tylko o tym, żeby się zgodziła. Musiała się zgodzić. To było jedyne wyjście. Właściwie to wcześniej nie dopuszczałem do siebie myśli, że Mania może jednak na to nie pójść. Ale z kroku na krok nabierałem coraz więcej wątpliwości.
Już widziałem jej minę kiedy jej to powiem. Będzie wściekła. Już słyszę jak mówi:
- Jaja sobie ze mnie robisz?- wiem, wiem. Ale ten plan jest w stu procentach dopracowany. Nie ma nic co mogłoby pójść nie tak. Przecież myślałem o tym już długo i przemyślałem wszystkie możliwości. To jedyne rozsądne wyjście.
Stanąłem przed drzwiami jej mieszkania. Przychodzę tu ostatnio tak często, że w nocy z zamkniętymi oczami, z mojego mieszkania trafiłbym do jej lodówki, wyjął piwo i położył się koło niej na łóżku. Kurde, jak ja chciałbym w nocy leżeć koło niej. Z Miśką znam się od małego. Jest dla mnie jak siostra. A raczej była, bo kiedy rok temu przeprowadziłem się kilka ulic dalej i spędziłem z nią wszystkie wolne chwile między treningami, jest dla mnie kimś więcej. Tak mi się wydaje. Dla niej niestety jestem nikim więcej. Ona traktuje mnie jak przyjaciela. Ufa mi i jeśli wyjdę z taką propozycją, uzna, że albo żartuję, albo że postradałem zmysły, albo że to serio i walnie wykład, że to zepsuje naszą przyjaźń bla, bla,bla… A ten plan to jedyna moja szansa żeby choć trochę bardziej się do niej zbliżyć.
Dobra, pasowałoby do niej wejść.Zapukałem a w drzwiach stanęła ona. Moje serce jak zwykle wywinęło dzikie koziołki aby po chwili przestać skakać i zacząć walić w celu rozwalenia mi klatki piersiowej i wskoczenia prosto w ręce Izy.
Jej blond fale spływały na ramiona i plecy a kocie oczy wpatrywały się we mnie z taką radością, że niemal poczułem, jak unoszę się kilka centymetrów nad ziemią. Była tak drobniutka.Taka malutka i chudziutka, że nieraz bałem się że ja połamię, kiedy tak cudownie się we mnie wtulała.
- Cześć.- to zwykłe przywitanie zabrzmiało teraz jeszcze bardziej zwyczajnie i bezbarwnie niż zazwyczaj.
- Hej.- odrzuciła i wpuściła mnie do środka.
Około pół godziny później kiedy wszystko układało się jak najlepiej zadzwonił Jarski i jak zawsze wszystko spieprzył. A było tak miło. Zakląłem w myślach. Przecież miało się polepszyć i na Igrzyskach być wszystko dobrze. Mieliśmy wygrać, a Zibi miał być naszym asem w rękawie…


{z punktu widzenia Mańki}

- Bartuś...Co się stało?- zapytałam zmartwiona. Jeszcze chyba nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Jedziemy.- powiedział krótko i podniósł się z miejsca.-Chodź. Jedziemy.
- Ale gdzie? Bartek do cholery jasnej o co chodzi?- wytrącił mnie z równowagi. Nie słuchał mnie tylko pociągnął w kierunku drzwi.
- Nigdzie nie jedziemy dopóki nie powiesz mi gdzie i po co.
- Powiem ci po drodze.- ale przecież ja się muszę przebrać. Dres i porozciągany za duży podkoszulek to na pewno nie jest idealne ubranie tam dokąd jedziemy. Zdążyłam jedynie zamknąć drzwi na klucz i już pędziliśmy przez zakorkowane ulice. No tak godziny szczytu w Warszawie nie są najlepsze do podróżowania po mieście.
- Powiesz mi?- uniosłam brwi
- Zibi – odpowiedział krótko.
- Coś z jego kontuzją?- przytaknął
- Jest poważniejsza niż wszyscy myśleli. Nie wyliże się na Igrzyska.- zaklął.- No jak jeździsz pacanie?- zatrąbił na Bogu ducha winnego kierowcę granatowego polo.- Kto takim ludziom dał prawo jazdy?
- Bartek, opanuj emocje…
- Jak ja mam do jasnej cholery opanować emocje, jak możemy już od razu skreślić nasz dobry występ na IO?
- Ale dlaczego ty z góry zakładasz waszą klęskę? Jest jeszcze dużo czasu, zdążycie się przygotować. Macie przecież ciebie- Bartek, macie niezawodnego Kurasia, który będzie prowadził drużynę do zwycięstwa… -zmroził mnie spojrzeniem i prawie wjechał w tył samochodu przed nami.
- Bartek! Patrz jak jeździsz kretynie!- znowu mnie wkurzył –Okej, macie… Igłę fenomenalnego, Żygadło, Jarskiego, Możdża vel el Kapitano, Miśków, Gumę, Grzesia... Mam wymieniać dalej?- powiedziałam na jednym wydechu.- Poradzicie sobie. A teraz uważaj jak jedziesz bo nas pozabijasz a tym nie pomożesz naszej reprezentacji.
- No ale Mania…
- Ciiiiiiicho wielkoludzie! Jak będziesz grał z takim podejściem to na pewno wygrasz- nutka zniecierpliwienia w moim głosie.- To powiesz mi gdzie my tak dokładnie jedziemy?
- No jak to gdzie? Ochrzanić tego debila, że nas tak załatwił.

- Bartek, to przecież nie Zbyszka wina…

- Może, ale i tak go zabije.

- I myślisz, że to mu pomoże wyzdrowieć?- odcięłam się.

- Dobra, niech ci będzie. Muszę ochłonąć. No kolejny baran! Kto dał prawo jazdy co?- z całej siły wcisnął klakson a ja westchnęłam tylko. Dojechaliśmy na salę. Bartek zawsze ma przy sobie piłkę. Graliśmy do późna, jeden na jeden. Właściwie to przebijaliśmy do siebie piłkę przez siatkę, czego grą chyba nie można jeszcze nazwać. Rozmawialiśmy trochę o sytuacji reprezentacji, przy czym Bartek chwilami trochę się uspokajał, by za chwilę znów wybuchnąć. Zmieniałam temat by choć na chwilę przestał o tym myśleć. Nie działało na zbyt długo. Zapomniał na moje szczęście o tej durnej obietnicy…

Odwiózł mnie do domu i choć nalegałam, nie chciał zostać na noc, na co w inne dni z radością by przystał. Trochę mi było szkoda i jego i tego, że jednak odmówił. Tyle razy wyobrażałam sobie jak do bardzo późna w nocy rozmawiamy, śmiejemy się z najbardziej durnych rzeczy a potem zasypiamy, żeby rano zjeść razem śniadanie i nie być takim samotnym w pustym mieszkaniu. Naprawdę, Bartek jest dla mnie jak brat i bardzo żałowałam, że jednak woli sam na sam męczyć się z tą sytuacją. Rozumiałam go jednak i pozwoliłam mu jechać do domu. Sama też musiałam kilka rzeczy przemyśleć.

Numer jeden dylematu: Jak mogłam zgodzić się na coś tak głupiego jak udawanie przed całym światem, że jestem jego dziewczyną? Naprawdę boję się, że to spowoduje problem z zachowywaniem się jak przyjaciele. No bo tak będzie. Przy reporterach, kolegach z drużyny, na meczach to proste. Przecież raczej wiem jak zachowuje się dziewczyna ponad dwu-metrowego mutanta. Nie… Nie wiem. Nigdy dziewczyną takiego chłopaka nie byłam. Ale to nie jedyny problem. Co będziemy robić jak będziemy sami? Zachowywać się tak jak teraz? Ja z pewnością będę się czuła głupio kiedy będę musiała kłamać że jestem w nim szaleńczo zakochana. Nie lubię kłamać, ale kłamać kilkunastu wielkoludom jest jeszcze trudniejsze. Ja nie dam rady! A co jeśli zapytają nas jak na przykład się poznaliśmy, jaki Bartek jest, jak to, jak tamto? Pogubię się w tym wszystkim… A co z jego rodzina? Przed nimi też musze udawać? To chore… Kto inny mógł wpaść na taki poroniony pomysł, jak nie Siurak.Tylko on ma rozum pięciolatka, do którego nie docierają żadne argumenty.

Jedynym plusem tego jest tylko to, że będziemy „bliżej” siebie częściej. I to, że będę mogła go bezkarnie przytulać i może robić coś jeszcze beż żadnych zbędnych podejrzeń, bo przecież on będzie wiedział że ja udaję.

No i na tyle z dobrych stron. Chyba znowu owinął mnie sobie wokół paluszka. Wiem, dałam się temu jego spojrzeniu. Ale to wina mojego głupiego serca, które wiecznie wcina się przed rozum. Wrr! Jak ja go nie cierpię. Wiecznie mam przez nie problemy. Muszę nauczyć się nad nim panować…

Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.



 ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~
Obudziłam się i od razu spojrzałam na wyświetlacz w telefonie. 5.16 na moim zegarku.
No tak. Sobota, czyli i tak siedzę w domu. Poczłapałam do łazienki. Po cholerę obudziłam się tak wcześnie? Aa.Śniło mi się coś. Co to było? Burza mózgów i… Przez mgłę widzę te same niebieskie ślepia. Potrząsnęłam głową aby wyrzucić z niej ten wkurzający i zarazem tak piękny widok. Ogarnęłam poranną toaletę i zamyśliłam się nad tym co mogę robić o 5.32, kiedy wszyscy zapewne jeszcze śpią, bo to PRZECIE SOBOTA i pasowałoby się wyspać.

Ciekawe od której otwarte są galerie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam bo zazwyczaj śpie dopóki mogę. Wklepałam w google. Oczywiście nic nie mogłam znaleźć.

Postanowiłam, że  najpierw zaliczę spacer a później wpadnę do Arkadii, bo coś pasowałoby kupić. Moja szafa ostatnio nie ma się za dobrze. Przez ostatnie kilka tygodni nieźle wzięłam się za siebie i dużo rzeczy jest poprostu o kilka rozmiarów za duże, a to niestety widać. Niestety, albo stety. W końcu na takim efekcie mi zależało. Ostra dieta i katorżnicze ćwiczenia. Z nimi nie było problemu, bo od około 2 miesięcy jestem instruktorką tańca w szkółce niedaleko mnie. 5 minut spacerkiem.

Szłam tą samą drogą w kierunku centrum. Mijając szkołę myślałam o tym, że już za kilka godzin będę tam wypruwać sobie flaki. Ćwiczę głównie z nastolatkami. Ale przygotowuję się wraz ze „starszą”grupa na festiwal. Do tej szkółki chodziłam najpierw jako dziecko, bo moja mama uwielbiała taniec. Później jako nastolatka przechodziła fazę buntu. Ponieważ szkoła tańca, to był pomysł mamy, poczułam wielką niechęć do tańca towarzyskiego, nie chciałam trzymać ramy, ani kręcić piruetów. Straciłam formę, poszłam do szkoły policyjnej, ale wylali mnie po roku, bo nie przykładałam się  specjalnie do nauki. Opamiętałam się zdając sobie sprawę, że nie tylko mamie działam na złość. Sobie też. Nic mi nie wychodziło, postanowiłam złożyć papiery do normalnego ogólniaka na profil matematyczny, tak jak chciał tata. Zawsze mi powtarzał że mam ogromny talent do liczb. Jakoś wcześniej nie myślałam o byciu jakąś księgową ani nic z tych rzeczy, ale było to dobre przyszłościowo. Mogłam iść na politechnikę… Tak jednak nie było. W między czasie tańczyłam trochę na ulicy z kumplami. Zadawałam się z „trudną młodzieżą”, jak to określała moja mama. Wywalili mnie z „elity” po tym jak pierwszy raz odmówiłam narkotyków. Właściwie to dzięki Siurakowi, który był ze mną od wczesnego dzieciństwa, ale o tym przy innej okazji. Wróciłam do szkoły tanecznej, mama szalała ze szczęścia, a we mnie wróciła dawna siła i chęć do rozwijania pasji tanecznej.

Tak więc zamiast na politechnikę, poszłam na AWF. Pomyślnie skończyłam szkołę, ale później znowu przez trochę zaniedbałam formę. Pracowałam dorywczo w sklepach ciucharskich. Czasami jeździłam na mecze do Siuraka, po których dłuuuugo się żegnaliśmy, jak to przyjaciele. Odwiedziłam szkołę tańca, nie wiem czemu. Po prostu nogi same mnie tam zaniosły. Zaproponowali mi pracę. Bez zastanowienia ją przyjęłam.

Niedługo po tym Siurak nie wiadomo czemu wynajął sobie mieszkanko kilka ulic dalej i znowu jak za starych dobrych czasów spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę i staraliśmy sobie mówić o wszystkim, polegać na sobie. Byliśmy dla siebie jak siostra i brat a teraz to stanęło pod ogromnym znakiem zapytania.

W szkole tańca uczę wcześniaków podstaw i jednocześnie należę do grupy starszaków, co wcale nie oznacza wiek, chociaż owszem są starsi od grupy początkującej, lecz i tam zdarzają się dwudziestko-parolatkowie. Nazwa zależy od stopnia zaawansowania. Ci starsi mają po kilka lat nauki za sobą. Niektórzy tak jak ja z przerwami, ale łącznie, średnio 10/11 lat. To dość sporo, ale najdłużej uczą się Klara, Łukasz i Sprajt, bo 13 lat- razem zaczynali, kiedy mieli po 5 lat. Miałam 12 lat i 4 lata nauki za sobą. Jeśli odliczyć jednak tą moją przerwę wychodzę jednak na młodszą, jeśli chodzi o taniec. Jednak to jest to co kocham i dlatego nie przestanę tańczyć dopóki kończyny nie odmówią mi posłuszeństwa.

To miał być krótki spacerek. Zaszłam dalej niż zamierzałam. Kiedy spojrzałam na zegarek, wyświetlała się godzina 7.48

Wróciłam skrótem, między osiedlami do domu. Przebrałam się w coś bardziej odpowiedniego niż dresy i za duża koszulka. Wybrałam stare dobre dżinsy i czerwoną koszulę w kratkę. Nie obeszło się bez wysłużonych granatowych conversów, które bardzo kochałam i nie rezygnowałam z nich często dla tych małych figlarnych czarnych szpileczek, w których idąc szyje płci przeciwnej trzeszczały kiedy odwracała głowy. Tak, dawno już tęskniłam za tą figurą i z przyjemnością patrzyłam na siebie w lustrze. Minusem tego było tylko to, że przy Kurasiu wyglądałam na jeszcze mniejszą i jeszcze drobniejsza niż jestem przy moich 163 cm.
Już miałam wychodzić, kiedy nagle zabrzęczał dzwonek mojego telefonu.

~ * ~


"w półfinale będę biało-czerwony"

~`Andrea Anastasi

1 komentarz:

  1. Zapraszam na nowy na xxlitle-xdiffrent-fckn.gnr.blogspot.com xD

    OdpowiedzUsuń